wtorek, 18 stycznia 2011

W odpowiedzi na felieton ks. Jarosława Tomaszewskiego "Gdzie ma stanąć krzyż?" Sprostowanie

Przed lekturą tekstu odsyłam Czytelników do felietonu ks. Jarosława Tomaszewskiego, Gdzie ma stanąć krzyż? („Gość Płocki” z dn. 19.12.2010 r. nr 50/96, s. VII). Zapoznanie się z nim wydaje się niezbędne dla zrozumienia sprostowania mojego autorstwa. Oddajmy więc na początku głos ks. Jarkowi:


"Gdzie  ma stanąć krzyż?

Zdumiewa mnie fakt, że spotkania dotyczące wiary, 
które organizujemy na płockich Podolszycach, stały się 
od początku areną doktrynalnych sporów. Ostatnio 
z przedstawicielami tradycjonalistów liturgicznych. Postęp 
w wierze zawsze wywołuje gorącą debatę, ale niepokoi mnie 
manipulowanie myśleniem Josepha Ratzingera. Płoccy 
tradycjonaliści publicznie powołują się na sformułowania, 
których papież nigdy nie powiedział: o tym, że szykowana 
jest dla Kościoła dekretowa bomba, która ma wysadzić 
liturgiczne zmiany Vaticanum II, że Ojciec Święty pogardliwie 
mówi lub pisze o dokonaniach ostatniego soboru, że każdy 
ksiądz powinien sprawować Mszę św. w starym rycie – inaczej 
grzeszy, że istotą nawrócenia człowieka jest zachowanie 
łacińskiej formy liturgicznych obrzędów. Cierpła mi skóra, gdy 
słuchałem tych wywodów. Sprawdziłem więc, co naprawdę 
mówi papież o stylu współczesnej liturgii.
Ojciec Święty nie jest zwolennikiem rytualnej rewolucji. 
Komentuje jedynie wypaczenia i braki reformy, 
a nie liturgię samą w sobie. W koncepcji Mszy św. wraca 
do jej początków, kiedy w pierwotnym chrześcijaństwie 
nie istniała dyskusja o tym, czy kapłan ma stać przodem, 
czy tyłem do ludu. Ukierunkowanie Eucharystii związane 
było z pojęciem uczty paschalnej u Żydów, podczas której 
każdy z jej uczestników spoczywał po tej samej stronie 
stołu. Świątynie chrześcijan, poza Bazyliką św. Piotra, były 
architektonicznie zorientowane, czyli zwrócone na wschód, 
ku Chrystusowi powstającemu z martwych jak wschodzące 
słońce. Prawne represje w kulcie eucharystycznym zostały 
zaprowadzone przez kardynałów na skutek nadużyć 
i rozruchów protestanckich w XVI wieku. Wówczas 
uformowano surową, odległą od prostych ludzi formę Mszy, 
zwanej popularnie trydencką. 
Odwrócenie księdza twarzą do ludu w XX wieku, zdaniem 
papieża, nastąpiło z powodu błędnego rozumienia 
uczty jako spotkania wiernych siedzących wokół stołu. 
W efekcie liturgia stała się wymownie klerykalna, 
bo zależna od duchowej sprawności i zdolności reżyserskich 
sprawującego ją księdza. Czy należy więc znów szarpać 
rytuałem, przebudować świątynie i odwrócić kapłana? Nic 
podobnego – konkluduje Ratzinger – ciągła rewolucja niweczy 
duchowy postęp człowieka. Należy jedynie na ołtarzach 
kościołów, między świecami, ustawić znak krzyża, ku któremu 
zwrócony będzie zarówno kapłan, jak i wszyscy wierni.
Moich dyskutantów odsyłam do III rozdziału papieskiej 
książki „Duch liturgii”. A sam z wiarą czekam, 
aż to proste rozwiązanie o krzyżu będzie wreszcie dostrzeżone 
w kościołach w naszej diecezji."
(...)
Księdzu Jarosławowi ku refleksji…
 Od lat z uwagą śledzę publikacje dotyczące liturgii, wśród nich czołowe miejsce zajmuje myśl kard. J. Ratzingera, obecnego papieża Benedykta XVI, szczerze zatroskanego o losy kultu Bożego sprawowanego w świątyniach katolickich. Dał temu wyraz m.in. w wyśmienitej książce pt. „Duch Liturgii”, którą wnikliwie przestudiowałem u początku moich studiów doktoranckich z liturgiki i do której po wielokroć chętnie wracam.

Nie jestem „płockim tradycjonalistą”, jak to określił ks. Jarosław, ale liturgistą, który z uwagą wsłuchuje się w głos Namiestnika Chrystusowego. Podobnie jak każdy kapłan winien jestem Następcy św. Piotra posłuszeństwo w sprawach wiary i doktryny, czego radosnym sercem staram się dochować.

 Nie wiem, jaką „dekretową bombę” przygotowywaną przez obecnego Papieża ma na myśli duszpasterz z parafii p.w. Świętego Krzyża w Płocku; być może tę, o której niedawno wspomniał kard. Antonio Cañizares Llovera, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, w wywiadzie udzielonym włoskiemu „Il Giornale”.[1] Nie przypominam sobie, abym ja lub kolega, z którym byliśmy na spotkaniu zorganizowanym przez ks. Jarosława w w/w parafii dnia 06.11.2010 r. mówił o „wysadzeniu w powietrze liturgicznych zmian Vaticanum II”. Ojciec Święty nigdy nie wypowiadał się „pogardliwie o dokonaniach ostatniego soboru”, wyrażał jedynie – w sposób bezpretensjonalny – głębokie zaniepokojenie zmianami, jakie dokonały się po zakończeniu obrad, m.in. w dziedzinie liturgii, którą pragnie odnowić zgodnie z jego [Soboru Watykańskiego II] nauczaniem, a zarazem w harmonii z liturgiczną tradycją Kościoła, czyli według propagowanej przez Papieża tzw. hermeneutyki ciągłości. Myślę, że jeśli Ks. Wikariusz prześledzi inne publikacje kard. Ratzingera/Benedykta XVI, poza trzecim rozdziałem „Ducha Liturgii”, z pewnością doceni wkład Ojca Świętego w realizowaną za jego pontyfikatu odnowę liturgii.[2]

Najboleśniejszą nieprawdą, którą wyartykułował ks. Tomaszewski w felietonie, a która nie mogła paść z naszych ust jest stwierdzenie, jakoby „płoccy tradycjonaliści” utrzymywali, „że każdy ksiądz powinien sprawować Mszę św. w starym rycie – inaczej grzeszy”. Podobnie słowa, „że istotą nawrócenia człowieka jest zachowanie łacińskiej formy liturgicznych obrzędów – sformułowania te w ustach kapłana, który powinien być świadkiem Prawdy, który powinien łączyć a nie dzielić wiernych na „tych i tamtych” brzmią bardzo niepokojąco.
Myli się Ksiądz Jarosław twierdząc, że Ojciec Święty nie komentuje liturgii „samej w sobie”. Już sam tytuł wiekopomnego dzieła prefekta Kongregacji Nauki Wiary wskazuje, że ma on na uwadze nie tylko zewnętrzny wymiar liturgii, ale sięga głębiej, ukazując jej ducha. Ponadto – początkowe zdanie pierwszej części książki („O istocie liturgii”) ukierunkowuje rozważania autora, stawiającego czytelnikom pytanie retoryczne: „Czym właściwie jest liturgia?” Postrzeganie obecnego Papieża jedynie jako „komentatora wypaczeń i braków reformy” jest nieporozumieniem i świadczy o braku umiejętności syntetycznego podejścia do myśli liturgicznej Ojca Świętego.
Zwrot „represje w kulcie eucharystycznym” nie należy do szczęśliwych i w kontekście przywróconej do łask przez Benedykta XVI mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, do której ks. Tomaszewski nawiązuje i nazywa „trydencką” (przez czterysta lat nikt tak o niej nie mówił) – dyskredytuje zarówno dawne obrzędy, które wykarmiły całe rzesze Świętych Pańskich ery nowożytnej, sprawujących je obecnie księży jak i kapłana, chyba właśnie „pogardliwie” wypowiadającego się o odnowie liturgii, której głównym motorniczym w Kościele Chrystusowym jest obecny Papież.
Zachęcam w tym miejscu, aby doczytać o historii formowania się rytu rzymskiego w stosownych dokumentach, wypowiedziach Magisterium i właściwych tematowi periodykach historyczno-liturgicznych. Gdyby ks. Jarosław zadał sobie trud choćby pobieżnego zapoznania się z materią przed „popełnieniem” felietonu, posiadłby wiedzę wystarczającą do zrozumienia, że tzw. msza trydencka nie powstała (nie została stworzona) na Soborze Trydenckim ani po nim, ale istniejący od stuleci w świecie katolickim obrzęd Mszy świętej został, na polecenie ojców Świętego Concilium, skodyfikowany pod kierunkiem św. Piusa V, obowiązując „po wszystkie czasy” (por. bullaQuo Primum Tempore z 14.07.1570 r.). Genezę Missale Romanum z 1570 r. w sposób kompetentny i naukowy przedstawia nasz rodzimy liturgista bł. abp Antoni Julian Nowowiejski w piątym tomie „Wykładu liturgii Kościoła katolickiego” zatytułowanego „Msza święta”.[3] Myślę, że ks. Jarosław wyświadczy radość Błogosławionemu Męczennikowi (mi można nie ufać, Jemu warto) zapoznając się z dziejami liturgii naszych Ojców.
Jakie to zdumiewające, że tej „surowej, odległej od prostych ludzi formie Mszy” Pasterz diecezji płockiej poświęca przeszło 1600 stron naukowego opracowania (pozostałe aspekty życia liturgicznego Kościoła opisując na kolejnych ok. 3500 stron)… We wprowadzeniu do swojej pracy stwierdza z pokorą:

"Należałoby na klęczkach pisać wykład obrzędów ofiary mszalnej, która przedstawia, wyraża i streszcza wszystką wielkość, piękność i wspaniałość religii Bożej. Ofiara Mszy świętej jest chwałą nieba, zbawieniem ziemi i czyśćca, postrachem piekła. W ofierze tej zawiera się wszystko, co najgodniejsze podziwu aniołów i ludzi. Ona jest skarbem wszystkich łask, zapewnieniem nieśmiertelności, przypieczętowaniem wszystkich dobrodziejstw, jakie Pan Bóg kiedykolwiek nam uczynił".[4]

Co sprawiło, że Biskup – Męczennik w tej „skomplikowanej” Mszy świętej potrafił dostrzec tak wiele? Czy kolejne pokolenia pionierów ruchu liturgicznego XIX i XX w. wychwalało mszę przed samymi sobą, czy raczej ze wszelkich sił starali się ukazać jej piękno i zbliżyć do przeciętnego, prostego człowieka?
Jeśli Ks. Wikariusza nie stać na szacunek dla dawnych i na nowo wskrzeszanych przez Głowę Kościoła Widzialnego rytów, to proszę o uszanowanie chrześcijańskiej Tradycji liturgicznej, o której wybitny prekursor XX-wiecznego ruchu odnowy liturgicznej Odo Casel OSB (niekwestionowany autorytet dla liturgistów „przedsoborowych, soborowych i posoborowych”) wypowiadał się następująco:
 "Nie jest żadnym „historyzmem”, jeśli Kościół pozostaje przy starych, przekazanych przez Tradycję formach Liturgii – przeciwnie – miłość do Tradycji wynika z samej jego istoty, z osobowości Kościoła, który w pewnym sensie ma udział w wieczności Boga – Człowieka. Kościół nie jest Kościołem dnia wczorajszego, który musiałby w nieustannej zmianie ciągle szukać czegoś nowego i to nowe oferować – Kościół posiada skarby, które nigdy się nie starzeją. Dlatego ceni sobie Tradycję. Ludzie, zachowujący się jak owady – „jednodniówki” często nie umieją uszanować tego, co stare – Kościół może poczekać. Nadejdą inne pokolenia, które podziękują mu za jego konserwatyzm".[5]
Kontynuując wywód Benedyktyna, proszę zwrócić uwagę, jak subtelnie odnosi się do historii formowania się liturgii rzymskiej w duchu Kościoła, przyozdabiając ją piękną teologią:

 "Jeśli więc Kościół naszych dni[6] sprawuje ściśle określoną Liturgię, to jest to skutek jego obiektywności i wierności Tradycji, które z kolei bazują na jego wiecznych wartościach. Głębsza obiektywność nie polega jednak na samym tylko trzymaniu się przekazanych form, lecz na źródle i początku Liturgii, wypływającej z ponadosobowego ducha Chrystusa i Kościoła. I jeśli naturalnie dyscyplina kościelna z lubością zachowuje i przekazuje dalej powstałe w chrześcijańskiej starożytności ryty i teksty, to czyni to w poczuciu, iż te właśnie najstarsze czasy w szczególnym stopniu tworzyły liturgię z ducha Kościoła".[7]

Czy tak trudno zrozumieć, co ma na myśli Ojciec Święty mówiąc o potrzebie hermeneutyki ciągłości w liturgii?
Zarzucił nam ks. Tomaszewski „manipulowanie myśleniem J. Ratzingera”, ale w zamian włożył w usta autora „Ducha Liturgii” słowa, których nigdy nie wypowiedział. Rozumiem, że to reprodukcja skonstruowana na potrzeby felietonu, aby nadać mu pikanterii.
Kardynał Prefekt nie mówi o „szarpaniu rytuałem” (wystarczająco mocno szarpano nim po Vaticanum II), a przepychanki w liturgii nie leżą w gestii pokojowo usposobionego papieża Benedykta. We wspomnianym fragmencie książki nie padają żadne pozostałe wymienione w felietonie sformułowania:[8] „przebudowa świątyń, odwracanie kapłana”. Co gorsza, kolejne zdanie przytoczone przez Wikarego z parafii p.w. Świętego Krzyża stanowczo sugeruje dosłowność cytatu z trzeciego rozdziału „Ducha Liturgii” (s. 77)[9]: „Nic podobnego – konkluduje Ratzinger – ciągła rewolucja niweczy duchowy postęp człowieka”. No właśnie – nic podobnego… Kardynał nie powiedział. Dosłowny cytat z tej strony brzmi: "Nic nie jest przecież tak szkodliwe dla liturgii, jak właśnie ciągłe jej 'robienie'" (…). Następne, wyrwane z kontekstu sformułowania również spłycają myśl Josepha Ratzingera; ks. Jarosław pisze: „Należy jedynie na ołtarzach kościołów, między świecami, ustawić znak krzyża, ku któremu zwrócony będzie zarówno kapłan, jak i wszyscy wierni”.[10] Jakież to wszystko proste – tu krzyż, tam chrzcielnica, a tam choinka. Przeciętny czytelnik, jeśli zada sobie trud i prześledzi słowa Kardynała zapisane choćby dwa akapity wcześniej, zrozumie, że kwestię ołtarza i kierunku modlitwy liturgicznej ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary nie sprowadza „jedynie” do krzyża na ołtarzu lub obok niego, ale apeluje o ponowne odkrywanie istoty, w której liturgia chrześcijańska wyraża swój obowiązujący kierunek.[11] Owszem, potrzeba obecności krzyża na ołtarzu jest ważna i oczywista, zwłaszcza w dobie walki z nim w naszym kraju. Wypadałoby jednak choćby słowem dać odpowiedź na proste pytanie – dlaczego ma stać tam, a nie obok ołtarza? Doceniam wiarę ks. Jarosława Tomaszewskiego w kwestii umieszczania krzyży na ołtarzach świątyń naszej diecezji. Pozwolę sobie jednak pozostać w tej materii realistą, wszak „katolik nie frajer”.

dr Adam Matyszewski
liturgista

[1] Por. Andrea Tornielli, Intervista con il prefetto del culto divino, Antonio Cañizares Llovera: Basta con la messa creativa, in chiesa silenzio e preghiera, w: „Il Giornale”, venerdì 24 dicembre 2010; streszczenie w: Bollettino Radio Giornale del 28/12/2010.
[2] Polecam lekturę „O duchu liturgii” R. Guardiniego (Kraków 1993) a zwłaszcza III rozdział książki, na której wzorował się kard. Ratzinger (zbieżność tytułów nie przypadkowa). Guardini szkicuje główne problemy liturgiczne, Ratzinger poszerza je i doprecyzowuje, nadając kształty bardziej konkretne.

[3] Zob. s. 133-253.
[4] A.J. Nowowiejski, Wykład liturgii Kościoła katolickiego, t. 5: Msza święta, Warszawa 2001, s. 1.
[5] O. Casel, Chrześcijańskie mysterium kultyczne, tłum. A.J. Znak, Oleśnica 1992, s. 114-115.
[6] Mowa o I połowie XX w.
[7] Tamże, s. 115.
[8] Chyba że ks. Tomaszewski korzystał z innego tłumaczenia. Pozostaje pytanie – z jakiego?
[9] Tłum. E. Pieciul, Poznań 2002, wyd. Klub Książki Katolickiej.
[10] Aby ten postulat mógł zostać spełniony (w sensie ścisłym) wszyscy uczestnicy liturgii musieliby zająć miejsce po tej samej stronie ołtarza, w przeciwnym razie celebrans będzie patrzył na krzyż od właściwej strony, pozostali będą przyglądać mu się od tyłu.
[11] J. Ratzinger, Duch Liturgii…, s. 76.

sobota, 8 stycznia 2011

W środę 5 stycznia 2011 w Warszawie-Bielanach miała miejsce śpiewana Wigilia Epifanii, czyli czuwanie przed Uroczystością Objawienia Pańskiego. Nabożeństwo rozpoczęło się o godz. 21:30 w pokamedulskim kościele w Lesie Bielańskim.

Na wigilię zaprosili ks. proboszcz Wojciech Drozdowicz oraz Szkoła śpiewania Chorału z jej kantorem, Robertem Pożarskim. Plan celebracji przewidywał:

- 21:30 – I Nieszpory, 
- 22:00 – Matutinum z Genealogią i uroczystym Te Deum, 
- 23:30 – Laudesy, 
- 24:00 – Pasterkę Objawienia Pańskiego,

Wigilia
 jest celebracją święta od samego jego początku, który w liturgicznej rachubie czasu ma miejsce wieczorem dnia poprzedniego. Celebrowanie wigilii to starożytna praktyka, przez wieki kultywowana w całym Kościele, zarówno wschodnim, jak i zachodnim. Niestety na Zachodzie o niej zapomniano, dzisiaj możemy się z nią spotkać tylko w niektórych klasztorach. Pragniemy powrócić do celebrowania wigilii, aby głębiej zanurzyć się w tajemnice naszej wiary.

W czasie wigilii Objawienia Pańskiego uczestnicy mieli okazję pomodlić się tzw. Matutinum. Jest to część godzin kanoniczych, rodzaj jutrzni odprawianej po północy. W liturgii posoborowej jej najbliższym śladem jest Godzina Czytań.
Matutinum składało się z trzech nokturnów – psalmów przeplatanych czytaniami, Ewangelią, z uroczystym Te Deum.

KOMENTARZ
Piękne śpiewy, ale za długie. Nawet chorał w pewnym momencie może zacząć nużyć. 3 godziny śpiewów to zdecydowanie za wiele (przynajmniej dla słuchacza). Tym bardziej, że aura nie była sprzyjająca (przenikliwe zimno). Wydaje się, iż wystarczyło odśpiewać I Nieszpory i zakończyć je uroczystym Te Deum, a potem Msza święta. 
Kwestia wykonawcza 
Doceniam kunszt wokalny pana Roberta Pożarskiego i szkołę Marcela Peresa, pod okiem którego doskonalił warsztat. Pozostanę jednak przy większej sympatii dla chorału w czystej postaci - brzmiącego niebiańsko i anielsko. Melizmaty, obiegniki - właściwe bodaj okresowi muzycznego renesansu - nie sprzyjają według mnie owocnemu odbiorowi treści biblijnych, które niesie z sobą chorał gregoriański. M. Peres i jego uczniowie, jak mi się wydaje, proponują śpiew chorału pełnym głosem. Taka metoda wykonawcza przybliża chorał do śpiewów ludowych, co chyba nie służy oddaniu właściwego i wzniosłego charakteru tego najważniejszego i pierwszego śpiewu Kościoła Zachodniego. 
Tak, czy siak - Panu Robertowi i jego podopiecznym - chwała! 

A. Matyszewski

niedziela, 12 grudnia 2010

Św. Paweł - Wielki Apostoł... i spora recenzja książki ks. prof. Bogusława Nadolskiego


Recenzja książki:
Ks. Bogusław Nadolski SChr, Św. Paweł – Wielki Apostoł, wyd. PETRUS, Kraków 2008, ss. 95.
28 czerwca 2008 roku, w wigilię Uroczystości świętych Apostołów papież Benedykt XVI ogłosił „Rok Świętego Pawła”. Aktu jego symbolicznego otwarcia Namiestnik Chrystusowy dokonał przy grobie Apostoła Narodów, w rzymskiej bazylice za Murami. Okazją do pochylenia się nad osobą i działalnością tego wybitnego Ewangelizatora stanowi 2000. rocznica jego urodzin.
To ważne wydarzenie w Kościele nie mogło ujść uwadze ks. prof. dra hab. Bogusława Nadolskiego, który znany jest z chętnego podejmowania bieżącej problematyki dotyczącej życia Winnicy Pańskiej. Mieszkający na co dzień w Poznaniu Kapłan Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii zagranicznej, emerytowany wykładowca polskich uczelni katolickich, autor wielu publikacji liturgicznych i teologicznych – to zaledwie źdźbło informacji i zasług, jakie ksiądz Nadolski położył w zakresie studium nad szeroko rozumianymi sprawami wiary.
Kieszonkowe przygotowanie do druku i wydanie publikacji o św. Pawle, ukazujące się staraniem krakowskiej oficyny PETRUS zostało podzielone na cztery rozdziały, poprzedzone wprowadzeniem, dołączonym spisem wykorzystanej literatury, wyjaśnieniami umiejscowionymi w capitulum pracy i zakończeniem. Wszystko na 95 stronach łatwego do czytania druku.
We wstępie pracy Autor przywołuje na pamięć wydarzenie inaugurujące „Rok św. Pawła”. Ojciec Święty określając ramy czasowe jego trwania (28.06.2008-29.06.2009), wyraził nadzieję, że „różne inicjatywy, które będą podejmowane z tej okazji, przyczynią się do odnowienia zapału misyjnego i pozwolą zacieśnić nasze relacje z braćmi ze Wschodu i z innymi chrześcijanami, którzy podobnie jak my darzą czcią Apostoła Narodów”.
Fizycznym znakiem roku jubileuszowego będą zapalone przed Bazyliką św. Pawła, a także w niektórych miastach Turcji i na Malcie (żywo związanymi z osobą Apostoła) lampy oliwne, do których wierni mogą dolewać oliwę na znak ich modlitwy zanoszonej za wstawiennictwem Świętego. Duchowego charakteru obchodów dopełni uroczysta liturgia sprawowana całym rokiem w Bazylice św. Pawła za Murami we wtorki i piątki.
W dalszym ciągu wprowadzenia zostaje czytelnikom przybliżona postać Pawła z Tarsu, który w Liście do Filipian (3, 5-7) przedstawia się jako „obrzezany ósmego dnia, z rodu Izraela, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków, według prawa – faryzeusz, co do gorliwości – prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości wynikającej z Prawa – człowiek nienaganny. To jednak, co było dla mnie zyskiem uważam za stratę ze względu na Chrystusa”.
Szaweł – Sani, łacińskie Saul (Saulos), Szaul – sam nazywał siebie Paulos (Paulus, 1 Tm 1, 1). Żyd urodzony ok. 8 r. po Chrystusie w stolicy Cylicji – Tarsie (dzisiejsza Turcja), mieście, które zasłynęło z kuźni filozofów i szkół stoickich, posiada zdobyte przez jego rodziców obywatelstwo rzymskie, studiuje w Jerozolimie pod okiem Gamaliela Starszego, poznaje trzy języki: hebrajski, aramejski i grecki. Żarliwy faryzeusz i prześladowca chrześcijan, gotowy osobiście dołożyć ręki do zabójstw dokonywanych na znienawidzonych uczniach Pańskich, asystuje przy kamienowaniu Szczepana. Nie wykonuje osobiście wyroków śmierci z powodu niepełnoletności, która przed ukończeniem 30 r. życia (według prawa żydowskiego) dyskwalifikowała go jako kata chrześcijan. Ok. 35 r. pod Damaszkiem Szaweł doznaje olśnienia za sprawą samego Chrystusa, czyniącego mu wyrzuty z powodu prześladowania Kościoła, tj. Jego Mistycznego Ciała. Interwencja Zbawiciela wywarła wpływ na całą późniejszą teologię autora kilkunastu listów do chrześcijańskich wspólnot rozproszonych od Galilei po Rzym. Wraz z nawróceniem, symbolicznym przybraniem nowego imienia Bóg obdarowuje Pawła ewangelizacyjnym zapałem, który będzie mu towarzyszył aż do męczeńskiej śmierci. Wyrazem pragnienia niesienia Dobrej Nowiny na krańce świata były trzy podróże misyjne, które Apostoł odbył: do Cypru i środkowej części Azji Mniejszej (ok. 45-49 r.), Azji Mniejszej, Macedonii i Grecji (ok. 50-52 r.) i do Efezu (ok. 53-58 r.). Po odbyciu dwóch lat w więzieniu wyrusza do Rzymu, zatrzymując się po drodze na Malcie. Ostatnim terem misyjnym była Hiszpania, Efez i Macedonia. Uwięziony w czasie prześladowania chrześcijan rozpętanego po pożarze Rzymu (64 r.) został skazany na śmierć i ścięty w stolicy Cesarstwa w 66 lub 67 r. przy Aquae Salviae za Bramą Ostyjską.
Ten najbardziej wykształcony z apostołów, zyskawszy sobie tytuł „pierwszego po Jedynym” (św. Piotrze) dla pierwotnego chrześcijaństwa był przede wszystkim misjonarzem. Z fizjonomii, pisze Liturgista z Poznania – niskiej postury, łysy, o pałąkowatych nogach, krzaczastych brwiach, wydłużonym nosie. Czasem miał wygląd człowieka, niekiedy pełnego dobroci anioła.
Z wielu powodów, zdaniem ks. Nadolskiego, postać św. Pawła zasługuje na przypomnienie. Autor publikacji zachęca do zauważenia Apostoła jako: świadka Chrystusa, posiadającego niezwykle ciekawą osobowość, głosiciela i nauczyciela pogan, niestrudzonego misjonarza, który zmienił starożytny świat, mistyka zatopionego w Chrystusie (słynne en Christo pojawia się w jego pismach ponad 200 razy), wizjonera, proroka, trzeźwego myśliciela o szerokich perspektywach, umiejącego łączyć radykalizm głoszonej wiary z poetyką wiary.
Działalność apostolska św. Pawła, jak przypomina Ksiądz Profesor, oznaczała zwrot w historii rodzącego się Kościoła. Ten młody, wykształcony faryzeusz i żarliwy wyznawca prawa mojżeszowego, u którego krzyż wywoływał oburzenie, stał się jego gorliwym wyznawcą i uczniem Ukrzyżowanego, głosząc Chrystusa wszystkim narodom (1 Kor 1, 23).
Głównym celem, jaki stawia sobie Autor opracowania jest przybliżenie czytelnikom oraz objaśnienie tekstów euchologijnych i biblijnych w Mszach świętych sprawowanych w liturgiczne wspomnienia św. Pawła: święto jego nawrócenia (25.01) i uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła (29.06). Tym dniom odpowiadają również modlitwy i teksty Liturgii Godzin, które ks. Nadolski również przybliża, wyrażając nadzieję, że będą one skromnym wkładem w duszpasterski wymiar Roku Nauczyciela Narodów.
 Poznański Teolog przypomina za Prudencjuszem, że w Uroczystości świętych Piotra i Pawła „światło dwóch jaśnieje w jednym święcie”. To połączenie imion obu apostołów uderza tym bardziej, że rzadko się ze sobą spotykali. Paweł poznał pierwszego z uczniów Pańskich dopiero po trzech latach swojej misyjnej działalności a ich relacja na gruncie rozumienia przesłania Chrystusowego nie wolna była od słownych konfrontacji. Śmierć męczeńską przyjęli w innych miejscach, różne są też miejsca ich pochówku, choć obu czczono już od ok. 130 r.
Po naświetleniu genezy uroczystości obchodzonej 29 czerwca ks. Nadolski za Mszałem Pawła VI przedstawia teksty z mszy w Wigilię i mszy w dzień. W dniu „świętej radości” liturgia wzywa wiernych do radowania się w Panu, a Kościół otrzymując od apostołów początek wiary, użyźniony ich krwią prosi słowami kolekty o niezbędne dla siebie dary. Obfite wyjaśnienie czytań i tekstu psalmu, jakiego dokonuje Ksiądz Profesor, prowadzi do kolejnego momentu modlitewnego – Liturgii Godzin. Autor poddaje analizie hymny, teksty z Godziny Czytań, a nawet psalmy i kantyki poszczególnych części Oficjum. Podobną metodologię dostrzegamy w przybliżaniu czytelnikom Święta Nawrócenia „apostoła pogan”.
W trzeciej części pracy („Inne formy czci św. Pawła”) ks. Nadolski przypomina o istnieniu pozaliturgicznego kultu Apostoła. Jego imię zostało nadane jednej z największych na świecie aglomeracji miejskich – brazylijskiemu San Paulo; w samej Polsce blisko 150 miejscowości wzięło swoją nazwę od imienia Paweł. Święty, o czym nie wszyscy wiedzą, był w przeszłości patronem wytwórców namiotów, koszykarzy, wikliniarzy, powroźników, czy tkaczy. Obecnie za swojego patrona obierają go bractwa rycerskie, teologowie, duszpasterze, dziennikarze. Istnieją na świecie, choć nieliczne, kościoły pod wezwaniem św. Pawła; wielokrotnie za to jego postać zachowała się w chrześcijańskiej ikonografii, przedstawiana wraz z bogactwem atrybutów: barankiem, koniem, kością słoniową, mieczem czy księgą.
Ostatni rozdział opracowania stanowi zachętę Autora do pełniejszego realizowania tego, co Kościół nazywa communio sanctorum poprzez umiłowanie Patrona Roku Jubileuszowego, który jako święty przyjaciel i współdziedzic Jezusa Chrystusa pragnie nas do Niego prowadzić i z Nim jednoczyć.
Tyle o treści książki pióra ks. Nadolskiego. Pozwólmy sobie teraz na ukazanie dyskusyjnych kwestii, nad którymi pochyla się poznański Liturgista, sam poniekąd prowokacyjnie zachęcając do kontynuowania rozmowy nad św. Pawłem.
Wątpliwości budzi niekryty zachwyt Ks. Profesora nad Teilhardem de Chardin (przywołanym w związku z analizą Psalmu 95 obecnego w Liturgii Godzin – dzień świętych Apostołów, 29.06), którego nazywa „wspaniałym myślicielem” (s. 27). Przypomnijmy, że już przed 60 laty ks. de Chardin otwarcie krytykował największego spośród Ojców Kościoła św. Augustyna, mając mu za złe wprowadzenie porządku nadprzyrodzonego. Odnotujmy również zaledwie dwie uwagi uczonych na temat filozofii słynnego jezuity. W „Le Figaro Littéraire” z 23 września 1965 r. Jean Rostand o pracach Teilharda wypowiedział się następująco: „Dowiodłem, że Teilhard w najmniejszym stopniu nie rozjaśnił wielkiego problemu ewolucji organicznej”. Sir Peter Medawar, laureat nagrody Nobla, mówi o bezładzie umysłowym Teilharda i przesadnej ekspresji, która, jak twierdzi, graniczy z histerią. Podkreśla on, że procedury badawcze „Fenomenu człowieka” nie są naukowe. Sir Peter dodaje, że pracom Teilharda w ogóle brak struktury naukowej, że kompetencje Teilharda w jego dziedzinie są skromne, że nie wie on ani na czym polega argument logiczny, ani na czym polega dowód naukowy i że nie przestrzega norm, jakich wiedza naukowa wymaga.1]
Dyskusyjne jest przywoływanie w początkowo obiecująco brzmiącym tytule 4 rozdziału („Aby głębiej rozumieć i doświadczać kontaktu ze świętymi”) opinii o kulcie świętych Marcina Lutra, który, jak pisze Autor, występował przeciwko nadużyciom, wręcz magicznemu stosunkowi do kontaktów ze świętymi. Na podstawie „wniosków dowodowych”, które podaje ks. Nadolski, można odnieść subiektywne wrażenie, że katolicki teolog przychyla się do krytyki twórcy protestantyzmu. „Niepogłębiona znajomość Jezusa Chrystusa, konkluduje, może prowadzić do przeceniania roli świętych (s. 68)”. Pewnie uwaga trafna, ale nie na obecne czasy. Trudno przecież sądzić, aby mizerny kult Świętych Pańskich w XXI wieku[2] stanowił zagrożenie dla „chrystocentryzmu”. Z drugiej zaś strony nawet stosunek katolików do Pana Jezusa może posiadać znamiona „magiczności”, np. wówczas gdy Zbawiciela traktuje się jak kogoś oddelegowanego do „zadań specjalnych”, tj. spełniania naszych pobożnych życzeń. Ponadto, jak uczy teologia duchowości, żaden święty nie pragnie chwały dla siebie, ale zawsze „przekierowuje” ją na Stwórcę i do Niego chce nas prowadzić. Czy odważyłby się ktoś powiedzieć o Matce Bożej, że jest w naszym narodzie nazbyt czczona, że modląc się za Jej cudowną przyczyną odbieramy cześć Chrystusowi? Od niepamiętnych czasów Kościół naucza „Przez Maryję do Chrystusa”. Siła polskiego katolicyzmu tkwi w jego Maryjności i pobożnej czci oddawanej świętym. W końcu – kto, jeśli nie święci doskonale przemienieni w Chrystusie – mają być nauczycielami świętości, do której Bóg nas wzywa!
Wiara, że ci, którzy są na zawsze zjednoczeni z Panem życia w wieczności, którzy w pełni dostępują wizji uszczęśliwiającej, mogą się za nami wstawiać – co więcej, są powołani do tego wstawiennictwa – jest zakorzeniona w głębokiej wspólnocie, jaka istnieje między Kościołem walczącym, cierpiącym i triumfującym. Wspaniałym przejawem niezniszczalnej więzi jedności w Chrystusie oraz więzi chrześcijańskiej miłości, za którą [miłością] sam ks. Nadolski opowiada się pod koniec opracowania, jest to, że możemy zwracać się do świętych i prosić ich o wstawiennictwo. Niewyczerpana miłość, jaką święci obejmowali braci podczas swego życia doczesnego, nie gaśnie w momencie ich śmierci. Taka jest siła tej więzi, która jednoczy ich z braćmi w Chrystusie. Nie możemy w końcu zapominać, że doktryna Kościoła o usprawiedliwieniu kładzie nacisk na możliwość pełnego przemienienia ludzi w Chrystusie, możliwość zostania świętym.[3]
Na tej samej stronie (68) Poznański Liturgista stwierdza, iż „święty nie jest wzorem do naśladowania. Jedynym wzorem dla chrześcijanina jest Jezus Chrystus”. Taka wykładnia teologii świętych może poważnie zaniepokoić przeciętnego katolika. Co mamy zatem począć z wiekopomnym dziełem Tomasza á Kempis „O naśladowaniu Maryi”? Co sądzić o świetlanej postaci św. Maksymiliana Marii Kolbego, wielkiego czciciela Matki Bożej (Najświętszej pośród Świętych), o której wielokrotnie mawiał „Niepokalana – nasz Wzór (nasz Ideał)”?[4] Słynny konwertyta z anglikanizmu, późniejszy kardynał Newman, sumiennie i ze czcią rozważa najwyższy i głęboko katolicki szacunek dla Najświętszej Maryi Panny oraz to zupełnie wyjątkowe miejsce, jakie powinna ona zajmować w życiu religijnym. W tym samym duchu mówi o świętych.[5] Każdy święty, którego osobowość wyraźnie ujawnia jego przemienienie w Chrystusie, który ukazuje jakość świętości z jej nadprzyrodzoną wonią i blaskiem, jest dowodem, że my również, pomimo całej naszej nędzy i grzeszności, możemy osiągnąć całkowite przemienienie w Chrystusie. Święci przez samo swoje istnienie nie tylko nawrócili niezliczoną ilość ludzi, ale skłonili również wielu do zadania wraz ze św. Augustynem pytania: „Jeśli ci mogą osiągnąć świętość, to czemu nie ja?”[6]
Kolejnym trudną do zaakceptowania sentencją ukutą przez ks. Nadolskiego jestpoddanie w wątpliwość świętości Kościoła, która zdaniem Autora opracowania „jest niedoskonała, nie w pełni zrealizowana, wciąż oczekiwana (s. 70)”. Pytamy więc:czyż mimo grzeszności członków Kościoła, w historii zbrukanej przez ludzką słabość, błędy, niedostatki i grzech – On sam nie pozostaje nieskalany? Czyż cud niezliczonych rzesz świętych, jakich wydał Kościół w toku swej historii, nie odróżnia jego historii od wszelkich innych ludzkich instytucji, i czy nie świadczy o jego boskości? Zasadniczą cechą prawdziwego Kościoła jest właśnie to, że w odróżnieniu od czysto ludzkich instytucji wspólnot pozostaje on zawsze święty, jeden i ten sam pod względem wiary, której strzeże. Tożsamość Kościoła katakumb z Kościołem Soboru Nicejskiego, Kościoła Soboru Trydenckiego z Kościołem obu Soborów Watykańskich świadczy o tym, iż jest on instytucją Boską. Kościół „jutra”, który miałby zastąpić Kościół „dnia wczorajszego”, byłby sprzeczny z samą naturą Kościoła.[7]
W Zakończeniu pracy ks. Nadolski zdaje się kierować do czytelników odezwę, rodzaj duchowego testamentu związanego z właściwą, Jego zdaniem, formą kultu świętych, których „uczczenie najpełniej i najdoskonalej realizuje się w miłości drugiego człowieka…” (s. 84). Ta dość niespodziewana konkluzja tchnie nutą sentymentalizmu, zważywszy na fakt, że słowo „miłość” [w domyśle – braterska] pojawia się w tekście jeszcze kilkakrotnie i niestety nie wiąże się ani nie wynika z odwiecznej miłości Boga. A przecież to od Niego pochodzi łaska miłowania przyjaciół i tych, którzy nas nienawidzą. Nie czyniąc z miłości Bożej pierwszorzędnego źródła łaski i sposobności do oglądania w jej świetle bliźnich możemy popaść w miłość humanitarną, a stąd już nie daleka droga do wyparcia miłosierdzia i chrześcijańskiej miłości przez filantropię.
Pisząc chwilę dalej, iż „przez chrzest staliśmy się braćmi Jezusa Chrystusa” (s. 84) ks. Bogusław popada w równie niebezpieczną tonację, z której może pobrzmiewać zbyt mocna nuta wyjaskrawiająca człowieczeństwo naszego Pana i Boga ze szkodą dla Jego Bóstwa, a może nawet słychać nieświadomą zachętę uczynienia Tego, który jest Alfą i Omegą, Pierwszym i Ostatnim – przyjacielem z sąsiedztwa, z którym raźniej iść przez życie.
Książkę kończy pełna poezji i wiary w człowieka sentencja o świętych, którzy „ofiarowali swój egoizm Temu, który zawsze może rozwinąć złamane skrzydła i w miłości Boga, w twarzy drugiego człowieka odnaleźć swoje prawdziwe imię – sekret człowieczeństwa: MIŁOŚĆ” (s. 89). Nie zamierzam w tym miejscu cytować znanej wszystkim sentencji Gilberta Keitha Chestertona o sentymentalnym nadużywaniu tego "najwspanielszego z ludzkich słów", zapytam jedynie siebie i księdza Bogusława: czy ta MIŁOŚĆ wszystko nam wybaczy? Oby.
Pomimo pewnych wątpliwości i kwestii dyskusyjnych pozycję Księdza Profesora należy przyjąć z otwartością i nadzieją, że zachęci ona niejednego duszpasterza, katechetę czy świeckiego do wzmożonych poszukiwań i refleksji nad osobą oraz nauką św. Pawła – tak, aby każdy z nas zasłużył na chwałę nieba, choćby droga do niej wiodła przez męczeństwo i ofiarę z życia.
Adam Matyszewski


[1] Por. Czasopismo „Mind” 70 (1961) s. 99-106; zob. także: zbiór artykułów w: P. Medawar, Teilhard et la science, „Itinéraries” 96 (1965).
[2] Na naszym podwórku choćby Błogosławionych Biskupów Męczenników.
[3] Tu właśnie należy upatrywać najgłębszych różnic między Kościołem katolickim a doktryną sola fide Lutra. Możliwość zostania świętym ma głęboki związek z katolicką koncepcją grzechu pierworodnego, ze współpracą z Łaską, do której to współpracy jest wezwany każdy człowiek ochrzczony, z wolnością woli oraz wieloma innymi składnikami depozytu wiary katolickiej. Jeśli ktoś nie przywiązuje wagi do tego centralnego punktu doktryny Kościoła, zdradza poważny symptom utraty prawdziwej wiary; D. von Hildebrand, Trojan Horse in the City of God. The Catholic Crisis Explained, Manchester 1993, s. 336.
[4] W domyśle – Maryja jako Wzór do naśladowania, jako Ideał, do którego realizacji w nas mamy dążyć.
[5] Por. J.H. Newman, Odnajdywanie Matki. List do wielebnego Edwarda Bouviere Puseya, doktora teologii, dotyczący jego ostatniego „Eireniconu”, W. Życiński (tłum.), Niepokalanów 1986.
[6] Por. D. von Hildebrand, Trojan Horse…, dz. cyt., s. 334.
[7] Mocnych słów w tej materii używa wybitny filozof Dietrich von Hildebrand, nazwany przez Piusa XII Doktorem Kościoła XX wieku: „Ten, kogo idea Kościoła zmieniającego się porusza bardziej niż wspaniała tożsamość i stałość Kościoła, utracił sensus supranaturalis i pokazuje, że nie kocha już Kościoła”; tamże, s. 294.

środa, 8 grudnia 2010

BŁ. ANTONI JULIAN - NASZ PATRON

Instytut im. Antoniego Juliana Nowowiejskiego...
...jest odpowiedzią na: 
  • pragnienie przybliżania postaci biskupa diecezji płockiej (1908-1941) wybitnego liturgisty, teologa, miłośnika historii płockiego Mazowsza, ojca wielu pokoleń kleryków, księży, pasterza powierzonych Mu wiernych,
  • pragnienie popularyzacji liturgii z jej wszystkimi aspektami...,
  • 70. rocznicę męczeńskiej śmierci Arcybiskupa Antoniego (28.05.2011), 80. rocznicę nadania mu tytułu honorowego obywatelstwa miasta Płocka, honorowego członka Towarzystwa Naukowego Płockiego i doktoratu honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego, 130. rocznicę święceń kapłańskich (10.07.2011),
  • znaki czasu, których odczytywanie wraz z Ojcem Świętym Benedyktem XVI (sentire cum Papa) uświadamia nam pilną potrzebę odnowy współczesnej liturgii, teologii, pobożności...,
  • radosny zryw młodych serc, którym postać Biskupa Męczennika jest bliska, których porwał swoim umiłowaniem spraw Bożych...
BIOGRAM

Bł. Antoni Julian Nowowiejski
 (ur. 11 lutego 1858 w Lubieni k. Starachowic, zm. 28 maja 1941 w Działdowie). Większość życia spędził w Płocku, tu ukończył seminarium i przyjął święcenia kapłańskie (1881). Gruntownie wykształcony w Akademii Duchownej w Petersburgu przez szereg lat pracował naukowo i wydawał kolejne publikacje, m. in.: „Śpiew liturgiczny, muzyka i chóry Kościoła katolickiego” (1886), „Agenda pasterska” (1893), „Ceremoniał parafialny” (1894), „Płock. Monografia historyczna” (1917, 1931), „Pastorologia” (1924, 1931), „Wykład Liturgii Kościoła katolickiego” (1893-1931). Profesor Seminarium Duchownego w Płocku, wykładowca liturgii, teologii moralnej i łaciny, rektor kościoła poreformackiego, wiceregens i regens seminarium, opiekun seminaryjnych zbiorów bibliotecznych, ceremoniarz kościoła katedralnego, honorowy kanonik płocki, autor kilkudziesięciu haseł do „Encyklopedii Kościelnej” bpa Michała Nowodworskiego, gremialny kanonik katedralny oraz prepozyt tej kapituły odpowiedzialny za przebudowę i upiększenie płockiej katedry; oficjał i wikariusz generalny, w końcu szambelan i prałat papieski. Jako biskup płockikonsekrował prawie 40 kościołów. Za jego przyczyną w mieście i diecezji pojawiły się nowe zgromadzenia zakonne. W l. 1909-1919 sekretarz Episkopatu Polski, założyciel i pierwszy prezes Krajowego Związku Misyjnego Duchowieństwa.
W okresie swojego posługiwania w diecezji (1909-1939) utworzył szkołę organistowską, Katolicki Uniwersytet Ludowy, Instytut Wyższej Kultury Religijnej. Przeprowadził dwa synody diecezjalne, zainicjował Akcję Katolicką. Przyczynił się do powstania Towarzy­stwa Bibliotek Parafialnych, pole­cił zakładać biblioteki dekanalne. Powołał do istnienia kościelne muzeum diecezjalne oraz Komitet Diecezjalny Płocki Opieki nad Przedmiotami Sztuki i Archeologii Kościelnej. Utworzył Niższe Seminarium Duchowne. Dokonał rozbudowy seminarium, gmachu Biblioteki i Archiwum Diecezjalnego. Z myślą o księżach starszych i chorych założył dom emerytalny. Organizował opiekę duszpasterską i materialną nad emigrantami. W czasie I wojny światowej polecił zakładać przy każdym kościele „Opiekę parafialną”; zajął się ratowaniem głodnych dzieci robotników, a w okresie kryzysu gospodarczego polecił zakładać księżom „Komitety dla głodnych”.
W 1920 r. papież Benedykt XV mianował go asystentem tronu pa­pieskiego oraz nadał mu tytuł hrabiego rzymskiego, zaś Pius XI mianował go w 1930 r. arcybiskupem tytularnym Silyum. Z okazji 50-lecia kapłaństwa, które obchodził w 1931 r., otrzymał Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu „Polonia Restituta”; Uniwersytet Warszawski nadał mu doktorat honoris causa, od Rady Miejskiej otrzymał zaś Honorowe Obywatelstwo miasta Płocka. Był również wiceprezesem Towarzystwa Naukowego Płockiego i jego członkiem honorowym.
Poniósł śmierć męczeńską w obozie koncentracyjnym w Działdowie. Ogłoszony błogosławionym przez Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. w Warszawie.
opr. A. Matyszewski
LITANIA DO BŁOGOSŁAWIONEGO ANTONIEGO JULIANA, 
BISKUPA I MĘCZENNIKA

Kyrie elejson. Chryste elejson, Kyrie elejson.
Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże - zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże - zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże - zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże - zmiłuj się nad nami.
Święta Maryjo, Królowo męczenników - módl się za nami.
Błogosławiony Antoni Julianie, biskupie i męczenniku - módl się za nami.

Pokorny sługo Boga - módl się za nami.
Żarliwy pasterzu Kościoła Płockiego
Niezłomny obrońco Ewangelii
Nauczycielu prawdy
Miłośniku liturgii
Czcicielu Eucharystii
Piewco chwały Bożej
Opiekunie ubogich
Orędowniku misji
Kronikarzu dziejów ojczystych

Wzorze świętości pasterzy
Wzorze umiłowania Ludu Bożego
Wzorze wiary i prostoty
Wzorze duchowości
Wzorze prawości
Wzorze pracowitości
Wzorze sumienności
Wzorze pogody ducha

Męczenniku stojący na straży godności człowieka
Męczenniku mężnie znoszący zniewagi i cierpienia
Męczenniku przewodzący modlitwie w więzieniu
Męczenniku niezachwianie broniący krzyża
Męczenniku przebaczający oprawcom
Męczenniku do końca wiemy swojej owczarni
Męczenniku ofiarujący życie za siostry i braci
Męczenniku chwalebny

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata - przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata - wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata - zmiłuj się nad nami.

K. Módl się za nami błogosławiony Antoni Julianie.
W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się.
Wysławiamy Cię, Boże, Ojcze Pana naszego Jezusa Chrystusa i wielbimy Twoje miłosierdzie. Ty bowiem uczyniłeś arcybiskupa Antoniego Juliana godnym tego dnia i tej godziny, w której wyznając święte imię Jezus, oddał swe życie za Ewangelię, Kościół, Twojego Syna i Naród polski. Wspominając wielkość tej ofiary, prosimy, abyś za jego wstawiennictwem udzielił nam łask potrzebnych do codziennego życia. Pragniemy bowiem w zdrowiu i w chorobie, w radości i smutku, w pełni sił, jak i w umieraniu ufać Tobie i dawać o Tobie świadectwo. Przez Chrystusa, Pana naszego.
W. Amen.

(tekst litanii zatwierdzony przez bp. Piotra Liberę pismem nr 1245 / 2008 z dnia 3 maja 2008 r.)

HYMN INSTYTUTU:


 Błogosławiony Antoni Julianie
 Twojej pomocy wzywamy dziś.
Miłością obdarz, nadzieją i wiarą,
Prowadź nas prosto do niebios bram!

1. O Pasterzu, w dobroci Twej,
Wszystkie dziatki w opiece miej.
Oddajemy Ci serca swe,
Ty w pokorze kształtuj je.

2.  O Patronie trudnych dni,
Przybądź, prowadź, oświeć dziś.
Opiekunem naszym bądź,
Błogosławieństwem obdarzaj wciąż.

  3.     Dobry Ojcze, proszę Cię,
  Uczyń szczęśliwym życie me.
  Niech Twej męczeńskiej chwały blask
 Opromienia wszystkich nas.

(sł. i muz. A. Matyszewski)