Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bł. Antoni Julian Nowowiejski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bł. Antoni Julian Nowowiejski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 sierpnia 2011

Duchowość liturgiczna w "Mszy Świętej" bł. Antoniego Juliana Nowowiejskiego




Trwanie w umiłowaniu liturgii było niewątpilwie udziałem całej kapłańskiej posługi Płockiego Męczennika. Świadkowie Mszy Świętych sprawowanych przez Błogosławionego z podziwem wspominają chwile spędzone w Bazylice Katedralnej, podczas "imponujących celebracji biskupich", przepełnionych serdeczną modlitwą. Dostrzegał bowiem nasz Patron w liturgii nie tylko zespół rytów, które należy godnie sprawować, pragnął o wiele więcej - wzniesienia ku Niebu serc zwyczajnych ludzi.

[artykuł ukazał się jako: A. Matyszewski, Elementy duchowości liturgicznej we „Mszy Świętej” arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego, „Studia Płockie” 36 (2008), s. 79-95.]

Elementy duchowości liturgicznej w „Mszy Świętej” błogosławionego arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego

 Liturgia jako życiowa funkcja samourzeczywistniania się Kościoła łączy się ściśle z codziennym życiem chrześcijanina. Codzienność ta, przepojona Bożym Duchem, promienieje na wszystkich, którzy pragną zbliżać się do Źródła i karmić Chlebem na życie wieczne.[1] Trwanie w umiłowaniu liturgii było niewątpliwie udziałem całej kapłańskiej posługi Płockiego Męczennika. Świadkowie Eucharystii sprawowanych przez Błogosławionego z podziwem wspominają chwile spędzone w bazylice katedralnej, podczas „imponujących celebracji biskupich”,[2] przepełnionych serdecznej modlitwą.[3] Dostrzegał bowiem nasz Patron w liturgii nie tylko zespół rytów, które należy godnie sprawować, pragnął o wiele więcej – wzniesienia ku Niebu serc zwyczajnych ludzi.[4]
W osobie Arcybiskupa, teologa myślącego i rozmodlonego,[5] dostrzegamy głęboką duchowość, z którą wkraczał w progi Bożego Domu. Duchowością przepajał również celebrowaną przez siebie liturgię. Był on bowiem kapłanem, który z oddaniem wnikał w ducha czynności liturgicznych, stanowiącej dla Jubilata „symbol, znak czegoś wewnętrznego, duchowego, będącego duszą liturgii”.[6] Ksiądz Antoni od początku swej drogi kapłańskiej konsekwentnie wprowadzał w życie dewizę M. Gatterer’a, „Chodzi o to, by wewnętrzną treść czynności liturgicznych ująć umysłem i sercem”.[7]
Zagadnienie podjęte w tytule artykuły przeprowadzimy w oparciu o kilka wektorów. Pierwszy z nich ukierunkuje nas na kontekst pasterskiej posługi A. J. Nowowiejskiego, poprzez ukazanie myśli pioniera XIX-wiecznej odnowy liturgicznej we Francji, Prospera Guérangera, który odegrał niebagatelną rolę w kształtowaniu się myśli i duchowości liturgicznej u Biskupa z Płocka. Następnie dokonamy wyjaśnienia kluczowego terminu „duchowość liturgiczna”, jego genezę i etapy rozwoju. Podstawę dla naszych rozważań stanowi monumentalne dzieło A. J. Nowowiejskiego „Msza Święta”. Ze względu jednak na wymogi redakcyjne oraz fakt, że najwięcej duchowych odniesień Autor czyni we „Wstępie” do swojego opracowania poprzestaniemy na ukazaniu „wnętrza” liturgii eucharystycznej na podstawie zawartych tam treści. Dokonując refleksji na temat duchowości liturgicznej wskażemy na istotę Mszy świętej, jej rozumienie przez bł. Antoniego, wymiar duchowy celebracji eucharystycznej oraz wypływające z niej owoce.

 1.   U początku XIX-wiecznej odnowy liturgicznej
 Podstawowe założenia „czyn­nego uczestnictwa” w misterium chrześcijańskim, tak silnie podkreślane zwłaszcza przez posoborową odnowę liturgii, nie zawsze akcentowały wymiar duchowości.[8] W historii Kościoła zaznaczył się deficyt formacji liturgicznej, który w pewnej mierze tłumaczy potrzebę podjęcia zagadnień duchowości liturgicznej na Soborze Watykańskim II.[9]
Pytając o „wnętrze” liturgii i jej postrzeganie na początku ubiegłego stulecia, a więc w okresie wzmożonej aktywności pisarskiej Płockiego Kapłana, musimy cofnąć się do pierwszej połowy wieku XIX, kiedy to na Zachodzie Europy zaczęły dawać o sobie znać idee reformatorskie, związane z odnową liturgiczną. Impuls pionierski wyszedł z Solesmes, opactwa założonego przez Prospera Guérangera (1805-1875), inicjatora ruchu liturgicznego we Francji.[10] Umiłowanie liturgii, pogłębione studium nad kultem chrześcijańskim, a także duchowość wielkiego Opata inspirowały arcybiskupa Nowowiejskiego, będącego niewątpliwie entuzjastą jego idei, które pragnął zaszczepiać na gruncie polskim.[11]
Zasadniczy rys działalności Sługi Bożego, Prospera dom Guérangera naznaczony był umiłowaniem Kościoła i potrzebą przebudzenia religijnego i moralnego. Opat z Solesmes, niekwestionowany mistrz w dziele pogłębienia liturgii i ukazania jej duchowego oblicza, zmierzał do odnowienia duchowości ewangelicznej zagrożonej przez naturalizm i liberalizm. Swoje postulaty pragnął oprzeć na umocnieniu i ożywieniu pozycji liturgii rzymskiej. Był bowiem przekonany, że liturgia jest najlepszą szkołą modlitwy i życia chrześcijańskiego.[12] Dążył jednocześnie do ułatwienia wiernym zrozumienia modlitwy liturgicznej, zapraszając ich: „otwórzcie szeroko wasze serca, dzieci Kościoła katolickiego, przyjdźcie modlić się modlitwą waszej Matki”.[13]
Podobnie jak Guéranger był Nowowiejski zafascynowany bogactwem skarbów liturgicznych i podobnie jak on pragnął otworzyć przed wiernymi drogę ku prawdziwej wierze i doskonałej miłości.[14] J. Decyk podsumowując bogate piśmiennictwo Arcybiskupa stwierdził, że „przez swoje publikacje chciał on nauczyć kapłanów i wiernych właściwego pojmowania liturgii, wczuwania się w nią i uczestniczenia w niej”.[15] Cel ten zamierzał osiągnąć poprzez rozważania historyczne, wyjaśnienie tekstów, symboli, obrzędów oraz znaczenia poszczególnych przedmiotów używanych w liturgii. Ta swoista metodyka liturgiczna miała doprowadzić do duchowego rozumienia treści liturgii przez wiernych nie tylko w diecezji, lecz także w całej Polsce.[16]

 2.     Pojęcie duchowości liturgicznej
 Duchowość ma swoje źródło w teologii Nowego Testamentu, zwłaszcza w pismach Pawłowych. Chrześcijanin obdarzony Duchem Bożym nazywany jest homo spiritualis (1Kor 2,10-16), pneumatikos. Rzeczownik spiritualitas oznacza egzystencję człowieka „określaną” nie przez „ciało”, lecz przez Ducha. Tak pojmowano duchowość, począwszy od V w. aż do późnego średniowiecza. Francuski termin spiritualité od XIII w. rozumiano prawie wyłącznie w sensie prawniczym. Po raz pierwszy w XVII stuleciu św. Franciszek Salezy uczynił z tego słowa terminus technicus na oznaczenie personalnego związku z Bogiem.[17]
Współcześnie pojecie „duchowość” nie jest jasno określone. Brak powszechnie przyjętej definicji. W naszym przypadku chodzi nie o duchowość w sensie dyscypliny teologicznej (theologia spiritualis) czy o międzydyscyplinarne jej rozumienie jako nauki Querschnitt (traktowanie duchowości jako nauki „przekrojowej” poprzez wszystkie zjawiska danej epoki), lecz o duchowość doświadczoną, przeżytą, duchowość jako formę życia.[18]
Duchowość ta zasadza się na życiu i miłości samoudzielającej się Trójcy Świętej w jej najpełniejszej formie w Jezusie Chrystusie.[19] Duchowość liturgiczna jest więc udziałem wspólnoty wierzących w Boga w stwórczej i przekształcającej miłości Bożej w stosunku do świata; udziałem w łasce Pana, którą „szczodrze wylał w postaci wszelkiej mądrości i rozumienia przez to, że nam objawił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów” (Ef 1, 9-10). W sercu tej duchowości znajduje się Misterium Paschalne Chrystusa.
Drugi człon hasła: liturgiczna – domaga się dopowiedzenia. Liturgię rozumiemy tu również nie w sensie dyscypliny teologicznej (liturgika), lecz doświadczenia liturgii, służby Bożej przeżywanej przez Mistyczne Ciało Chrystusa: jego Głowę i Ciało, w uobecnianiu się w znakach kapłańskiego działania Chrystusa, w którym dokonuje się uświęcenie człowieka i uwielbienie Boga.[20]
Normą, kryterium i celem chrześcijańskiego życia jest Chrystus, wspólnota z Nim i przez Niego w mocy Ducha Świętego. Właśnie w liturgii najpełniej ujawnia się uświęcające działanie Chrystusa. Jest ona uprzywilejowanym miejscem obecno­ści i działania Chrystusa (actio sacra praecellenter), z którym nie może się równać żadne inne działanie Kościoła.[21] Duch Święty jest źródłem obecności Chrystusa i komunii z Nim. Liturgia pozostaje miejscem życia duchowego wszyst­kich.[22] Ma tu zastosowanie odróżnienie pomiędzy „pobożnością” obiektywną, której działanie nie jest zależne od woli człowieka, a „pobożnością” subiektywną – pewnymi formami uwielbienia Boga przez działanie człowieka. Pobożność subiektywna, zwana także prywatną, jest konieczna dla odpowiedniego włączenia się w Misterium Paschalne Chrystusa uobecniające się w mocy Ducha Świętego w liturgii. Charakterystyczne jest stwierdzenie Sacrosanctum Concilium w nr. 9 i 10: „Liturgia nie wyczerpuje całej działalności Kościoła. Zanim bowiem ludzie będą mogli zbliżyć się do liturgii, muszą być wezwani do wiary i nawrócenia... Liturgia jednak jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła i zarazem jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc”.[23]
Związek pomiędzy liturgią i życiem chrześcijańskim jest konieczny, jest to związek z całym życiem chrześcijańskim, ze wszystkimi jego dziedzinami. Relacja ta nie może być przerwana. Niemniej jednak istnieje różnica między nimi. Sprawowa­nie liturgii nie jest zależne od dziedzin życia. Całe życie zawiera się w liturgii, ale nie w bezpośrednim doświadczeniu. Liturgia nie ma na uwadze np. troski o wyżywienie człowieka, śpiew w liturgii nie jest bezpośrednią troską o muzykę. Poprzez działania symboliczne liturgia umożliwia życie, sprzyja życiu, „żywi” je, w języku scholastyki mowa jest o „informowaniu” (rozumienie filozoficzne, od: forma – materia, kształtowanie życia). Uobecnienie się czynu zbawczego w liturgii zmierza do tego, by chrześcijanie wyrażali poprzez swoje życie Misterium Paschalne – vivendo exprimant.[24]
Skoro Misterium Paschalne jest sercem życia chrześcijańskiego, powstaje pyta­nie, czy należy mówić o duchowości liturgicznej, czy raczej pozostać przy określeniu duchowość chrześcijańska. Ciągle toczy się dyskusja na ten temat.[25] Jedni z autorów opowiadają się za duchowością liturgiczną określają jej charakterystyczne cechy, odróżniające ją od innych form duchowości. Stanowisko takie wiąże się z rozumieniem samej liturgii, którą redukowano do zespołu rytów i ceremonii czy walorów estetycznych. Odkrycie głębi liturgii dzięki Ruchowi Liturgicznemu i KL prowadzi do traktowania liturgii jako źródła życia chrześcijańskiego. Za B. Neunheuserem można powiedzieć, że duchowość liturgiczna to każda całościowa postawa chrześcijańska (Gesamthaltung), która uznaje wyjąt­kowe miejsce liturgii i dostrzega w niej źródło i szczyt chrześcijańskiego życia na drodze do wypełnienia się w królestwie Ojca.[26]
Każda duchowość autentycznie chrześcijańska ma źródło i szczyt w rzeczywis­tości liturgiczno – sakramentalnej; życie duchowe ma swój początek, rozwija się i dochodzi do doskonałości przede wszystkim w liturgii.
Pod względem historycznym odróżnia się kilka etapów czy epok rozwoju duchowości liturgicznej A. Triacca wylicza następujące:
1. Pierwsza epoka to początki Kościoła, kiedy istniała ontologiczna i życiowa jedność pomiędzy życiem chrześcijańskim i liturgią. Duchowość była przeniknięta liturgią. To złoty wiek duchowości liturgicznej, zróżnicowany w zależności od metropolii. Potwierdzeniem tego są np.: „De mysteriis”Ambrożego, „Katechezy mistagogiczne” Cyryla (Jana) Jerozolim­skiego, „Homilie” Leona Wielkiego i in.
2. Druga epoka odpowiada, ogólnie mówiąc, wiekom średnim. W epoce tej zachowano pewne dziedzictwo starożytności, próbowano je łączyć z nowymi prądami, utrzymano jednak jedność ideologiczną duchowości liturgicznej z życiem chrześcijańskim. W X-XI w. doszło do rozdzielenia teologii rozumianej jako nauka o realności Boga i życia chrześcijańskiego skoncentrowanego na życiu trynitarnym, tj. na realności Boga w życiu codziennym. W tej epoce powstały szkoły duchowości, które równocześnie były jednak substytutami liturgii, uwypuklały pobożne praktyki różnego rodzaju.
3. Trzecia epoka obejmuje czasy scholastyki, humanizmu i renesansu aż do reformacji i kontrreformacji. W tym okresie dostrzec można pewną kontynuację profilu ze starożytności chrześcijańskiej – szczególnie w grupach elitarnych (zakony, bractwa, poszczególne osoby), ale także pogłębienie rozdziału pomiędzy życiem chrześcijańskim i liturgią.
4. Czwarta epoka to czas po Tridentinum, naznaczony tendencją do powrotu do źródeł, ożywieniem życia sakramentalnego i, w konsekwencji, liturgii. Była to jednak tendencja bardziej teoretyczna niż realizowana w życiu, zawarta raczej w dokumentach kościelnych niż w praxis.
5. Piąta epoka to początki Ruchu Liturgicznego (Pius X; L. Beauduin – Malines 1909) i różne jego etapy, zakończone wydaniem KL. W związku z tym wspomnieć należy takie postaci, jak: C. Marmion, I. A. Schuster (Mediolan), teologów: R. Guardiniego, I. Herwegena, O. Casela, P. Parscha. Stanowisko KL nie pozostawia wątpliwości, że istnieje jedna duchowość Kościoła, bez etykietek: benedyktyńska, bazyliańska, dominikańska, franciszkańska, ignacjańska, devotio moderna, salezjańska itd. Chodzi o duchowość liturgiczno – sakramentalną, w której swój sens i źródło mają inne szczegółowe określenia. Stanowisko to nie oznacza „zniesienia” tych form tradycji kościelnej ani uznania, że duchowość liturgiczna jest tylkofermentum dla innych form.[27]
Jeżeli liturgia jest źródłem i szczytem duchowości liturgicznej, to z pewnością jej charakterystycznymi cechami są teofaniczność (objawianie działania Boga) i chrystocentryzm. Jest to duchowość eklezjalna, wspólnotowa, a równocześnie personalistyczna. Lud Boży zjednoczony głębiej z Chrystusem w mocy Ducha Świętego dąży wspólnie do domu Ojca, pomaga sobie w drodze, w znoszeniu siebie nawzajem dla budowania Ciała Chrystusa. Duchowość liturgiczna charakteryzuje się też nasyceniem biblijnym, jest sakramentalna, tzn. opiera się na słowie Bożym i sakramentach, szczególnie Eucharystii, angażuje, tak, jak liturgia, całego człowieka.[28]

 3.     Istota Mszy Świętej
 „Wykład liturgii Kościoła katolickiego” był dziełem zakrojonym na wielką skalę, miało bowiem obejmować całokształt kultu chrześcijańskiego.[29]Zrządzeniem Bożej Opatrzności stało się jednak inaczej i ostatnim zachowanym dla potomności tomem „Wykładu” jest „Msza święta”. Cudem ocalały w pożodze wojennej rękopis doczekał się wydania drukiem dzięki staraniom ks. Tadeusza Żebrowskiego w 2001 r.,[30] tj. w sześćdziesiątą rocznicę męczeńskiej śmierci Pioniera odnowy liturgicznej w Polsce międzywojennej.
Kres ziemskiego życia wybitnych osobowości znaczony jest często ich ostatnimi przemyśleniami czy dokonaniami. Zapisane na chwilę przed śmiercią słowa, odczytywane przez potomnych urastają do rangi duchowego testamentu. Zadziwiające podobieństwo w tym względzie wyraża dwóch świętych mężów: bł. Antoni Julian i Sługa Boży Jan Paweł II. Dla Biskupa Płockiego ostatnim pisanym dziełem życia okazał się piąty tom „Wykładu” poświęconego Mszy świętej, dla Ojca Świętego zaś, wielkiego Polaka z przełomu drugiego i trzeciego tysiąclecia encyklika „Ecclesia de Eucharistia” (2003). Obaj wybitni mężowie, dając świadectwo prawdzie,[31] poręczyli swoim życiem i umiłowaniem Misterium eucharystycznego, że cześć oddawana świętym Postaciom na ziemi przeradza się w wieczne uwielbienie składane Bogu Ojcu przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym.
Mimo obszerności, liczącego ponad 1600 stron dzieła Arcybiskupa, „Msza święta” została utrzymana w konwencji wykładu w dużej mierze historycznego i rubrycystycznego. Duchowe znamię otrzymuje Eucharystia w obszernym Wstępie, na którym pragniemy oprzeć nasze rozważania.
Pierwsze słowa opracowania ukazują głęboką pokorę Autora „Wykładu” i jego zachwyt nad Najwyższym Wyrazem miłości Boga do człowieka; jednocześnie ukierunkowują czytelników na duchowe treści Mszy świętej, przez które Płocki Liturgista pragnie ich przeprowadzić: „Należałoby na klęczkach pisać wykład obrzędów ofiary mszalnej, która przedstawia, wyraża i streszcza wszystką wielkość, piękność i wspaniałość religii Bożej”.[32]
Słyszymy następnie pierwszą definicję Eucharystii z jej specyficznym duchowym rysem: „Ofiara Mszy świętej jest chwałą nieba, zbawieniem ziemi i czyśćca, postrachem piekła. W ofierze tej zawiera się wszystko, co najgodniejsze podziwu aniołów i ludzi. Ona jest skarbem wszystkich łask, zapewnieniem nieśmiertelności, przypieczętowaniem dobrodziejstw, jakie Pan Bóg kiedykolwiek nam uczynił”.[33] A zatem do potrójnej rzeczywistości egzystencji pozaziemskiej, na które Eucharystia oddziałuje, Autor włącza doczesne życie ludzi, dla których Msza św. jest „skarbem wszystkich łask”.[34]
Wyprzedzając o wiele lat zapisy zawarte w soborowej Konstytucji o Liturgii, A. J. Nowowiejski dowodzi, iż wszelkie sakramenty i nabożeństwa stanowią „jakoby tylko przygotowanie” do ofiary Mszy świętej, będącej „słońcem chrześcijańskiej służby Bożej”.[35] Słowa te korelują ze wspomnianym już odniesieniem do liturgii i jej najpiękniejszym ucieleśnieniem – Eucharystii, będącej „źródłem” i „szczytem” działalności Kościoła.
„Ona to, pisze dalej Arcypasterz, zamienia kościoły nasze na Kalwarię i niebo. Tu Baranek Boży jest ofiarowany i adorowany (…). Duchy błogosławione ze drżeniem i czcią stoją przy naszych ołtarzach”.[36]
Przed podjęciem się kolejnych refleksji nad tajemnicą Eucharystii Płocki Męczennik przyznaje się do własnej ułomności i niedoskonałości dzieła, którego się podjął. Jedynie łasce Bożej zawdzięcza możliwość zgłębiania i wyjaśniania „tyle czynności i tak wielkich rzeczy”.[37]
W Eucharystii bł. Antoni dostrzega „majestat Boga” i „Wieczernik”. Nad tymi rzeczywistościami pragnie pochylać się z właściwą „intencją serca”. Od czytających jego dzieło oczekuje zrozumienia i łaskawego spojrzenia, po śmierci zaś prosi o modlitwę i westchnienie „przed miłosiernym Sędzią”.[38]
Zdaniem Płockiego Liturgisty w Eucharystii oddajemy cześć Najwyższemu Bogu, która wyraża się poprzez cztery akty: uwielbienie, dziękczynienie, prośbę i przejednanie.
Uwielbienie Stwórcy właściwe jest istotom rozumnym, które „wszędzie i zawsze odczuwają swą zależność od Boga”, pragnąc „uznawać, podziwiać i wychwalać Jego najwyższy i najświętszy Majestat, i władzę”.[39] Skoro Bóg chce zbawiać nas we wspólnocie – korząc się przed Jego „niepojętą wielkością i dostojeństwem” – mamy „prowadzić do Niego bliźnich”. A zatem liturgia ma wymiar nie tylko duchowy, ale również katolicki i apostolski.
Uczestnicy „spotkań” eucharystycznych powinni mieć świadomość, że Bóg jest „niewyczerpanym Źródłem, z którego każdy datek dobry i dar doskonały wypływa”.[40] Przechodząc do zasadniczego charakteru Mszy świętej przejawiającego się w jej wymiarze dziękczynienia Arcybiskup zauważa z pokorą, iż „wszystko, czym jesteśmy, co mamy i co możemy, tak w porządku natury, jak i łaski, pochodzi z przeobfitości łaski Bożej. Za te dary i łaski niezliczone, jakie otrzymaliśmy dotąd i otrzymujemy codziennie, należy się Bogu, jako najlepszemu Dobroczyńcy naszemu dziękczynienie serdeczne”.[41]
Trwając przed Panem na modlitwie, jako Jego dzieci, możemy mieć ufność, że wysłuchuje On wszystkich próśb zgodnych ze swoją wolą,[42]ponieważ „wszelkie dobro, jakiego tylko oczekiwać i jakie wyżebrać możemy, jest również w posiadaniu nieskończenie szczodrobliwej ręki Boga; i dlatego powinniśmy zwracać się do Niego z pokorną o wszystko prośbą”.[43]
Pośród modłów zanoszonych przed tron Najwyższego nie może zabraknąć elementów przejednania „obrażonego i zagniewanego” Boga przez odpowiednie zadośćuczynienie. Jest ono niezbędne ze względu na odwrócenie się od Boga na skutek grzechu obciążającego ludzi winą, przez który zasługujemy na karę.[44]
Najdoskonalsze i najsolenniejsze wyrażenie wymienionych „aktów czci Bożej” dokonuje się w Eucharystii, będącej „najprzedniejszą cnotą naszą, liturgią ofiarniczą, oddającą Bogu cześć należną i uświęcającą ludzi”. Widzimy zatem zręby podanej przez Biskupa kolejnej definicji Mszy św., która to Ofiara, sacrificium (święta czynność) jest czynnością religijną, „w której poświęcamy Bogu rzecz widzialną, niszczymy ją, przeobrażamy, w celu uznania z jednej strony najwyższego majestatu i zwierzchnictwa Boga, z drugiej – całkowitej od Niego zależności i poddaństwa”.[45]
Bezpośredni odbiorcy, a zarazem uczestnicy Ofiary eucharystycznej wezwani są do składania swojego życia na ołtarzu Pańskim poprzez „wewnętrzną ofiarę serca”. Dar ten jako „zewnętrzny akt woli czerpie swą wartość przede wszystkim z godności i wewnętrznej pobożności ofiarującego”, a jego złożenie symbolizuje, że „Bóg posiada najwyższe prawo własności, najwyższą władzę zwierzchnią, i że człowiek, zależny i podległy Bogu jest obowiązany i gotowy poświęcić, i oddać Stwórcy nawet życie własne”.[46]
To ścisłe zjednoczenie z Chrystusem eucharystycznym, wiecznym Kapłanem,[47] który daje życie za owce,[48] znalazło swoje piękne odzwierciedlenie w ostatnim etapie ziemskiej wędrówki Błogosławionego. Podobnie jak jego Mistrz – Liturg, Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni[49] – oddał swoje życie na przejednanie obrażonej sprawiedliwości Bożej (sacrificium propitiatorium).[50] Ofiarą złożoną na ołtarzu Tego, który do końca nas umiłował,[51] dał Arcypasterz wyraz ukochania bez reszty swojego Boskiego Odkupiciela, którego czcił celebrując z wielkim oddaniem „niebiańskie” misteria.[52]

 4.     Duchowy wymiar liturgii eucharystycznej
 Eucharystia będąca „najwyższym wyrażeniem kultu”[53] wzięła swój początek od całopalnych ofiar żydowskich, w których najczęściej składano baranka.[54] „Baranek ten, jako żertwa, był figurą Chrystusa Pana, który był nie tylko kapłanem ofiarującym, ale i darem ofiarnym jednocześnie. Chrystus ofiarował samego siebie, życie swe, tj. naturę ludzką połączoną w jednej osobie z odwiecznym Słowem, Ciało swe i Krew swoją na drzewie krzyża świętego. Bóg duszę swą za nas położył. (…) Jest kapłanem i składa ofiarę, bo działa swobodnie i dobrowolnie oddaje swe życie; jest ofiarowanym Barankiem, bo cierpi mękę, ponosi śmierć i umiera na chwałę Boga”.[55] 
Wyjaśnienie duchowego wymiaru liturgii eucharystycznej Autor „Wykładu” kontynuuje w oparciu o biblijne odniesienie do kapłana Melchizedeka. Uzasadniając wyższość ofiary Boskiego Arcykapłana zauważa, iż Chrystus Król i sprawca wszelkiej sprawiedliwości i miłości[56] składać będzie ofiarę aż do skończenia świata, „a i wówczas nawet, gdy dzieło odkupienia zakończy się zwycięsko, On, jako chwalebna Głowa Kościoła triumfującego, nie przestanie składać na cześć Boga w Trójcy Świętej Jedynego, ofiarę chwały, uwielbienia i dziękczynienia przez wieczność całą”.[57]
Dokonując porównania ofiar starotestamentalnych z ofiarą „nowego zakonu” Biskup Płocki twierdzi, że jest ona „daleko doskonalsza. Figury ustąpiły, przyszła rzeczywistość. Zamiast baranka bez zmazy ofiarujemy Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata. (…) Ofiara ta (…) jest ofiarowaniem rzeczy zewnętrznej, z pomocą której ludzie oddają się Bogu, swemu początkowi i końcowi”.[58]
Sporo duchowych odniesień napotykamy w zastosowanym przez Arcybiskupa rozróżnieniu między „ofiarą wieczernikową” a „ofiarą krzyżową”.[59] Ta ostatnia „miała na celu pozyskanie zasług i ceny dla odkupienia świata”; raz złożona przez Zbawiciela wysłużyła „niewyczerpane bogactwa zadośćuczynienia i zasługi w celu odkupienia rodzaju ludzkiego”; w niej „wytrysło źródło niewyczerpane zbawienia wiecznego”; ona też „jest najdoskonalsza ze wszystkich, już to ze względu na ofiarującego i ofiarę, już to ze względu na doskonałość i ilość skutków”.[60]
Spośród duchowych owoców „ofiary ołtarzowej” Biskup zwraca uwagę na jej przeznaczenie, mocą którego wydzielane są każdemu z ludzi „ze skarbca zasług wszelakich” łaski wysłużone na krzyżu. Owoce, pozostające w zasięgu uczestników Ofiary są „daleko obfitsze niż innych środków łaski. Albowiem Eucharystia jest końcem i uzupełnieniem sakramentów, streszczeniem tajemnic wcielenia i odkupienia”.[61]
Rzeczywistość celebracji eucharystycznych w okresie pasterskiej posługi bł. Antoniego mogła być przez jej odbiorców postrzegana jako zestaw niezrozumiałych czynności. Płocki Męczennik stara się zatem ukazać wiernym bliższy im wymiar ofiary krzyżowej Zbawiciela, wraz z którą uczestnicy świętego zgromadzenia, jak poucza Arcybiskup, „ofiarują Stwórcy samych siebie z ciałem i duszą, swe prace, cierpienia i modlitwy”,[62] a „mistyczne Ciało Zbawiciela z wielu członków złożone” ofiarowane jest na ołtarzu razem z Jego „prawdziwym i naturalnym Ciałem”.[63]
Pochylając się nad kulminacyjnym momentem Mszy świętej – konsekracją chleba i wina – biskup Antoni mówi o mistycznym przelewie Krwi Pańskiej, a oddzielne „przedstawienie” Ciała i Krwi Chrystusa poprzedzone słowami „Bierzcie i jedzcie…bierzcie i pijcie…” nazywa, zgodnie z wykładnią Ojców Kościoła – „mieczem duchownym, rozumnym i niewidzialnym zabijającym Baranka ofiarnego”.[64]
Przywołując słowa św. Grzegorza z Nyssy bł. Arcybiskup zaznacza, iż „Chrystus oddał się tajemniczo na ofiarę za nas. On, który jest zarazem Kapłanem i Barankiem Bożym. I kiedy to uczynił? Podczas Ostatniej Wieczerzy; albowiem dawszy zgromadzonym uczniom swe Ciało na pokarm i Krew swą na napój oświadczył wyraźnie, że ofiara Baranka już ukończona została. (…) już to Ciało było ofiarowane w niewypowiedziany i niepojęty sposób, jaki podobało się wybrać Zbawicielowi, który wszechmocnością swoją dokonał tej tajemnicy świętej”.[65]
Czynności obrzędowe, właściwe liturgii eucharystycznej („ruchy, pokłony, klękania”), będące dopełnieniem dla istotnych części Mszy świętej pozostają na usługach duchowości liturgicznej. Znaki i gesty towarzyszące celebracjom posiadają znaczenie wewnętrzne, np.: „dym kadzidła wznoszący się ku niebiosom”.[66] Wszystkie ceremonie („z ruchami poważnemi i pięknymi rąk, nóg, twarzy, oczu, cała postawa ciała itd.) miały pobudzać do pobożności, nauczać, zabezpieczać przed wpływami ducha ciemności. Czynności liturgiczne arcybiskup Nowowiejski klasyfikuje według trzech kategorii: 1. otaczające Mszę „największą czcią i przystojnością” (np.: sposób poruszania się kapłana, żegnania się, błogosławienia ludu); 2. wyrażające uczucia religijne (np.: pochylenie się, klękanie); 3. wyrażające tajemnicę wiary i życia chrześcijańskiego (np.: połączenie wody z winem, podniesienie rąk, złamanie Hostii, światło, kadzenie).[67]
Wychodząc od średniowiecznej epoki liturgicznego symbolizmu poprzez zrodzony w XVIII w. ruch liturgiczny, propagujący tłumaczenie obrzędów w sposób naturalny, Pasterz Płocki dowodzi, iż wiele ceremonii, choć powstały „z konieczności lub przystojności, (z czasem) nadano im znaczenie mistyczne, aby dawały naukę lub stały się modlitwą”.[68]
Wyjaśniając powody, „dla których na cześć świętych składamy Ofiarę mszalną” Biskup Płocki przywołuje również duchowe aspekty kultu świętych:
„Mając szczęście wraz z aniołami i świętymi należeć do jednego Ciała mistycznego i rozumiejąc, że sami, pokorą głęboką przejęci, jesteśmy niegodnymi składania tak wielkiej Ofiary, uciekamy się do nich, aby naszą niedoskonałość i niegodność dopełnili”.[69]
Kościół wspominający codziennie swoich świętych, sprawia, że Ofiara mszalna staje się milszą Bogu. Święci wstawiają się za nami do Boga; dzięki nim „uzyskujemy łaskawość i miłosierdzie Boże; nie dlatego, aby pośrednictwo Chrystusowe nie wystarczało, lecz aby dobroć Boża względem nas okazała się łaskawszą”.[70]
Zdaniem Liturgisty przydajemy świętym chwały i czci „przez naśladowanie ich cnót”. Modlimy się jednak „raczej za siebie, niż do świętych, mając na myśli nasze uświęcenie, które dodaje chwały błogosławionym”.[71]
Składamy wreszcie Ofiarę mszalną na cześć świętych, „aby uprosić u Boga chwałę ich zewnętrzną i szczęście dodatkowe” poprzez należyte uwielbianie Stwórcy. Święci Pańscy cieszą się i wysławiają Boga, gdy widzą, „że grzesznicy się nawracają, że sprawiedliwi stają się doskonalszymi i że Kościół wojujący spełnia swoje zbawcze posłannictwo”.[72]
Bł. Antoni z oddaniem pogłębia duchowość eucharystyczną, przypominając, iż Ofiara mszalna zawiera w sobie wszystkie przymioty ofiary doskonałej. Dotykamy w Niej Boga uwielbionego, którego czcimy i wysławiamy. „Jedna Msza święta, tłumaczy Arcypasterz, oddaje Bogu więcej czci i chwały, aniżeli hołdy wszystkich mieszkańców nieba i ziemi przez całą wieczność złożyć Mu ich zdołają; jest Ona powtórzeniem Ofiary krzyżowej, w której Chrystus dla chwały i uwielbienia Ojca swego pogrążył się w niezgłębioną przepaść poniżenia”.[73]
Msza święta, będąca Ofiarą dziękczynną, „wyrównywa wszelkim dobrodziejstwom Bożym i wypełnia niedostatki dziękczynienia naszego przez ducha serdecznej wdzięczności, jaką objawia się w modlitwach i śpiewach liturgicznych, należących do Przenajświętszej czynności ofiarniczej”.[74]
Eucharystia posiada również charakter przejednawczy i jako Ofiara przejednania „wyjednywa nam przebaczenie za grzechy, odpuszczenie kar za nie i inne najrozmaitsze skutki, które się zowią jej owocami. Nie dodaje ona do skarbca odkupienia, pozyskanego na krzyżu, nowego zadośćuczynienia i nowej zasługi, bo skarbiec pozostaje zawsze w jednakowym stanie, ale daje możność korzystania z niego”.[75]
Słyszymy następnie szczegółowy wykład związany z rzeczywistością poszczególnych przewin i ich zależności do Eucharystii. Autor twierdzi, iż Ofiara mszalna nie gładzi grzechów śmiertelnych, gdyż Chrystus dla ich usunięcia bezpośredniego ustanowił sakramentu chrztu i pokuty, to jednak łagodzi i uspokaja sprawiedliwy gniew Boga, rozbraja sprawiedliwość Jego, odwraca od grzeszników straszliwą karę odmowy łaski, wskutek czego Bóg przestaje gniewać się i karać, lecz staje się skłonnym do przebaczenia”.[76]
Msza święta, według Liturgisty z Płocka, gładzi grzechy powszednie, ale tylko pośrednio – poprzez słuchanie jej lub przyczynianie się do jej odprawienia, „gdyż za Jej sprawą Bóg, mimo naszego grzechu powszedniego, nie cofa swej łaski”.[77]
Ofiara eucharystyczna bezpośrednio gładzi kary doczesne „przez spłacenie długów i kar wszystkich ludzi ze skarbca zadośćuczynienia, jaki nam Chrystus na krzyżu zgromadził; siła jej przejednawcza zastępuje kary, jakie zmarli wycierpieć mieli, i zadośćuczynienia, jakich mieli dokonać żyjący przez modlitwy, posty, jałmużny i inne dobre uczynki”.[78] Chrześcijanie tym więcej mają udziału w zadośćuczynieniu „im gorliwiej, za pomocą aktów pokory, żalu, oddania się i innych cnót pragną stać się godnymi miłosierdzia Bożego (…). Z pomocą pojednawczej siły ofiary mszalnej, złagodziwszy sprawiedliwy gniew Boga za grzechy nasze, rozproszywszy ciemne i groźne chmury z oblicza Jego, możemy się snadniej odważyć do przedstawiania przed tronem Boga naszych życzeń i potrzeb w ofierze ubłagania”.[79]
Msza święta w ujęciu świątobliwego Arcybiskupa jest także „rzeczywistą modlitwą i Ofiarą ubłagalną, składaną Bogu dla uproszenia wszystkiego, co nam w porządku łaski i zbawienia koniecznie jest potrzebne. Gdy bowiem przedmiot prośby odpowiada woli Bożej, Ofiara mszalna (…) ma moc skłonienia serca Ojca niebieskiego do ziszczenia próśb naszych”.[80]

 5.     Owoce Mszy świętej
 Owocność uczestnictwa w eucharystycznym Misterium upatruje Błogosławiony w gotowości serca do przyjęcia łask, które wierni mogą uzyskać, o ile przygotują się „przez oczyszczanie duszy pokutą, przez zrywanie przywiązania do rzeczy doczesnych i skierowywanie pragnienia ku pożądaniu dóbr niebieskich”.[81]
Arcybiskup Nowowiejski stwierdza, iż „przez odprawianie Mszy świętej zadość się czyni potrzebie złożenia Bogu uwielbienia, dziękczynienia, przebłagania i uproszenia, nie mówiąc już o tym, że Msza święta wyraża wiarę Kościoła, utwierdza dogmaty i ich uczy, daje sposobność do ćwiczenia się w cnotach, podaje wzór życia chrześcijańskiego, odnawia Chrystusa w Jego tajemnicach, umysł nasz podnosi do kontemplacji rzeczy najważniejszych.[82]
Eucharystię bł. Antoni postrzega przede wszystkim jako uwielbienie – w Niej pragniemy oddać chwałę Panu Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu, a przez zjednoczenie i oddanie się Chrystusowi „wyrażamy hołd najwyższy Majestatowi Bożemu”.[83]
W formułowaniu swoich spostrzeżeń odnośnie duchowych aspektów celebracji eucharystycznych właściwych Kościołowi Rzymskiemu Liturgista z Płocka sięga również po publikacje teologów protestanckich, podnoszących temat oddziaływania Mszy świętej na „dusze ludzkie”. Przywołany przez Arcybiskupa J. Smend, patrząc jedynie na zewnętrzną stronę ceremonii związanych ze sprawowaniem Paschy Pana z właściwymi jej tekstami i śpiewami sądzi, że „msza stanowi ogromną konkurencję dla kultu protestanckiego, który ma tylko wieczerzę i kazanie”.[84]
W Eucharystii sprawowanej według Mszału trydenckiego J. Smend upatruje jej duchowe walory, które Biskup Nowowiejski zestawia następująco:
1. Wierny, słuchający Mszy świętej, pozostaje pod jej wpływem, a nie pod wpływem osobistym kapłana, podczas gdy słuchający kazania protestanckiego poddaje się jego mowie.
2. We Mszy solennej są chwile milczenia, sprzyjające skupieniu, w których dusza może oddawać się uczuciom pobożnym.
3. Chociaż nie ma bezwzględnej jedności w obrzędach mszalnych, mimo to sprawiają one widok całości, zastosowanej co do czasu i miejsca. Wszystkie zmysły człowieka, wzrok, słuch, węch, odczuwają wielkość rzeczy, jakie się spełniają przed nimi.
4. Msza swoją solennością i swymi szczegółami daje wszystkim zadowolenie: archeologowie, muzycy, uczeni, nawet ludzie niepobożni i nie­wierzący są pod jej wpływem.
5. Ze względu na niezliczoną ilość mszy, jakie się odprawiają po całym świecie, w każdej chwili dnia i nocy, Msza jest zjawiskiem po­wszechnym i popularnym, obejmującym wszystko i wszystkich.
6. Wszystkie sztuki są na usługach Mszy, zwłaszcza że Kościół od­dala od niej to wszystko, co tchnie świecczyzną.
7. Ważność Mszy nie zależy od zew­nętrznych efektów, ale od samej czynności. Msza jest dramatem o wy­sokim napięciu dramatycznym, i radosną, solenną chwilą w życiu tak powszednim, jak nasze. Któż śmiałby duszom odebrać te pociechę, po­partą myślą o przebaczeniu i miłosierdziu Bożym, którą znajdujemy na głębi każdej czynności liturgicznej? Msza prowadzi katolika do przed­sionka niebios.[85]
Płocki Czciciel Eucharystii przypomina również o rodzajach owoców, jakie Ona „sprowadza”, są to:
- możność oddania Bogu należnej czci (tj. dziękczynienie, wybłaganie i przebłaganie za żywych i umarłych) – są to owoce ogólne (fructus generales), przypadające w udzia­le wszystkim wiernym;
- owoce szczególne (specjalne) – otrzymują je składający ofiarę (sty­pendium);
- owoce osobiste (specialissimi) – otrzymują je: Kościół, celebrans, ministrzy i wierni, obecni na Mszy świętej.[86]
Ofiara eucharystyczna sprawowana jest w imieniu ofiarodawcy, jemu wyjednuje się owoce Mszy świętej. W jego imieniu „skła­damy Ofiarę uwielbienia i dziękczynienia, i mocą jej przejednawczej i błagalnej skuteczności wyjednujemy dary i dobrodziejstwa niezliczone”.[87]
 W wymienionych owocach Mszy świętej w rozmaity sposób partycypuje Kościół poprzez obecnych na Eucharystii wiernych, kapłana i tych, za których odprawia się Ofiara mszalna, a w szczególności:
1. Kościół i ci, którzy należą do mistycznego Ciała Chrystusowego, walczący na ziemi i cierpiący w czyść­cu, otrzymują z każdej ofiary Mszy świętej owoc ogólny (fructus generalis) – z ofiary Chrystusa niewidzialnego, z ofiary kapła­na widzialnego, który w imieniu i z polecenia Kościoła za niego się modli. Wierni, jako członkowie mistycznego Ciała Chrystusowego z Chrystusem ofiarują się czynnie i habitualnie. Uczestnictwo to obejmuje wszystkich wiernych, bo wszyscy są członkami Ciała Chrystusowego, i wszystkie Msze, nawet te, o których odprawianiu nie wiemy, bo Chrystus zawsze za wszystkich wiernych się ofiaruje. I dlatego wszyscy wierni uczestniczą ex opere operato w owocach Ofiary mszalnej ogólnych, byle sami przeszkody temu nie stawiali. Wszyscy wierni z tej Ofiary, bez wyraźnego dla nich   zastosowania, korzystają, z wyjątkiem wyłączonych z Kościoła; wierni, pozostający w stanie grze­chu śmiertelnego, z owoców Mszy świętej odnoszą pożytek mniejszy, niż sprawiedliwi. Im lepiej wierni usposabiają się do przyjęcia owoców mszalnych, tym większy mają w nich udział; dlatego wyrobił się pobożny zwyczaj, że wielu chrześcijan co rano obudzą w sobie intencję, łączącą ich ze wszystkimi mszami, odprawianymi ustawicznie po całej kuli ziem­skiej.[88]
2. Wierni obecni na Mszy świętej są współofiarującymi i dlatego otrzymują większą cząstkę błogosławieństw niebieskich, owoc szczególniejszy, specjalny (fructus specialis), ex opere operantis uniuscuiusque assistentis, niż inni; im kto w bliższy i serdeczniejszy stosunek z Mszą świętą wchodzi, ten obfitsze owoce szczególniejsze zyskuje. Kościół w każdej Mszy świętej szczególnie i wy­raźnie modli się za obecnych na niej wiernych.[89]
3. Kapłan najbliżej uczestniczy w Ofierze mszalnej; z woli Chrystusa i w imieniu Kościoła składa ofiarę za samego siebie i otrzymuje owoc osobisty (fructus specialissimus), jeżeli tylko do­brze, o ile mógł, przygotował się do odprawienia jej godnie, ex opere operantis Ecclesiae et ex opere operantis sacerdotis.[90]
4. Ci wreszcie, za których kapłan odprawia Mszę świętą, otrzymują owoc   ministerialny (fructus ministerialis). Kapłan obraca ten owoc na korzyść własną lub przekazuje go, tj. aplikuje innym za po­mocą specjalnej intencji. Może go aplikować za pozostających w łasce i za tych, którzy się znajdują w stanie grzechu śmiertelnego. Za dzieci ochrzczone, a nie mające jeszcze używania rozumu, można ofiarować Mszę świętą jako ofiarę ubłagalną, a nie jako ofiarę przejednawczą. Za tych, którzy są wyłączeni z Kościoła lub doń nie należą, odprawiać mo­żna Ofiarę mszalną głównie w celu ich nawrócenia. Katolikom zmarłym, gdy dusze ich są w czyśćcu, Msza święta dopomaga więcej, niż odpusty, modlitwy, jałmużny i inne dobre uczynki, i nigdy nie pozostaje bez pew­nego skutku, ilekroć jest za nie aplikowana.[91]

Podsumowując refleksje dotyczące owoców płynących z eucharystycznego Misterium bł. Antoni upatruje w Nim „najgłębsze, nadprzyrodzone tajemnice”. Ofiara mszalna, która „przewyższa niezmiernie i rozum, i mowę ludzką” nie doczekała się jak dotąd określenia, które wyrażałoby „dokładnie wewnętrzną jej istotę, lecz tylko takie, które przedstawiają pojedyncze Jej przymioty lub odno­szą się do sposobu, w jaki zwykle odprawianą bywa”.[92]
Niewątpliwie posługa sakramentalna bł. Antoniego naznaczona była liturgią i jej duchowością. Całemu życiu arcybiskupa Nowowiejskiego towarzyszyło ogromne zamiłowanie do liturgii, które promieniowało na jego działalność nauczycielską i pasterską.
Szczególne ukochanie Eucharystii przez Płockiego Pasterza niechaj stanie się dla nas motywacją do refleksji nad duchowością liturgiczną, a także nad „sercem” Ofiary mszalnej, w której Chrystus Pan zostawiając całego siebie, pragnie z nami przebywać „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.[93]

 A. Matyszewski

Summary

 This article depicts the spiritual dimension of the Eucharist, which forms the centre of Christs Paschal Mystery. Although the definition of liturgical spirituality was unknown to Archbishop Nowowiejski, this type of spirituality constitutes a significant element of the message expressed in his study titled „Holy Mass”. Especially in the introduction to this monumental work, the Blessed Martyr of the Church of Płock shows the spiritual aspects of Eucharistic solemnities, paying a lot of attention to the essence of the Eucharist, which, as the Offering of worship, thanksgiving, begging and propitiatory, is the Teacher of faith and love as well as a crucial element in creating the Christian spirituality of the faithful. The deep reflection upon the „soul” of Holy Mass results from Antoni Julian Nowowiejski’s love of liturgy, the study of which constituted a significant feature of the spirituality of this eminent Shepherd of Płock diocese.
 (tłum. Michał Pankowski)

[1] Por. J 4, 36; 6, 40. 54.
[2] L. Grabowski, Sylwetka duchowa arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego, w: T. Góralski, A. Suski, T. Żebrowski (Red.), Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski (1908-1941). W pięćdziesiątą rocznicę męczeńskiej śmierci, Płock 1991, s. 419 (odtąd: AJN).
[3] Por. tamże, s. 420. Wspominający osobę Męczennika ks. W. Helenowski stwierdził, iż liturgia z jej ceremoniami była jego pasją, a święte obrzędy sprawował zawsze z namaszczeniem; por. M, Grzybowski, Świadectwa. Wypowiedzi o Arcybiskupie A. J. Nowowiejskim biskupie płockim 1908-1941, s. 54, 56. Potwierdzenie tych słów słyszmy również w świadectwie K. Jędrzejewskiego: „Ubrany w historyczny ornat, celebrował, jak zawsze – z namaszczeniem”; tamże, s. 25-26.
[4] Por. L. Grabowski, Sylwetka duchowa arcybiskupa..., dz. cyt., s. 420.
[5] Por. J. Decyk, Arcybiskup Nowowiejski jako liturgista, „Studia Płockie” 4 (1976), s. 16.
[6] M. Gatterer, Das liturgische Tun, Innsbruck 1926, s. 1.
[7] Tamże; por. także: J. Decyk, Arcybiskup Nowowiejski…, dz. cyt., s. 16.
[8] Definicja zasadniczego dla nas pojęcia „duchowości liturgicznej” stosunkowo niedawno zaistniała jako zagadnienie godne podjęcia i zgłębienia przez teologów liturgii. Z pewnością jej pojawienie się poprzedziły dążenia ruchu odnowy liturgicznej (zwłaszcza po roku 1909 – „wydarzenie w Mechelen”), zmierzające do ożywionego uczestnictwa i odbioru liturgii przez wiernych; por. A. Rojewski, Liturgia w wykładzie arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego, w: AJN, s. 297-298.
[9] Por. B. Nadolski, Duchowość liturgiczna, w: Tenże, Leksykon liturgii, Poznań 2006, s. 345.
[10] Por. S. Koperek, Dom Prosper Guéranger – Opat z Solesmes, inspirator współczesnej odnowy liturgicznej, „Ruch Biblijny i Liturgiczny 29 (1976), s. 213-220.
[11] Por. S. Koperek, Wstęp, w: tenże, Teologia roku liturgicznego według Prospera Guérangera OSB, Kraków 1984, s. 9.
[12] Por. tenże, Teologia roku liturgicznego…, dz. cyt., s. 20.
[13] P. Guéranger, L’Année liturgique, L’avent X.
[14] Por. A. J. Nowowiejski, Wykład liturgii Kościoła katolickiego, t. 1: O środkach rozwinięcia kultu, Warszawa 1893, s. 97. Problem zaniku religijności i autentycznej pobożności, podobnie jak na Zachodzie, występował w rodzimym duszpasterstwie. Kościół w Polsce pragnął stawić czoła m.in. przesadnym, zewnętrznym przejawom barokowej pobożności ludowej (przerost kultu świętych, relikwii, cudownych obrazów; hierarchom zależało również na przeprowadzeniu zmian w kulcie, formach duszpasterstwa oraz w kształtowaniu postaw społeczno-religijnych wśród duchowieństwa i wiernych; por. A. Rojewski, Liturgia w wykładzie arcybiskupa…, dz. cyt., s. 298-299; por. także: D. Olszewski, Szkice z dziejów kultury religijnej, Katowice 1986, s. 271-272.
[15] J. Decyk, Arcybiskup Nowowiejski…, dz. cyt., s. 12.
[16] Por. tamże.
[17] Por. B. Nadolski, Duchowość liturgiczna..., dz. cyt., s. 345. Temat rozwoju pojęcia duchowości liturgicznej omawiają: L. Tinsley, The French Expressions for Spirituality and Devotion, Warszawa 1953; J. Leclercq, Spiritualitas, „Studia Medievalia” 3 (1963), s. 279-296.
[18] Por. B. Nadolski, Duchowość liturgiczna..., dz. cyt., s. 345.
[19] Por. tamże.
[20] Sobór Watykański II, Konstytucja o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium, 7 (odtąd: KL).
[21] Por. KL 27 i 28.
[22] Więcej na ten temat piszą: L. Bouyer, La liturgie demeure aujourd'hui le lieu de la vie spirituelle pour le prêtre et le laic, „La Maison-Dieu” nr 69 (1962), s. 8-14; E. v. Severus, Die Kultmysterien der Kirche als Mitte der Christus – Spiritualität, „Archiv für Liturgiewissenschaft” 7/2 (1962), s. 349-359.
[23] Por. B. Nadolski, Duchowość liturgiczna…, dz. cyt., s. 346.
[24] Por. tamże.
[25] A. Triacca, zmarły profesor Anselmianum, optuje za duchowością liturgiczną i ujmuje ją w całokształcie misterium chrześcijańskiego, realizującego się w liturgii, a więc: mysterium – actio – vita (misterium urzeczywistniające się w actio liturgicznej, zmierzające do kształtowania życia) –anamneza – epikleza – methexis – pamiątka uobecniająca się w upraszanym działaniu Ducha Świętego, który daje udział w misterium i jego owocach; por. tenże, La spiritualite liturgique est-elle possible?, w: Liturgie, spiritualite, cultures, Roma 1983, s. 317-339; por. B. Nadolski, Jedna duchowość chrześcijańska, czy wiele duchowości?, „Anamnesis” 45 (2006), s. 73.
[26] D. Sartore, A. Triacca, (Red.), Nuovo dizionario di liturgia, Roma 1984, s. 1424; por. B. Nadolski, Jedna duchowość…, dz. cyt., s. 72-73.
[27] Por. B. Nadolski, Duchowość liturgiczna…, dz. cyt., s. 347.
[28]  Por. tamże, s. 347-348.
[29]  Por. A. Rojewski, Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski w polskim ruchu liturgicznym końca XIX i w latach 30 XX wieku, „Miesięcznik Pasterski Płocki” 1 (1991), s. 24.
[30]  Pierwsze wydanie ukazało się w r. 1993.
[31]  Por. J 5, 33; J 18, 37.
[32]  A. J. Nowowiejski, Wstęp, w: tenże, Msza święta, cz. 1, s. 1, Płock 2001.
[33]  Tamże.
[34]  Tamże.
[35]  Tamże.
[36]  Tamże.
[37]  Tamże.
[38] Tamże.
[39]  Tamże, s. 2.
[40]  Tamże.
[41]  Tamże.
[42]  Por. 1 J 5, 14.
[43]  A. J. Nowowiejski, Wstęp…, dz. cyt., s. 2.
[44]  Por. tamże.
[45]  Tamże. „Msza św. jest ofiarą Ciała i Krwi Chrystusowej, które również na krzyżu były złożone w ofierze. Chleb i wino istnieć przestają, a pod pozostałymi ich postaciami ofiaruje się Baranek ofiarny. Ciało Chrystusa, umęczone niegdyś krwawo, i Krew Chrystusa, przelana niegdyś na krzyżu, a za tym cały Chrystus jest żertwą bezkrwawej ofiary na ołtarzach naszych”; tamże, s. 10.
[46]  Tamże, s. 2.
[47]  Por. Hbr 7, 17. 21.
[48]  Por. J 10, 15.
[49]  Por. Ap 22, 13.
[50]  Por. A. J. Nowowiejski, Wstęp…, dz. cyt., s. 2.
[51]  Por. J 13, 1.
[52]  Ofiara życia Arcybiskupa, umęczonego z powodu Chrystusa (Rz 8, 36) uzyskała swą wartość, jak sam napisał, przede wszystkim dzięki „godności i wewnętrznej pobożności ofiarującego”, a „szlachetność i drogocenność daru ofiarnego” podniosła przed Bogiem cenę złożonej ofiary; por. A. J. Nowowiejski, Wstęp…, dz. cyt., s. 2.
[53]  Tamże, s. 3.
[54]  Por. tamże, s. 6.
[55]  Tamże, s. 7-8.
[56]  Por. Ps 61, 7.
[57]  A. J. Nowowiejski, Wstęp…, dz. cyt., s. 8. „Dlatego to Chrystus, pisze Nowowiejski, Ciało swoje zamienił na chleb i Krew na wino, i pod tymi postaciami ofiarował się Ojcu niebieskiemu. (…) Nie tylko raz ofiarował się za nasze grzechy na krzyżu, ale ustawicznie za nas na ołtarzach się ofiaruje”; tamże.
[58]  Tamże, s. 8-9. „Ofiara nowego zakonu (ofiara niekrwawa) jest nie tylko pamiątką ofiary krzyżowej (nuda commemoratio), ale również prawdziwą Ofiarą pamiątkową (sacrificium commemorativum), ponownym wydaniem Ciała Chrystusowego i wylaniem Krwi Jego”; tamże, s. 9.
[59]  Por. tamże.
[60]  Tamże.
[61]  Tamże, s. 9-10.
[62]  Tamże, s. 10.
[63]  Tamże. „Z tym darem ofiarnym Ciała i Krwi Chrystusowej Kościół łączy ofiarę z samego siebie”; tamże.
[64]  Tamże, s. 12. Mistyczny (niekrwawy) przelew Krwi Pańskiej podczas Eucharystii stanowi o jej godziwości i ważności; por. tamże.
[65]  Tamże.
[66]  Tamże, s. 13.
[67]  Por. tamże.
[68]  Tamże, s. 13-14.
[69]  Tamże, s. 14.
[70]  Tamże, s. 15.
[71] Tamże.
[72]  Tamże.
[73] Tamże. „Na ołtarzu bowiem nie człowiek zwykły składa w ofierze dar stworzony, ale Bóg Człowiek oddaje Ojcu niebieskiemu samego siebie, jako ofiarę uwielbienia”; tamże.
[74]  „We Mszy świętej Chrystus składa ofiarę z tym samym nieskończenie doskonałym dziękczynieniem, jakim dusza Jego pałała względem Ojca niebieskiego”; tamże.
[75]  Tamże, s. 15-16. „Pismo święte, starożytne liturgie i Ojcowie Kościoła świadczą najwydatniej o przejednawczym charakterze i skuteczności Mszy świętej, która rozciąga się na grzechy, na kary za nie i na zadośćuczynienia. (…) Ofiara mszalna posiada szczególniejszą siłę do odpuszczania tych doczesnych, jakie po uzyskaniu przebaczenia grzechów pozostają do odpokutowania na tym świecie lub w mękach czyśćcowych; dlatego odprawianą bywa nie tylko za żywych, ale i umarłych”; tamże, s. 16.
[76] Tamże.
[77] Tamże.
[78]  „Jeżeli ci, za których odprawia się Msza święta, zarówno żywi jak i umarli, posiadają usposobienie dobre, otrzymują owoc zadośćuczynny zawsze i niezawodnie”; tamże.
[79]  Tamże.
[80]  „Czego Chrystus zażąda dla nas w swej modlitwie, za nas ofiarując cały, niezmierzony skarbiec swych zasług, to otrzymuje zawsze. Z Chrystusem w Ofierze ubłagalnej kapłan i wierni składają swe prośby, aby ze względu na złożoną Ofiarę otrzymać od Boga potrzebne łaski; skutki takiej prośby, popartej i wzmocnionej siłą Ofiary mszalnej są bez wątpienia potężniejsze, aniżeli błagania w zwykłej modlitwie zanoszone”; tamże.
[81] Tamże, s. 17. „Składamy zatem Ofiarę mszalną, kiedy niedola wszelkiego rodzaju pochyla nas ku ziemi; kiedy Pan w sprawiedliwym gniewie doświadcza nas karą za grzechy (…). Składamy Ofiarę za braci naszych, których Bóg zawezwał do siebie, aby był litościwszym nad ich duszami, i przyjął ich do odpoczynku wiekuistego; za wszystkich wiernych, aby Bóg udzielił im błogosławieństwa i łaski, i kiedyś do wiekuistego swego królestwa w niebie wprowadzić raczył”; tamże.
[82]  Tamże.
[83] Tamże.
[84] Tamże.
[85] Por. tamże, s. 18. „Bogactwo obrzędów i form litur­gicznych przyczynia się do wspaniałości Mszy świętej, a zarazem jest walnym środkiem dydaktycznym. Wszytko, co należy do niej, modlitwy, obrzędy, szaty liturgiczne, ich barwa itd., splatają się w jedną, głębo­ką w treści, a piękną, poważną i zrozumiałą całość, wszystko służy do wywołania w duszach wiernych zamierzonych przez Kościół myśli, uczuć, nastrojów”; tamże.
[86] Por. tamże, s. 18-19. Nowowiejski uświadamia jednocześnie, iż „kapłan, który ośmieliłby się celebrować Mszę, nie pozostając w łasce, nie tylko nic nie może wyprosić, ale naraża się na karę Bożą, owszem jej powiększenie. Wierni, którzy nie są w stanie łaski, nic nie mogą przez Komunię wypraszać, chyba tylko per fructum impetratorium. Ci przeciwnie, którzy są w stanie łaski, uczestnicząc w Ofierze mszalnej, zasługują na pomnożenie łaski i chwały; na zadośćuczynienie za kary doczesne i na wyproszenie wszelkich dobrodziejstw, Bogu miłych, o któ­re proszą”; tamże, s. 19.
[87] Tamże.
[88] Por. tamże.
[89] Por. tamże, s. 19-20.
[90] Por. tamże, s. 20.
[91] „Za potępionych i za mało­letnie dzieci, zmarłe bez chrztu, Ofiary mszalnej się nie składa. Za świę­tych w niebie Kościół również Ofiary mszalnej nie czyni, chociaż ona przynosi im cześć i radość, gdy się odprawia jako ofiara uwielbienia i dziękczynienia; albo ofiara ubłagalną dla wyjednania błogosławionym większej chwały na ziemi”; tamże.
[92] Tamże.
[93] Por. Mt 28, 20.



wtorek, 12 lipca 2011

Kapłan według Serca Chrystusowego


Refleksje w 130. rocznicę świeceń kapłańskich Antoniego Juliana Nowowiejskiego


Rysy duchowości błogosławionego arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego


Duchowość kapłana jest niczym innym jak odzwierciedleniem i uobecnieniem duchowości Jezusa Chrystusa, Boga Wcielonego, Boga – Człowieka, jedynego Arcykapłana Nowego Przymierza. Nie można więc zrozumieć duchowości kapłańskiej bez świadomości tożsamości Jezusa i Jego misji, którą sam Pan określił w synagodze nazaretańskiej, odczytując słowa proroka Izajasza: „Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ mnie namaścił i posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4, 18-19).[1]
Duchowość kapłańska, realizowana przez bł. Antoniego, obejmowała niewątpliwie całość jego doświadczenia wewnętrznego, myśli, uczucia, zachowania i postawy, które rodziły się w jego sercu z głębokiej świadomości relacji do Boga. Specyfika tej relacji oparta była na udziale Arcybiskupa w misji Chrystusa, Najwyższego Kapłana i występowaniu w Jego imieniu.
Poczynając od sprecyzowania znaczenia „duchowości” oraz zarysowania sensu urzędu kapłańskiego i związanego z nim przeznaczenia do specjalnej służby Bożej, w artykule ukażemy osobę i posługę Pasterza Diecezji Płockiej, zwracając szczególną uwagę na duchowość, którą naznaczone było jego życie. Nasze rozważania oprzemy na wypowiedziach Ojców Kościoła oraz współczesnych publikacjach.[2] Zasadniczą część opracowania stanowić będzie próba ukazania duchowości Płockiego Męczennika – kapłana, który oparł swoje życie na zjednoczeniu z Chrystusem w sakramencie kapłaństwa. Na podstawie wspomnień i świadectw o Arcybiskupie Nowowiejskim pragniemy ukazać, iż kapłaństwo to dotykało jego najgłębszej istoty, naznaczając go niezatartym znamieniem ogarniało całe postępowanie,modus vivendi i relację do bliźnich.

1.     Kapłaństwo służby, ofiary i świętości

Pod pojęciem „duchowość” pragniemy rozumieć styl życia i postępowanie według Ducha,[3]któremu właściwe są przekonania, motywacje, decyzje – jako zespół postaw rodzących się w sercach pobudzonych przez Ducha Bożego.[4]
Aby pełniej oddać definicję duchowości odzwierciedlającej podjęte zagadnienie wychodzimy z przekonania o istnieniu jednej duchowości – chrześcijańskiej; ukonkretnia się ona w wielości i różnorodności powołań i misji, do której liczni wyznawcy Chrystusa czują się szczególnie wezwani. W obrębie chrześcijaństwa mówimy o duchowości opartej na osobie Jezusa i wynikającej z głoszonej przez Niego Ewangelii, która jest jedna dla wszystkich pragnących wieść życie duchowe. Jeden jest też święty, powszechny i apostolski Kościół, Jego Mistyczne Ciało i Lud Boży. Chrystus – Droga, Prawda i Życie[5] jest zarazem przyczyną celową, wzorczą i sprawczą chrześcijańskiej duchowości, co zostało wyrażone w liturgicznej doksologii „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”. Ten właśnie chrystocentryzm sprawia, że duchowość chrześcijańska, choć praktykowana jest w wielorakich formach, zachowuje istotową jedność.[6]
Na kształt współczesnej duchowości kapłańskiej wywarł wpływ między innymi K. Marmion († 1923), rówieśnik Arcybiskupa, założyciel opactwa w Mont – César, zdaniem którego kapłan, jako pomazaniec Boży (alter Christus), powinien żyć duchem głębokiej wiary i modlitwy, dążąc do wyższej świętości i być wzorem doskonałości dla wszystkich wiernych. Znaczną rolę belgijski przeor przypisywał również tak umiłowanej przez Pasterza Płockiego liturgii, która włączając duszę w tajemnicę Chrystusa harmonizuje ją z myślą i życiem Kościoła, i jest dla niej narzędziem łaski, specyficznej dla danej tajemnicy.[7]
Pełniący urząd święceń wykonują swoją posługę wobec Ludu Bożego przez nauczanie (munus docenti), kult Boży (munus liturgicum) i rządy pasterskie (munus regendi).[8] Wszystkim tym trzem funkcjom odpowiadało pokorne życie i gorliwa praca Płockiego Męczennika, a cała jego posługa była owocnym realizowaniem kapłaństwa służebnego. Wszak „urząd, który Pan powierzył pasterzom ludu swego, jest prawdziwą służbą”.[9] Wyprzedzając zapisy dokumentów Vaticnaum II rozumiał Arcybiskup kapłaństwo jako całkowite skierowanie się ku Chrystusowi i ludziom, w pełni zależne od Chrystusa i Jego jedynego kapłaństwa. Ten szczególny sakrament Jezusowego wybraństwa i namaszczenia pojmował jako powołanie ustanowione dla dobra ludzi i wspólnoty Kościoła, który bardzo ukochał, zarówno w wymiarze lokalnym, jak i powszechnym.[10]  
Sakrament święceń przekazuje świętą władzę, która jest jedynie władzą Chrystusa. Wykonywanie tej władzy powinno więc stosować się do wzoru Chrystusa, który z miłości uczynił się ostatnim i stał się sługą wszystkich.[11] „Słusznie więc nazwał Pan opiekę nad owieczkami dowodem miłości względem Niego”.[12] Jeszcze większa odpowiedzialność spoczywa na biskupach, ponieważ, „sakra biskupia wraz z urzędową funkcją uświęcania przynosi również funkcję nauczania i rządzenia (...) przez włożenie rąk i przez słowa konsekracji udzielana jest łaska Ducha Świętego i wyciskane święte znamię, tak że biskupi w sposób szczególny i dostrzegalny przejmują rolę samego Chrystusa, Mistrza, Pasterza i Kapłana, i w Jego osobie (in Eius persona) działają”.[13]
Istotą ka­płaństwa sakramentalnego jest zjednoczenie z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, i działanie w Jego imieniu. Na mocy sakramentu kapłaństwa biskup uczestniczy w potrójnej misji Chrystusa: kapłana, proroka i króla, kiedy sprawuje sakramenty, szczególnie Najświętszą Ofiarę, gdy głosi Słowo Boże oraz niezmienne prawdy dotyczące wiary i moralności, a także gdy jak pasterz prowadzi Lud Boży, przewodnicząc modlitwie i dziełom miłosierdzia.[14]
Dar z siebie, źródło i synteza miłości pasterskiej, jest przeznaczony dla Kościoła. Tak postąpił Chrystus, który „umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie” (Ef 5, 25); tak winien postępować także kapłan. Wraz z miłością pasterską, która nadaje szczególny charakter posłudze kapłańskiej jako amoris officium,[15] „kapłan, który odpowiada na skierowane do niego powołanie, potrafi ze spełnianej posługi uczynić przedmiot miłości, stąd Kościół i ludzie stają się głównym obiektem jego zainteresowania; z taką właśnie duchowością będzie zdolny do miłowania Kościoła powszechnego i tej jego części, która jest mu powierzona, z całym oddaniem oblubieńca dla Oblubienicy”.[16] Dar z siebie nie ma granic, nosi bowiem cechy oddania apostolskiego i misyjnego Chrystusa Dobrego Pasterza, który powiedział: „Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz” (J 10, 16).[17]
Kapłani, na mocy powszechnego powołania do świętości, do której są wezwani wszyscy wierzący mocą sakramentu chrztu,[18] realizują ją przez uczestniczenie w doskonałości Boga i zjednoczeniu z Chrystusem w Duchu Świętym.[19] Paraklet nie tylko ukazuje nowe perspektywy rozwoju duchowego człowieka i środki prowadzące do tego celu, ale staje się zaczątkiem nowego życia, polegającego na upodobnieniu się do Chrystusa przez miłość. Miłość Chrystusa jest zatem podstawowym wyznacznikiem duchowości chrześcijanina, a tym samym życia duchowego kapłana.[20]
Duchowość kapłańska, będąc w pełni duchowością chrześcijanina zanurzonego w Chrystusie, uzyskuje swoją specyfikę dzięki „nowej godności i według właściwych jej tylko sposobów wypływających z sakramentu kapłaństwa”.[21] Jej szczególny charakter wynika z poświęcenia się Bogu w sakramencie kapłaństwa, który – jak stwierdza Konstytucja dogmatyczna o Kościele – różni się od kapłań­stwa powszechnego „istotą a nie stopniem tylko”.[22] Życie wewnętrzne kapłana jest więc określane przez tę szczególną formę poświęcenia się Bogu: poświęcenia, dzięki któremu kapłan staje się narzędziem Chrystusa, Naj­wyższego Kapłana. Z sakramentu kapłaństwa wynika moc działania „w imieniu i w zastępstwie Chrystusa”[23] oraz szczególna łaska dążenia do doskonało­ści.[24] Kapłaństwo Chrystusowe nie tylko wzywa do nowej formy świętości, ale jest źródłem mocy, dzięki której kapłan w swoich ludzkich ograniczeniach jest wspierany „świę­tością Tego, którego reprezentuje”.[25] Konsekracja sakramentalna sprawia, że życie duchowe kapłana jest kształtowane i określone przez postawy i wzory postępowania Jezusa Chrystusa, które objawiły się w Jego ziemskim życiu.[26]
Jan Paweł II podkreślił w adhortacji Pastores dabo vobis, że Pan Jezus w czasie swej ziemskiej misji ukazał „doskonałe i ostateczne oblicze kapłaństwa”, przede wszystkim w swojej męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Jego posłannictwo jako Pośrednika między Bogiem a człowiekiem[27] wypeł­niło się ostatecznie w ofierze Krzyża, dzięki której przekazał wszystkim swoim uczniom godność i posłannictwo kapła­nów Nowego i Wiecznego Przymierza.[28]
Władza kapłańska Jezusa Chrystusa jako Głowy Kościoła wynika z Jego służby,[29] z Jego daru z siebie, z całkowitego po­święcenia się z miłości dla Kościoła w duchu posłuszeństwa woli Ojca: „Chrystus czyni to wszystko w najdoskonalszym posłuszeństwie Ojcu: jest jedynym prawdziwym cierpiącym Sługą Boga, jednocześnie kapłanem i ofiarą”.[30] Upo­dobnienie do Chrystusa Głowy i Pasterza Kościoła domaga się od kapłana postawy służby, obejmującej całe jego życie duchowe.
Świadectwa towarzyszy życia Płockiego Błogosławionego, kapłanów i świeckich, którzy poznali go osobiście, przekonują nas, iż był człowiekiem ukształtowanym według Bożego Ducha, ustanowionym dla ludu, pragnącym świadczyć o odwiecznej Miłości.
„Długie lata życia i biskupstwa abpa A. J. Nowowiejskiego, pisze W. Góralski, ujawniły bardzo wyraźnie jego nieprzeciętną osobowość i duchowość. Wynosząc z domu rodzinnego głęboką wiarę i wysoką kulturę duchową, obdarzony niezwykłą siłą woli oraz zdolnościami umysłowymi, umiejąc współpracować z łaską, osiągnął znaczny stopień doskonałości chrześcijańskiej, który umożliwił mu chlubnie wypełnić swoje życiowe zadania kapłana a potem biskupa. Jego głęboka duchowość oparta była na autentycznej wierze, prawdziwej pokorze, niezwykłej prostocie i prawości charakteru, kulcie prawdy, umiłowaniu drugiego człowieka”.[31]
Pracowitość i maksymalne wykorzystanie czasu w obliczu Boga to istotne znamiona chrześcijańskiej postawy Rządcy diecezji płockiej. Owa pracowitość łączyła się ze zniecierpliwieniem, aby czym prędzej jedno dzieło skończyć i rozpocząć następne, nie mniej ważne. Jednocześnie unikał rozgłosu, nie pragnął stać na świeczniku. [32]
Obszerne wspomnienie o Męczenniku pozostawił ks. Wincenty Helenowski (1893-1980), zapalony promotor kultu Płockich Biskupów.[33] Według opinii Księdza Prałata dewizą życia Arcybiskupa były słowa św. Pawła: „Z łaski Bożej jestem tym, czym jestem i łaska Jego na próżno nie była mi dana” (1 Kor 15, 10) oraz słowa św. Jana: „Dobry pasterz życie swoje oddaje za owce swoje” (J 10, 11).[34] Całe życie troszczył się o duchowe dobra swoich wiernych, a „swoim postępowaniem zasłużył na miano najdroższego ojca i najukochańszego pasterza płockiej diecezji”.[35]

2. Modlitwa i umiłowanie liturgii

W dziedzinie ducha cechowała Arcybiskupa głęboka, szczera modlitwa i cześć dla Eucharystii, połączona z kultem Matki Boskiej, Królowej Korony Polskiej. Będąc świadkiem nie jednej modlitwy Seniora polskiego Episkopatu K. Jędrzejewski doświadczał uduchowionej, kontemplacyjnej modlitwy, rozmowy z Bogiem, a biorąc udział zarówno w celebrowanych, jak i cichych mszach św. w prywatnej kaplicy bł. Męczennika, odczuwał, że ma do czynienia z osobą szczerej modlitwy. Z tych źródeł czerpał moc dla Służby Bożej: przy ołtarzu, w konfesjonale, w Akcji Katolickiej, w służbie Miłosierdzia – od pierwszych dni kapłaństwa aż do Męczeńskiej Golgoty w nieludzkiej kaźni.[36]
Profesor Jędrzejewski wspomina o szczególnym umiłowaniu przez naszego Jubilata Mszy świętej oraz pokornej dbałości o właściwe jej celebrowanie: „Kult Eucharystii, życie eucharystyczne było widoczne w każdej celebrze (…). Celebrans przestawał być centralną postacią, jego ruchy, jego słowa szły do Eucharystycznego Chrystusa”.[37] W podobnym duchu wypowiada się rektor płockiego seminarium w l. 1963-1974 M. Molski;[38] we wspomnieniu spisanym w przeddzień 50. rocznicy męczeńskiej śmierci Pasterza diecezji zwraca uwagę na dwie wyróżniające cechy: jego służba liturgiczna i jego stosunek do alumnów.
„Do służby liturgicznej, pisze M. Molski, przywiązywał Ordynariusz wielką wagę, Jego celebry w katedrze miały przebieg okazały. (…) W czasie uroczystej celebry zmieniał się wyraźnie – przyjmował postawę prostą, jego ruchy nabierały lekkości, a zarazem dostojeństwa. Ale nie zewnętrzna bogata oprawa liturgiczna i formy zachowania były tu najważniejsze. Na uwagę zasługiwało wewnętrzne skupienie celebransa; dla niego istniała przede wszystkim Ofiara, którą sprawował. (…) Bez zbędnej zwłoki i pośpiechu celebrans, skupiony wewnętrznie, recytował tekst liturgiczny z wielką starannością, jak ktoś powiedział, rzeźbiąc każde słowo”.[39]
Sam Arcypasterz przestrzegał niejednokrotnie przed zrytualizowaniem ceremonii liturgicznych, pisząc w „Agendzie Pasterskiej”: „Modlitwom brak często głębszej treści. Modlitwy zawarte w księgach liturgicznych wykonywane pośpiesznie, często mechanicznie, nie wnoszą pokoju do duszy, lecz raczej potęgują zamęt i rozdwojenie. Owocem tego jest rutyna, bezduszny formalizm”.[40] Zachęcał również do piętnastominutowego, a nawet dłuższego dziękczynienia po Mszy świętej.[41]
Barwny obraz osobowości i duchowości kapłańskiej bł. A. J. Nowowiejskiego pozostawił w swoich cennych wspomnieniach ks. Lech Grabowski. Jego pierwsze zetknięcie się z Biskupem Płockim miało miejsce w 1920 r. podczas celebrowanej przez niego w bazylice katedralnej uroczystej Pasterki, którą jako dziecko zapamiętał, a po latach opisał następująco:
„Podczas gdy gromko zabrzmiały organy wraz z chórem śpiewaków jakimś tryumfalnym hymnem, bardzo powoli szedł biskup dostojnie z pogodnie podniesioną głową i błogosławił nań oczekujące jego umiłowany lud Bożych dzieci. I wtedy jeden zda się niewiele znaczący szczegół ów chłopiec podpatrzył. W tej religijnej procesji: biskup błogosławił wcale nie jakąś masę ludzką czy abstrakt ogółu, lecz każdego pojedynczo oddzielnie człowieka, z którego oczyma stale się spotykał spojrzeniem swoim sympatii pełnym; takie to było rodzinne spotkanie”.[42]
Po raz kolejny otrzymujemy potwierdzenie o umiłowaniu przez Arcypasterza modlitwy, bez względu na jej miejsce – w ciszy prywatnej kaplicy czy w tłumie zgromadzonych na liturgii. „(…) Przed kaplicą dostojnik klęcząc najpokorniej coram Sanctissimo, pogrążył się – jakby przydługo – w cichej adoracji. Wszystkim tu obecnym stało się widoczne, że ludzka dostojność poczuła się niczym wobec tajemniczej Obecności jakiejś, która nie mniej była rzeczywistością niż rozmodlony lud w świątyni obecny. Było to świadectwo oddane Prawdzie, czytelne dla wszystkich (…)”.[43]
Młody uczestnik „liturgii niebiańskiej” widzi Biskupa okadzającego ołtarz. Celebrans „wraz z tymi kadzideł dymami duszę swą i serce ku wyżynom nieba wciąż wznosi i… wznosi. Gdy znowu z tronu ‘Gloria’ intonuje w uniesieniu biskup, zda się porywa całą świątynię spowitą w uwielbieniu Boga. A potem ‘orację’ w imieniu walczącego jeszcze na ziemi Kościoła śpiewa arcykapłan. Musi on być świadom swej niezwykłej roli jak najpełniejszego pośredniczenia pomiędzy światem a jego Stwórcą”.[44]
Niewzruszona wiara celebransa w zetknięciu z eucharystycznym Misterium stanowiła doskonałe wypełnienie dla jego duchowości. Ceniący ponad wszelką wątpliwość majestat i piękno ceremonii liturgicznych sam Męczennik świadczył jak bliska jest mu Ofiara, którą składa na ołtarzu Pańskim w płockiej katedrze. Podniosłość chwili domagała się należytego usposobienia naszego Piewcy liturgii i takie usposobienie prawdziwie ten Mistrz ceremonii posiadał. Obcowanie z ofiarą Mszy świętej było dla Błogosławionego przebywaniem w Bożej obecności, które promieniało na całe jego kapłańskie życie i posługę. Posiadał arcybiskup Nowowiejski dar pokornego trwania przed obliczem Najwyższego, który go wybrał i powołał do świętości. Głębokie przekonanie o obcowaniu na liturgii z Sacrum przemieniało jego postawę, ruchy, gesty, które odzwierciedlały głęboką cześć Biskupa dla Najświętszej Eucharystii. Jednocześnie nie skupiał uwagi na sobie, ale kierował serca i umysły wiernych ku rzeczom nieprzemijającym.[45]
Uduchowiona liturgia była niewątpliwie budulcem dla kapłańskiej tożsamości Płockiego Liturgisty. „Jak gdyby z zaświatów, wspomina dalej L. Grabowski, odchodzą odgłosy następnych części Mszy pontyfikalnej, nie mniej nabrzmiałych treścią, tętniących bogactwem ukrytego ducha: dostojnie zwolnione – wyakcentowane czytania biblijne, potem Słowo Boże mocne w swej szczerości ustami biskupa, serdecznie składanej za siebie Ofiary spowitej w kadzidlanych dymach, wzniosły hymn prefacji i wreszcie kulminacja w kanonie zawarta. (…) Nastała chwila, gdy zwykłe postacie: i chleba i wina stają się w przemianie ludzkim Ciałem Boga. Nad głową kapłana z wiarą zapatrzoną biała Hostia mała wzniesiona drżącymi rękoma zostaje w bezruchu, by w chwilę potem sylwetka biskupa w swym kornym ukłonie przyklęka ku ziemskiemu prochu. To już naprawdę wcale nie przepiękna ceremonia ludzka. To z Niebios zstępuje Anielska Liturgia! Zmilcz serce! Zgłuchnij wyobraźnio! Myśl się rozpływa w mistycznym bezczasie”.[46]
„Takie to były te ‘cudowne czary’, konkluduje ks. Grabowski, Mistrza – Liturgisty, które w niewiadomy sposób przez długie lata przetrwały w pamięci, jakby sen bajeczny. W zdumienie wprawiają koleje życia małego chłopca, który przywędrował z daleka, z Podola do starego grodu mazowieckiej ziemi, by właśnie tutaj przeżyć najpiękniejsze chwile, co zawdzięczać będzie niezwykłej postawie wielkiego biskupa”.[47]
Śmiało zatem możemy stwierdzić, iż duchowość kapłańska bł. Antoniego Juliana wypływała z duchowości eucharystycznej, w niej znajdowała swoje dopełnienie i do niej prowadziła.
  
3. Wychowawca alumnów i ojciec kapłanów

Studia seminaryjne, według wizji ks. Nowowiejskiego, powinny opierać się nie tylko na meblowaniu umysłów, ale i serc, na kształtowaniu charakteru i ducha; miały być, można powiedzieć, szkołą duchowości kapłańskiej. Wzorem i duchem dla tak rozumianych i pożądanych postaw była owa „forma gregis”, jaką dla duchowieństwa diecezji bezsprzecznie była postawa duchowa i głęboka religijność kapłaństwa, realizowanego z całą konsekwencją w osobie Arcypasterza. „Musiał on mieć zaiste, twierdzi L. Grabowski, wspaniałą wizję kapłana, przy pomocy którego chciał nieustannie i niestrudzenie odradzać żywą religijność całej swej diecezji. Ideał ten wyraził 13 czerwca 1931 r. z okazji swego jubileuszu w owym pięknym liście pastoralnym o godności kapłaństwa”.[48]
W sferze kontaktów z alumnami ksiądz Antoni dał się zapamiętać jako prawdziwy ojciec i wychowawca – już od momentu pełnienia funkcji wiceregensa a potem regensa seminarium. Troska i zainteresowanie bracią klerycką trwało, choć na inny sposób, po roku 1908, w którym prałat Nowowiejski objął urząd ordynariusza diecezji.[49] Z jego inicjatywy pobudowano w Brwilnie słynną „Antoniówkę”, która stała się wakacyjnym miejscem wypoczynku i rekreacji kleryków. Kilka tygodni swojego urlopu spędzał tu również Arcybiskup Nowowiejski. Był blisko swoich podopiecznych, codziennie odprawiał im Mszę świętą i nabożeństwo adoracyjne; we wspólnym refektarzu uczestniczył w posiłkach. Po obiedzie i kolacji odbywała się rekreacja z udziałem ks. Arcybiskupa; niekiedy wypełniała ją rozmowa i dyskusja, kiedy indziej lektura jakiejś książki.[50] Tutaj właśnie – na werandzie z rozległym widokiem na Wisłę – „rozpoczynała się z przedziwną prostotą rodzinna pogwarka ojca diecezji ze swymi synami – przyszłymi jego współpracownikami. Była to jakaś duchowa uczta, prawdziwe sympozjon, kopalnia złotych, bo unikalnych zachowań się ludzkich, sznur z nanizanych pereł zwyczajnych wyrazów, lecz przesyconych tym humanizmem, którym ongiś żyli chrześcijanie pierwotni. To dla młodych ludzi była prawdziwa lekcja najwłaściwszego dla nich savoir-vivre’u; nie tyle pouczana, co ukazywana czy współprzeżywana – nie tyle co do formy, ile co do ducha zaczerpanego u samego źródła: uszanowanie godności człowieka, której bojowym rzecznikiem był zdeklarowanie i zawsze biskup Nowowiejski”.[51]
„Bliska więź, jak się wtedy wytwarzała, konkluduje M. Molski, nie pozostawała bez wpływu na nich jako księży w trudnych latach okupacji. W pamięci ich pozostał jasny obraz człowieka, dobrego Pasterza, który żył swoją diecezją i dla niej poświęcał się całkowicie”.[52]
 „Nowowiejski, pisze L. Grabowski, był zawsze i wszędzie wielkim wychowawcą, który zapomniawszy zupełnie o sobie, z całą pasją został otwarty ku potrzebom ludzkim, troszcząc się o każdą spotkaną osobę, o jakąś korzyść dla niej, o jej podźwignięcie, o jej czymś zbudowanie, o wyprostowanie czy o naświetlenie, o nakierowanie ku czemuś czy uwrażliwienie na coś tego godne”.[53]
Biskup kochał alumnów bardzo – po ojcowsku i była to miłość odwzajemniona; kochał każdego z osobna, nie faworyzując jednak żadnego z kleryków. Czuł się wśród nich dobrze, jak we własnej rodzinie, a i alumni czuli, że swoim sercem – bez szumnych frazesów – jest obecny w swym rodzinnym gronie. Podczas wspólnego wypoczynku w brwileńskim letnisku nie zdarzyło się, aby „na krużgankach dworzyszcza owego lub na kwietnych ścieżkach pięknego ogrodu spotkawszy alumna, o coś go nie spytał albo przynajmniej życzliwie nie spotkał. To był jego całkiem naturalny a podstawowy przejaw tej jego kultury wewnętrznej, już wyniesionej z rodzinnego domu, na którą wypielęgnowana kultura kapłańska mu się nakładała”.[54]
Ten duchowy Przewodnik, jak określił bł. Antoniego abp J. Pawlina,[55] „miał poczucie władzy i pamięć na jej sakralny charakter. Dlatego wiało odeń jakąś nieuchwytną wielkością. Czasem zbeształ księży, ale ich kochał. W chwilach jakichś podniosłych momentów w życiu diecezji (…) przemawiając do nas wzruszał się i powtarzał za św. Pawłem: „Vos estis gaudium meum et corona mea”. I ten posągowy Arcypasterz w świetnym wyrazie swojej osobowości, został sponiewierany, skatowany i zamęczony przez zbrodniarzy ‘cywilizowanych’”.[56]
F. Kuligowski z dumą przyrównuje podobieństwo swoich cech charakteru do osobowości Płockiego Pasterza; jednocześnie pokornie wyznaje, iż brak mu „głębi wiary Nieboszczyka i cnót Jego przepięknej duszy”.[57]
Harmonijny chorał życia Męczennika – Arcypasterza olśniewała prostota i szczerość w relacjach z innymi.[58] Rozumiał konieczność i obowiązek trwania na posterunku nawet w chwilach dziejowych. W 1920 r. wydał zarządzenie, aby pasterze nie opuszczali swoich stanowisk i sam służył przykładem. Świadkowie zgodnie stwierdzają ogromne panowanie Jego nad sobą w chwili, kiedy walka toczyła się pod oknami jego rezydencji. Podtrzymywał na duchu zdenerwowanego kapelana. W mieście krążyła wiadomość, że po odmówieniu pacierzy, najspokojniej położył się do łóżka. Na uwagę, że żołdactwo lada chwila może wpaść i zabić – spokojnie odpowiedział: „no to mnie zabiją w łóżku”. Przykład Pasterza działał, liczba tych, którzy opuścili parafię była minimalna. Straty po burzy były minimalne.[59]
Dbając o własną duchowość biskup Antoni był zatroskany również o wysokie morale swoich kapłanów. „Raną, która ciągle krwawiła w sercu Arcypasterza, wspomina K. Jędrzejewski, była sprawa kapłanów, którzy od Kościoła świętego. Arcypasterze nosił w sercu wysoki ideał kapłana, jako ‘Homo Dei’, jako ‘Sacerdos in Aetenrum’. Podkreślał niejednokrotnie i podczas wizytacji biskupich tłumaczył wiernym, kim jest ich pasterz”.[60] Bolesnym wydarzeniem związanym z posługiwaniem w biskupstwie płockim było również organizowanie się w mieście na początku ubiegłego wieku społeczności mariawitów, których szeregi zasilili również księża diecezjalni. Nawet o nich, z biegiem czasu, umiał Arcybiskup wypowiadać się z pewnym dystansem, a jednocześnie zatroskaniem o owce, które poginęły. Mawiał: „Po co dotykać bolesnych ran, tyle jest do zrobienia. Wiemy, że wśród nich są chore dusze, aleć to jednak kapłani”.[61] Gdy sprawa rozłamu w kościele płockim nabrała takiego rozgłosu, iż musieli się w nią włączyć sąd i prokuratura biskup Nowowiejski odmówił włączenia do procesu „eksperta” z ramienia kurii, ponieważ nie chciał, „aby kapłani byli sędziami braci – kapłanów (…). Kapłan, jak mówił Arcypasterz: ‘nie może być publiczny sędzią brata – kapłana. Jego trybunałem Miłosierdzia Bożego jest konfesjonał’”.[62]
Zdarzały się też powroty na łono Kościoła, wówczas „dobre serce Arcypasterza przygarnęło księdza, który porzucił Kościół, otrzymał pracę w bibliotece i wrócił do Kościoła; kapłan ze zgromadzenia OO. Paulinów w Częstochowie zamieszany pośrednio w ‘Macochiadę’ zaleczył swe rany duchowe na jednym z małych probostw w diecezji”.[63]
W sensie chrześcijańskim Arcybiskup był idealistą. Przejawiało się to szczególnie w permanentnej pracy nad sobą i dbałości o jakość życia wewnętrznego. Swoją osobą starał się odzwierciedlać wizję kapłaństwa Bożego, taki wizerunek pragnął budować w kapłanach diecezji płockiej. Dążył bł. Antoni do wzniesienia się na wyżyny męstwa, które dla najwyższej sprawy wraz z życiem gotowe jest oddać wszystko.[64]
Po porannej asyście do Mszy świętej celebrowanej przez ks. Arcybiskupa młody Wincenty, alumn Seminarium Duchownego, podobnie jak inni usługujący, był zabierany do biskupiego pałacu, który w rzeczywistości w oczach kleryka jawił się jako „zwyczajna kamieniczka, nawet skromnie umeblowana”. Podczas wspólnego śniadania Biskup „chętnie rozmawiał, a jeszcze chętniej chciał słyszeć mówiącego kleryka. Sondował go i oceniał”.[65] Arcybiskup był gościnny, wyrozumiały i dla każdego kapłana prawdziwym ojcem.
Podczas pobytu we Francji ks. Helenowski otrzymuje od biskupa Nowowiejskiego wyraźne polecenie przerwania studiów i oddaniu się opiece duchowej nad Polakami, którzy wraz z falą robotników licznie napływali za granicę. Pasterz diecezji na różne sposoby wykazywał zainteresowanie pracą swoich misjonarzy i wychodził naprzeciw pojawiającym się trudnościom tak duchowym, jak i materialnym.[66]
W czasie podróży zagranicznych ks. Biskup chętnie kupował książki, obrazy, fotografie z myślą o seminarium i drogich mu klerykach. Potwierdza tę opinię współbrat w pielgrzymowaniu do Rzymu: „Arcybiskup był hojny za granicą, ale bardzo oszczędny na wszystkie wydatki w kraju, wydatki dla siebie osobiście. Wszystkie wpływy, jakie tylko miał łożył w budowle i remonty katedry, Seminarium Duchownego, muzeum, biblioteki i Dom Katolicki”.[67]
„Jego największym dziełem, podsumowuje prałat Helenowski, była budowa żywego kościoła w duszach kapłanów i wiernych, a ta budowa stanowi w dzisiejszych czasach największą wartość człowieka. Był wzorem dla swych braci biskupów, kapłanów i świeckich. Był też pierwszym męczennikiem za sprawę wiary i swej Ojczyzny”.[68]
4. Dojrzewanie do męczeństwa
 Pełna poświęcenia posługa Błogosławionego Męczennika obfitowała w cierpienia powodowane z jednej strony porzucaniem przez księży swojego stanu, z drugiej zaś, jak już wspomnieliśmy, ukonstytuowaniem się poza zwierzchnictwem Rzymu wyznania mariawickiego. Dochodziły do tego także zwykłe, codzienne trudności związane ze sprawowaniem jakże odpowiedzialnego i nie łatwego na ówczesne czasy urzędu pasterskiego.
Błogosławiony Antoni, analizując każde słowo Mistrza, którego wiernie miłował, uświadamiał sobie coraz głębiej potrzebę dorastania do kapłaństwa służebnego, prowadzącego do ofiary z własnego życia. Trudno nie przypuszczać, aby „w sercu biskupim nie zakiełkowała ta myśl żarliwa o złożeniu z siebie takiej ofiary, jaką złożył tak przezeń miłowany Boski Arcykapłan”.[69]
„Biskup Nowowiejski, wspomina L. Grabowski, był nade wszystko mężem promieniującej zeń żywej wiary, a przecież każdy człowiek, widziany okiem wiary, ukazuje w sobie ślad niezniszczalnego swojego Stwórcy: coś z oblicza Boga. Z upływem lat później nasze przeświadczenie, że takim właśnie być musiał dla tego biskupa jakikolwiek człowiek, tak coraz pewniejsze stawać się musiało, że u kapłanów płockich rodziła się wielka potrzeba serca naśladowania tego, który z woli Bożej stał się ‘forma gregis’. Uformowany przykładem biskupa, duszpasterz płocki, nawet o wielkich sprawach będąc zadumany, nigdy nie umiał przejść obojętnie obok osoby, która przez Opatrzność była mu zwierzona; to ‘signum distinctionis’ płockiego kleru uderzało wszystkich podczas zawieruchy ostatniej wojny”.[70]Pożoga wojenna nie zdołała zgasić w sercu Błogosławionego pogody ducha i blasku jego osoby; choć nie był to dla niego czas wolny od trosk, a nawet smutku i łez – zwłaszcza po zbombardowaniu katedry w dniu 5 września 1939 r.[71]
„Jeżeli pełne biskupstwo, kontynuuje L. Grabowski, jest konsekwentnym dążeniem za Mężem Boleści, za Mistrzem Cierpienia, całe życie biskupie w swym normalnym biegu musi być zawsze usłane cierniami. Widocznie biskupowi Płocka już przez długie lata Opatrzność nie szczędziła wyjątkowych strapień, którymi stopniowo chciała go pewnie gotować do końcowych zmagań”.[72]
Głęboka duchowość arcybiskupa Nowowiejskiego, mocno zakorzeniona w Ewangelii Chrystusowej, została poddana ciężkiej próbie w ostatnim roku jego życia, tj. od momentu internowania go w Słupnie k. Płocka (luty 1940) aż do męczeńskiej śmierci w obozie działdowskim (28.05.1941). Świadkowie zgodnie potwierdzają, iż niezłomna postawa duchowa, ujawniona w ciągu dziesiątków lat życia, nie opuściła Biskupa Płockiego ani na chwilę, pozwalając mu nawet w niewoli zwycięsko przetrwać dotkliwe cierpienie fizyczne, poniżające upokorzenie i bolesną udrękę moralną.[73]
„(…) W obozie, wspomina ks. Grabowski, doszły najbardziej wyrafinowane cierpienia cielesne: bez żadnej zmiany odzienia – bielizny, z zakazem golenia się czy mycia, ciągłe leżenie na podłodze pokrytej zawszonym barłogiem ze słomy, która już dawno w sieczkę się zamieniła; nędzna i niedogotowana strawa w nigdy nie wymytych naczyniach budziła wstręt nawet u najwygłodnialszych, a wywoływała chroniczną biegunkę; dwukrotnie na dzień do śmierdzących latryn wypędzanie biczem na bieg karkołomny z nakazem padania w błotniste kałuże przy krzykach ordynarnych z kopaniem i biciem przy lada okazji”.[74]
Na szczególną uwagę zasługuje postawa Płockiego Pasterza, który nawet w więzieniu „zawsze był przytomny i opanowany (…); wskutek osłabienia nie wiele już mógł mówić, ale mimo wszystko ostatkiem sił swoich starał się zawsze przewodniczyć w celi modlitwom wspólnym, zresztą samemu ni w dzień ani w nocy nie przestając się modlić. Więźniowie wszyscy, niezależnie od swoich przekonań wewnętrznych, widzieli w Nowowiejskim swojego duchowego wodza, a on do głębi współczując ich strasznym udrękom, wciąż im błogosławił – tak jakby nie zważał na własne cierpienia. Pogrążony w modłach, błagał Miłosierdzie Boże o skrócenie bliźnim ich nieludzkiej doli, jak też o przebaczenie okrutnym oprawcom”.[75]
W Wielki Piątek 11.04.1941 r. Arcypasterzowi, który nie mógł nadążyć za innymi w drodze do ubikacji, młody esesman wymierzył uderzenie w głowę specjalnym biczem zakończonym ołowiem, powodując upadek Starca chwytającego się za głowę. Czyż nie upodabniało to Biskupa Płockiego, pyta ks. Góralski, do Chrystusa Pana biczowanego w Wielki Piątek? Te i inne szykany, zdaniem naocznych świadków, były większe niż w stosunku do innych więźniów, z uwagi na godność biskupią Rządcy diecezji płockiej.[76]  
 „Przez 33 lat, pisze biskup Zakrzewski, szedł On jako przewodnik przed swoim ludem, jako pochodnia wiary, nie przygasająca nigdy, owszem rozświetlająca drogi Boże życia – szedł jako pochodnia poświęcenia i miłości, i przypieczętował umęczoną swą śmiercią; ‘albowiem nie masz większej miłości, jak aby kto położył duszę swoją za przyjaciół swoich’ (J 15, 13). Dodał On swą śmiercią męczeńską blasku i chwały dostojnej i czcigodnej diecezji, zrosił ją krwią serdeczną, aby z niej powstał posiew dobra i wiary dla następnych pokoleń”.[77] Uznawany był przez wielu za prawdziwego Dobrego Pasterza, który żył i umarł zapatrzony we wzór swego Mistrza, najlepszego Dobrego Pasterza, Jezusa Chrystusa.[78]
Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński, któremu w 1913 r. w Andrzejewie Błogosławiony udzielał sakramentu bierzmowania,[79] przemawiając w bazylice katedralnej z wielkim uznaniem pochylił czoła przed Płockimi Biskupami, którym Bóg, przyjmując ich męczeńską ofiarę, dał siłę i ducha do jej złożenia.[80]
„Jeżeli Kościół jest nauczycielem miłości Boga i ludzi, mówi Kardynał, to ci dwaj biskupi naśladowali Chrystusa w wymiarze sobie dostępnym. (…) Wspominamy dziś ze czcią ich imiona. I to jest kwiat zwycięstwa na tym wielkim, wielkim kurhanie dziejowym, usypanym przez wiarę i miłość, pracę duchowieństwa, biskupów i ludu Bożego diecezji płockiej. (…) dali przykład wierności Bogu, Kościołowi i narodowi. Że się nie załamali, że kochali tych gestapowców leżąc w kałuży na ziemi”.[81]
Kwintesencją przesłania skierowanego do kapłanów, które pozostawił niezapomniany Prymas Tysiąclecia dla wszystkich pokoleń wiernych synów w powołaniu kapłańskim, są słowa: „Arcybiskup Nowowiejski wiedział, że to jego obowiązek, że to największa jego chwała dla imienia Chrystusowego zniewagę wycierpieć. Zostawił przykład nam kapłanom, jak mamy służyć ludowi, aż do oddania życia”.[82]
Posługę Błogosławionego Męczennika, pokornego chwalcy Pana, doskonale wyrażają słowa przywołane w wykładni Soboru Watykańskiego II:
„Jakkolwiek (...) łaska Boża może dokonywać dzieła zbawienia przez niegodnych także szafarzy, to jednak Bóg woli okazywać swoje cudowne dzieła zwykłą drogą przez tych, którzy stawszy się bardziej uległymi poruszeniom i kierownictwu Ducha Świętego, mogą ze względu na swe ścisłe zjednoczenie z Chrystusem i świętość życia powiedzieć z Apostołem: ‘żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus’ (Ga 2, 20)”.[83]

5. Podsumowanie

Punktem odniesienia dla duchowości niestrudzonego Biskupa z Płocka – aż do jego męczeńskiej śmierci – był Chrystus – Sługa, którego życie było „życiem dla braci” (pro­egzystencją), realizowanym jako wyzbycie się siebie zgodnie ze słowami: „Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10, 45). Pan Jezus oddał swoje życie dla ludzi przez to, że był posłuszny Ojcu, który posłał Go dla zbawienia świata. Pełnia tego posłuszeństwa i bycia sługą objawiła się w śmierci na krzyżu, która stała się dla Niego momentem całkowitego oddania siebie Ojcu i braciom. Stając się Sługą, uniżył siebie, zrównując się z każdym człowiekiem.[84]
Trudno w kilku zdaniach podsumować przebogatą sylwetkę ducha i duchowość kapłańską, której nosicielem był arcybiskup A. J. Nowowiejski, podobnie, jak nie sposób w zwięzłym artykule ukazać wszystkich zasług Ordynariusza poczynionych na polu materialnym. Z pewnością Płocki Pasterz był kapłanem przesyconym przede wszystkim tym, co nazywamy wysoce rozwiniętym humanitas, z jego dojrzałą, pełną, skrystalizowaną, niepowtarzalną i niezwykłą osobowością. Mimo piastowania wysokiego urzędu żył w prostocie i umiłowaniu drugiego człowieka. Nieustannie poszukiwał w sobie obrazu Chrystusa, Wiecznego Kapłana i gorąco pragnął całym życiem i posługiwaniem do Niego się upodobnić. Dążył do poznania Prawdy, która urzeczywistniła się w prawości jego postępowania i świadczenia o Tym, który go wybrał i do kapłaństwa powołał. Z niezmiernym zacięciem i oddaniem zgłębiał wiele dziedzin nauki, m. in. liturgię i historię. Można by rzec, że całe życie Płockiego Biskupa było permanentnym studium nad Bogiem i człowiekiem, przenikającym wiele dziedzin jego posługiwania dla dobra Kościoła powszechnego i lokalnego. Niepodzielnym sercem kochał swoich kleryków i kapłanów, wspierał ludzi ubogich duchowo i materialnie, otaczał opieką wiernych świeckich, zachęcając ich do tworzenia wspólnot, bractw, kół katolickich. Wspierał prasę katolicką, troszczył się o misje, zwłaszcza w krajach, do których wyemigrowali Polacy.
 Szczęśliwe zastępy duchowieństwa diecezji płockiej, którym dane było poznawać, doświadczać i zbliżać się do duchowości, którą żył ich Pasterz. Szczęśliwi kapłani, wierni świeccy, którzy obecnie przeżywają jubileusze związane z osobą arcybiskupa Nowowiejskiego i czerpią na nowo z jego duchowości. Na trudne czasy przedwojnia Opatrzność zesłała nam wybitnych i świętych Biskupów. Obecne dni pod wieloma względami nie wydają się łatwiejsze. Obyśmy umieli korzystać z owoców, które swoją krwią wysłużyli nam Płoccy Męczennicy.
Błogosławiony Antoni Julianie, Stróżu duchowości – módl się za nami!
  Adam Matyszewski

  Summary

The pastoral spirituality which characterised blessed A. J. Nowowiejski’s life and ministry reflected itself at each level of his activity as the archbishop of Płock. The Shepherd of Płock diocese followed the path shown to him by his Divine Master through his love for Liturgy, which he meticulously celebrated, and through his private prayer, which was the source of his strength that he needed to accomplish various tasks for the good of the Church, both at local and universal plane. The spiritual power which archbishop Nowowiejski drew on Lord’s table made him susceptible to noticing and fulfilling other people’s needs. Thirty-three years of his ministry to the diocese of Płock, spent in the spirit of love and commitment, disposed his heart towards sacrificing his life for his brothers, whom he truly loved, following the example of Jesus Christ. Now, sixty-seven years after his death, archbishop Nowowiejski is their intercessor with God in heaven. 
 translated by Michał Pankowski

PRZYPISY:
[1] Por. Iz 61, 1-2; por. także: W. Słomka, Duchowość kapłańska, Lublin 1996, s. 15-16.
[2] M. Chmielewski zauważa, iż większe zainteresowanie duchowością chrześcijańską zaczęło się ujawniać szczególnie po Soborze Watykańskim II, a później w nauczaniu Sługi Bożego, Jana Pawła II (zob. np.: Posynodalna adhortacja Pastores dabo vobis, adhortacja Vita consecrata, list apostolski Novo milennio ineunte) i dokumentach Stolicy Apostolskiej (List o niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej Orationis formasKongregacji Nauki Wiary, „Dyrektorium o posłudze i życiu kapłanów” Kongregacji ds. Duchowieństwa); por. M. Chmielewski, Duchowość, w: Tenże (Red.), Leksykon duchowości katolickiej, Lublin – Kraków 2002, s. 228.
[3] Por. Rz 8, 4. 9.
[4] Por. Instrumentum laboris Zgromadzenia Generalnego VIII Synodu Biskupów, „Formacja kapłanów we współczesnym świecie”, 21.
[5] Por. J 14, 6.
[6] Por. M. Chmielewski, Duchowość…, dz. cyt., s. 230.
[7] Por. M. Daniluk, Duchowość chrześcijańska, w: L. Bieńkowski, F. Gryglewicz, R. Łukaszyk (Red.), Encyklopedia Katolicka, t. 4, Lublin 1985, s. 326.
[8] Por. Katechizm Kościoła katolickiego1592, Poznań 1994 (odtąd: KKk).
[9] Por. Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium, 24 (odtąd: SW II; LG).
[10] Kapłaństwo sakramentalne jest nazywane również kapłań­stwem hierarchicznym, ponieważ jest realizowane w trzech stopniach hierarchii kościelnej przez biskupa, prezbitera i diakona. Sobór określił je również pojęciem kapłaństwa służebnego, czyli ministerialnego (łac. ministrare –służyć), gdyż służy budowaniu Ciała Chrystusa – Kościoła; J. Machniak, „Sami się módlmy”! Modlitwa w sercu kapłańskiej egzystencji na przykładzie życia i nauczania Jana Pawła II, w: K. Lala (Red.), Duchowość kapłańska w życiu i nauczaniu Sługi Bożego Jana Pawła II, Katowice 2007, s. 16.
[11] Por. Mk 10, 43-45; 1 P 5, 3; por. KKk 1551.
[12] Św. Jan Chryzostom, De sacerdotio, 2, 4: PG 48, 635 D; por. J 21, 15-17.
[13] LG 21. „Biskupi zatem, przez danego im Ducha Świętego, stali się prawdziwymi i autentycznymi nauczycielami wiary, kapłanami i pasterzami”; SW II, Dekret Christus Dominus, 2; por. KKk 1558.
[14] Por. J. Machniak, „Sami się módlmy”…, dz. cyt., s. 16.
[15] Św. Augutsyn, In Iohannis Evangelium Tractatus, 123, 5: Corpus Christianorum Latinorum 36, 678.
[16] Jan Paweł II, Przemówienie do kapłanów uczestniczących w kongresie zorganizowanym przez Konferencję Episkopatu Włoch (4 listopada 1980 r.): Insegnamenti, III/2 (1980), 1055.
[17] Por. Jan Paweł II, Posynodalna Adhortacja Apostolska Pastores dabo vobis o formacji kapłanów we współczesnym świecie, 23 (odtąd: PDV).
[18] Por. LG 39-42.
[19] Por. 1 Kor 12, 13; Ef 1, 13; 4, 30.
[20] Por. J. Machniak, „Sami się módlmy”…, dz. cyt., s. 19.
[21] PDV 19.
[22] LG 10.
[23] PDV 20; por. 2 Kor 5, 20.
[24] Por. T. Fitych, Nowy model kapłana. Uwagi o tożsamości kapłańskiej w świetle adhortacji apostolskiej Jana Pawła II „Pastores dabo vobis”, „Dobry Pasterz” 13 (1993), s. 81-89.
[25] Por. Hbr 7, 26; por. także: SW II, Dekret Presbyterorum Ordinis, 12.
[26] Por. PDV 21.
[27] Por. Hbr 8-9.
[28] Por. PDV 13.
[29] Przypomnienie prawdziwej natury i misji kapłaństwa słu­żebnego jest drogą do przezwyciężenia kryzysu tożsamości kapłana i ukazania istotnych elementów jego życia duchowego. Po burzliwych latach posoborowych, kiedy błędnie interpreto­wano naukę soborową, Synod 1990 roku przypomniał o tym, że źródłem kapłaństwa służebnego jest ontologiczny związek, jednoczący kapłana z Chrystusem Najwyższym Kapłanem; por. J. Machniak, „Sami się módlmy”…, dz. cyt., s. 20.
[30] PDV 21.
[31] W. Góralski, Będziecie moimi świadkami, Płock 2007, s. 8.
[32] Por. tamże, s. 9; por. także: Wspomnienia prof. K. Jędrzejewskiego o Arcybiskupie i jego pracy w diecezji płockiej (1975), w: M. M. Grzybowski (Red.), Świadectwa. Wypowiedzi o arcybiskupie A. J. Nowowiejskim biskupie płockim, Płock 1991, s. 33 (odtąd: Świadectwa). „Prałat A. Nowowiejski to „człowiek najzacniejszy pod słońcem (…), odznaczał się niezłomną wolą, graniczącą prawie z uporem”; Z pamiętnika ks. Józefa Janowskiego (1908), w: tamże, s. 8. Najstarszy kapłan diecezji płockiej, ks. Marian Olkowski, jeden z ostatnich żyjących wychowanków Arcybiskupa, a także pan Lech Mossakowski, potwierdzają świętość Płockiego Biskupa i promieniującą od niego dobroć. (M. Olkowski – alumn Seminarium Duchownego w Płocku w l. 1934-1939, obecnie rezydent przy parafii pw. św. Onufrego w Staroźrebach; L. Mossakowski – żołnierz AK, szef kontrwywiadu AK na Północne Mazowsze. Członek rodziny Nowowiejskich. Otrzymał rozkaz wydostania Biskupów ze Słupna. Mimo nalegań, Arcybiskup postanowił pozostać blisko swojej Owczarni; por. Wywiad z p. Lechem Mossakowskim, Płock 13 i 20.03.2008; wywiad z ks. M. Olkowskim, Staroźreby 08.04.2008.
[33]W powojennej historii diecezji czynił wiele starań o należyte upamiętnienie Biskupów i wyniesienie ich do chwały ołtarzy. Spośród najbardziej znanych i widzialnych dokonań prałata Helenowskiego warto wymienić: ufundowanie czterech kielichów mszalnych z wmontowanymi medalionami abpa Nowowiejskiego i bpa Wetmańskiego, ufundowanie dla wszystkich kościołów i kaplic pulpitów pod mszał z napisem przypominającym o męczeństwie Biskupów i kapłanów diecezji płockiej oraz kolportaż (na terenie Polski, Niemiec, Hiszpanii i Włoch) prawie miliona ulotek wydanych w czterech językach; por. Świadectwa, s. 70-71.
[34]Por. Wspomnienia o Arcybiskupie W. Helenowskiego…, dz. cyt., s. 40.
[35]Tamże. Ks. Helenowski zaznacza, iż spisanym słowem o Arcybiskupie pragnie oddać „uzasadnioną wdzięczność do końca swemu Mistrzowi”; tamże.
[36] Por. tamże, s. 35-36. Religijny styl Jego modlitwy, nawet przy odmawianiu brewiarza, był stylem Sługi Bożego Arcybiskupa Cieplaka, śp. Biskupa Łozińskiego, ks. prof. Radziszewskiego i śp. Metropolity, później Patriarchy – Athenagorasa, który na zakończenie mojej pierwszej wizyty, wziął mnie do swojej kaplicy i zmówił ze mną razem „Pater Noster” (po łacinie), po czym, złożywszy pocałunek pokoju, odprowadził do drzwi rezydencji; por. tamże, s. 35.
[37] Tamże. „Pamiętam w jednej parafii w czasie obiadu księża wspominali swoje kleryckie czasy. Jeden z nich rzekł: ‘Starszy Pan’ nie lubił niezgrabnej asysty, doradzał brać lekcje tańca. ‘Tak’ – dorzucił drugi, ‘ale mnie zarzucił: zgrabnie się poruszasz, ale nie widać w tym czci dla Eucharystii i modlitwy’”; tamże.
[38] Por. Świadectwa, s. 71.
[39] Wspomnienie ks. M. Molskiego o Arcybiskupie (1989), w: Świadectwa, s. 64.
[40] A. J. Nowowiejski, Agenda Pasterska, Płock 1894, s. 48-53.
[41] Por. J. Decyk, Arcybiskup Nowowiejski jako liturgista, Studia Płockie, 4 (1976), s. 15. 
[42] L. Grabowski, Sylwetka duchowa arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego, w: W. Góralski, A. Suski, T. Żebrowski (Red.), Arcybiskup Antoni Julian Nowowiejski (1908-1941). W pięćdziesiątą rocznicę męczeńskiej śmierci, Płock 1991, s. 420.
[43]Tamże.
[44] Tamże, s. 420-421.
[45]  „Wśród tak rozmodlonej akcji liturgicznej, w takiej oprawie modlitewnych wzlotów obecni zostali nie wiadomo kiedy ku innemu światu przemocą porwani. Między obecnymi nie dostrzec nikogo, kto by się żarliwie nie modlił, albowiem wtedy jakaś obojętność nie była możliwa. I chłopię nie spostrzegło, jak po jego licu mała łza spłynęła z otwartego oka z wdzięcznością skierowanego na postać Pasterza, który lud swój karmi zupełnie innym, o ileż wspanialszym swoim własnym życiem, życiem samego Boga”; tamże, s. 421.
[46]  Tamże, s. 421-422.
[47]  Tamże, s. 422.
[48] Tamże, s. 432.
[49] Biskup często odwiedzał seminarium, lubił rozmawiać z klerykami; por. Wspomnienia o Arcybiskupie W. Helenowskiego (1978), w: Świadectwa, s. 41. „Wychowawca bajeczny. Dbał o muzeum, dbał o Seminarium. Formował nie tylko młode kadry na dole – kleryckie, ale i profesorskie. Żeby skupiać kleryków jak najbliżej siebie, potrafił w tłusty czwartek zwołać wszystkich kleryków do biblioteki na pączki, świeżo upieczone w zakładzie Anioła Stróża. Co to była za radość, gdy klerycy nie tęgo odżywiani w owe czasy spotkali taką okazję”; tamże, s. 54.
[50] Por. tamże, 64-65. „W czasie pobytu Ordynariusza na letnisku zmieniały się kleryckie grupy wakacyjne. Alumni, którzy mieli nazajutrz opuścić ‘Antoniówkę’ szli na pożegnanie z Arcybiskupem. Rozstawał się z nimi z żalem, za to nazajutrz witał radośnie nową grupę seminaryjną. Cieszył go widok młodych ludzi i darzył ich ojcowskim uczuciem, oni odpowiadali mu wdzięcznością i głębokim szacunkiem”; tamże, s. 65.
[51]  L. Grabowski, Sylwetka duchowa..., dz. cyt., s. 424. „Przede wszystkim biskup miał niezwykłą zdolność słuchania innych, a w takim słuchaniu odczuwano zawsze jakiś dziwny płomyk dużej życzliwości, którą zachęcał do odważnego i swobodnego wypowiadania się mówcy”; tamże, s. 425.
[52]  Wspomnienie ks. M. Molskiego..., dz. cyt., s. 65.
[53]  L. Grabowski, Sylwetka duchowa..., dz. cyt., s. 423.
[54]  Tamże, s. 424. „Takie to były rzekome wczasy naszego Pasterza, który nie szczędząc zdrowia ani swego wieku, nawet w upalne lato nie chciał przerywać swego duszpasterstwa w formowaniu młodych swych przyszłych kapłanów. Tak przez całe życie czuł się wychowawcą”; tamże, s. 429.
[55] Por. Fragment listu ks. L. Grabowskiego, do ks. W. Jezuska zawierający opinię J. Gawliny o postaci Arcybiskupa Nowowiejskiego (1949), w: Świadectwa, s. 13.
[56] Fragment przemówienia ks. L. Lissowskiego z krótką charakterystyką postaci Arcybiskupa Nowowiejskiego (1953), w: Świadectwa, s. 14. Zginął ślad jego prochów, ale świetlana postać, potężny duch żyje w sercach i umysłach płockich; por. Wspomnienie ks. Feliksa Godlewskiego o Arcybiskupie (1954), w: Świadectwa, s. 15.
[57] Fragment listu ks. F. Kuligowskiego do ks. W. Jezuska zawierający opinię o ks. Arcybiskupie (1957), w: Świadectwa, s. 16.
[58] Por. Wspomnienia prof. K. Jędrzejewskiego…, dz. cyt., s. 21-22.
[59] Por. tamże, s. 25.
[60] Tamże, s. 28. „(…) niechętnie mówił i słuchał o odstępcach. Nawet przestrzegał ‘Dlaczego mamy mówić o tych, którzy odstąpili, często chorych duszach, trzeba mówić o dobrych pasterzach, dobrych lekarzach, dobrych Żołnierzach Chrystusowych’”; tamże. Inną raną Arcypasterza była sprawa kilku księży (nie należących co prawda do diecezji płockiej, ale w Płocku pracujących), którzy porzucili stan kapłański i byli zatrudnieni w szkolnictwie; por. tamże, s. 29.
[61] Tamże, s. 28.
[62] Tamże, s. 29.
[63] Tamże.
[64] Por. L. Grabowski, Sylwetka duchowa…, dz. cyt., s. 432.
[65]   Wspomnienia o Arcybiskupie…, dz. cyt., s. 41. O skromności ducha Arcybiskupa świadczy fakt, iż nigdy nie lubił wysłuchiwać peanów na swoją cześć; por. tamże, s. 55.
[66] Tamże, s. 46. Na uwagę zasługuje fakt, że bp Nowowiejski na początku lat 20-tych ubiegłego wieku wysłał ze swojej diecezji najwięcej kapłanów do pracy we Francji, czym potwierdził głęboką troskę o misje i rozwijanie ducha religijnego wśród rodaków na obczyźnie; por. tamże, s. 47.
[67]  Tamże, s. 53. „Historycznie nie było żadnego biskupa w płockiej diecezji, który by tyle zrobił dla diecezji i dla Seminarium Duchownego”; tamże. Jak dowodzi ks. L. Grabowski, jedynie niezwykle silnej woli Księdza Biskupa – zmobilizowanej i zdynamizowanej wizją wielkiego planu zbawienia i uświęcenia wiernych powierzonych jego pieczy – zawdzięczamy tak wiele w diecezji dokonań na niwie duchowej i materialnej; por. L. Grabowski, Sylwetka duchowa …, dz. cyt., s. 432.
[68] Wspomnienia o Arcybiskupie W. Helenowskiego…, dz. cyt., s. 54. Również świeccy działacze wypowiadali się z uznaniem o zasługach arcybiskupa Nowowiejskiego. Prezes Towarzystwa Naukowego Płockiego, J. Chojnacki wspomina go jako Wielkiego Człowieka, wybitnego naukowca, nieprzeciętnego formatu działacza społecznego, darczyńcę, wieloletniego członka Towarzystwa, którego dokonania trwają do dziś i są kontynuowane i rozwijane przez jego następców; por. Fragmenty referatu, jaki wygłosił w czasie sesji naukowej dnia 14 kwietnia 1982 r. w Sali Biskupów WSD w Płocku w Płocku o Arcybiskupie A. J. Nowowiejskim Prezes TNP, dr Jakub Chojnacki do 120 księży diecezji płockiej, w: Świadectwa, s. 62-63. W gronie 35 najwybitniejszych Płocczan tysiącletniej historii miasta wymienia się 3 biskupów: Aleksandra z Malonne (1129-1156), Stanisława III Łubieńskiego (1627-1640) i Antoniego Juliana Nowowiejskiego (1908-1941); por. tamże, s. 63.
[69]  L. Grabowski, Sylwetka duchowa…, dz. cyt., s. 435.
[70]  Tamże, s. 424.
[71]  Por. tamże, s. 436. „W tamtych okrutnych czasach biskup Nowowiejski zapewne, jako integralny człowiek, musiał przeżywać chwile ciężkiej próby (…) pozostawał wówczas straszliwie samotny, albowiem nie chciał dla swej ulgi, jak śmiem przypuszczać, dzielić je z innymi, by ich nim nie trapić”; tamże, s. 437.
[72] Tamże, s. 435-436
[73] Por. W. Góralski, Będziecie moimi świadkami…, dz. cyt., s. 9-10.
[74] L. Grabowski, Sylwetka duchowa…, dz. cyt., s. 438.
[75]Tamże.
[76] Por. W. Góralski, Będziecie moimi świadkami…, dz. cyt., s. 11.
[77] Fragment Listu pasterskiego bpa płockiego T. P. Zakrzewskiego do duchowieństwa i wiernych w dniu objęcia rządów diecezją i ingresu (1946), w: Świadectwa, s. 11.
[78] Por. tamże.
[79] Por. Fragment przemówienia ks. Prymasa S. Wyszyńskiego wygłoszonego w bazylice katedralnej w Płocku 1 czerwca 1975 r. z racji obchodów 900-lecia diecezji poświęconego biskupom męczennikom, w: Świadectwa, s. 37.
[80] Por. tamże. „Jego śmierć męczeńska już od lat wielu jakby się czaiła – niby przydługie preludium do tych ostatnich akordów niezwykłego życia, które nie zamilkły zgrzytem, lecz cicho zgasły już w niebiańskim Requiem”; L. Grabowski, Sylwetka duchowa…, dz. cyt., s. 435.
[81] Fragment przemówienia ks. Prymasa…, dz. cyt., s. 37.
[82] Tamże.
[83] Por. SW II, Dekret Presbyterorum Ordinis, 12.
[84] Por. Flp 2, 7-8; por. J. Machniak, „Sami się módlmy”…, dz. cyt., s. 20.