Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duch liturgii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duch liturgii. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 stycznia 2011

Nasz redakcyjny Kolega, miłośnik historii Kościoła, również był uprzejmy ustosunkować się do felietonu ks. Jarosława


W numerze 50. dodatku płockiego „Gościa Niedzielnego” ks. Jarosław Tomaszewski porusza temat dyskusji ze środowiskiem płockich wiernych przywiązanych do mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Z przykrością stwierdzam, że poruszone zagadnienia Autor felietonu traktuje pobieżnie, nie wspominając ani słowem o historii rozwoju rytu rzymskiego.
 Przede wszystkim ks. Tomaszewski chyba nie zauważył, że od 3 lat każdy kapłan ma prawo wyboru formy celebracji mszy czy to według Novus Ordo Missae Pawła VI z kolejnymi jego edycjami czy też według Mszału św. Piusa V według wydania z 1962 r. Sam fakt „liberalizacji” dostępu do mszału tradycyjnego uczyniony przez Ojca Świętego Benedykta XVI na mocy Motu proprio Summorum Pontificum jest odpowiedzią na liturgiczną rewolucję, która miała miejsce po Vaticanum II.[1]

Od czasu wprowadzenia Mszału Pawła VI tzw. msza trydencka była – co tu dużo mówić – prześladowana, na co jest wystarczająca liczba świadectw. Trzeba wspomnieć, że kolejne indulty na celebrację według rytu przedpoborowego z 1984 i 1988 r. uzależniały celebrację od zgody biskupów diecezjalnych i od ich wielkoduszności. Jaka to była wielkoduszność niech świadczy fakt, że prośby o zgodę na indult były przechowywane latami w kurialnych biurkach.
 Kardynał Ratzinger od samego początku reformy liturgicznej wypowiadał się negatywnie na jej temat. Pośród wielu przykładów na uwagę zasługuje Wprowadzenie jego autorstwa do francuskiego wydania książki prałata Klausa Gambera „Reforma liturgii rzymskiej. Problemy i tło”; ubolewał wówczas, że posoborowa reforma liturgiczna nie przebiegała zgodnie z oczekiwaniami ojców soborowych ani zwykłych świeckich. Pisał: „Na miejsce liturgii będącej owocem rozwoju liturgicznego przyszła liturgia sfabrykowana. Porzuciliśmy organiczny, żywy proces wzrostu i zastąpiliśmy ją – jak w procesie wytwórczym – banalnym, sfabrykowanym, stworzonym na poczekaniu produktem”.[2] A w swojej autobiografii „Moje życie” kardynał Ratzinger zwierza się: „Byłem zaniepokojony zakazem używania starego mszału, ponieważ nic takiego nie wydarzyło się w całej historii liturgii”.[3]

W dalszej części felietonu ks. Tomaszewski porusza kwestię orientacji ołtarza i związaną z nią celebracją versus populum.
Sposób obrócenia ołtarza, a co za tym idzie celebransa w stronę ludu został potępiony przez Piusa XII w encyklice Mediator Dei; przestrzega on przed archeologizmem liturgicznym, który ma polegać na powrocie do pierwotnych form liturgicznych.[4] Sam Sobór Watykański II w „Konstytucji o liturgii” słowem nie wspomina o celebrowaniu twarzą do ludu. Jedynie instrukcja Inter Oecumenici w paragrafie 91 nadmienia, iż „Pożądane jest wystawienie ołtarza wielkiego w takim oddaleniu od ściany, aby go łatwo można obejść i aby celebra mogła się odbywać twarzą do ludu; w świątyni zaś ołtarz powinien zająć takie miejsce, aby rzeczywiście stanowił ośrodek, na którym samorzutnie skupia się uwaga całego zgromadzenia wiernych”. Przeciętnego katolika musi dziwić, że opcjonalność po Vaticanum II przyjęto jako nakaz. 
Podsumowując powyższe zagadnienie w „Duchu Liturgii” kardynał Ratzinger powołuje się na słowa wybitnego badacza tematu, o. Bouyer’a: „Nigdzie w chrześcijańskiej starożytności nie mogła pojawić myśl, że przewodniczący uczcie powinien zajmować miejsce versus populum. Wspólnotowy charakter posiłku był podkreślony właśnie przez porządek przeciwny, czyli fakt, że wszyscy uczestnicy pozostawali po tej samej stronie stołu”.[5] Jak w takim układzie ma się do tego hasło posoborowych reformatorów w sprawie powrotu do form starożytnych?
Ks. Tomaszewski w końcówce swojego felietonu mówi o prawnych represjach w kulcie Eucharystii wprowadzonych przez kardynałów wskutek protestanckiej reformacji; stwierdza: „…uformowano surową, odległą od prostych ludzi formę Mszy, zwanej popularnie trydencką”. Czy forma nadzwyczajna rytu rzymskiego rzeczywiście jest tak odległa dla prostych ludzi? Wynika z tego, że forma zwyczajna ze swoją „szlachetną prostotą” jest bliższa ludziom. Dlaczego? Tego z felietonu się nie dowiemy.
 Łatwo krytykujemy stare, zapominając, że obecne „nowe” przeważnie stoi w niezgodzie z wytycznymi Ojców soborowych, którego pierwszy i sztandarowy dokument „Konstytucji o liturgii” obligatoryjnym czyni znajomość przez wiernych łacińskich odpowiedzi i stałych części mszy. Pomijam prawie całkowity zanik chorału gregoriańskiego („własny śpiewu liturgii rzymskiej!” KL 116), który po Watykańskim II został zastąpiony gitarami, bębnami, keyboardami i podobnymi instrumentami.
To nie kardynałowie wprowadzili prawne represje w kulcie Eucharystii na Soborze Trydenckim. Ojcowie rozpoczęli prace nad reformą mszału, ale jego dokończenie powierzyli papieżowi. Mszał został ogłoszony bullą św. Piusa V Quo Primum Tempore z dnia 14 lipca 1570 r.
 Odwołam się w tym względzie jeszcze raz do kard. Josepha Ratzingera: „Mszał Piusa V, jako stworzony przez niego, w rzeczywistości nie istnieje. Istnieje jedynie przeróbka nakazana przez Piusa V jako jedna z faz długiego procesu historycznego rozwoju. Nowość po Soborze w Trydencie była innej natury. Wtargnięcie reformacji odbiło się przede wszystkim na sposobach ‘reform’ liturgicznych. Na początku nie istniał jeden Kościół katolicki i jeden Kościół protestancki obok siebie. Podział Kościoła zachodził niemal niedostrzegalnie i znalazł swoje najbardziej wyraziste i z historycznego punktu widzenia wpływowe odbicie w zmianach liturgii, która lokalnie wyglądała różnorako, tak że bardzo trudne było często wyznaczenie granicy między liturgią katolicką, a już nie katolicką. W sytuacji tego zamieszania, z braku zwięzłego liturgicznego ustawodawstwa i istnienia liturgicznego pluralizmu odziedziczonego po średniowieczu, papież zdecydował, że Missale Romanum, czyli mszał miasta Rzymu, jako z pewnością katolicki, będzie obowiązywał wszędzie tam, gdzie istniejące formy liturgiczne nie mogły się wykazać przynajmniej dwustuletnią tradycją”.[6]

Podobnie jak ks. Tomaszewski czekam, kiedy duchowieństwo diecezji płockiej pójdzie w ślady Benedykta XVI i ustawi w centrum ołtarza krzyż zamiast mikrofonu.
Książka „Duch Liturgii” jest dobrze znana osobom zatroskanym o liturgię. Ze swojej strony Księdzu Jarosławowi polecam cytowaną w moim ad vocem „Historię mszy. Przewodnik po liturgii rzymskiej” Pawła Milcarka, jako kompendium wiedzy o mszy, jej kształtowaniu, reformach, w tym tych najbardziej bolesnych, zaprowadzonych po Drugim Soborze Watykańskim.

Wojciech Pilewski



[1] Głosy np. episkopatów Francji i Niemiec, jakoby swoboda celebracji mszy „trydenckich” mogła zapoczątkować schizmę w Kościele, nie wystawiają dobrego świadectwa w kwestii posłuszeństwa woli Ojca Świętego.
[2] J. Ratzinger, (Préface): L'intrepidite d'un vrai temoin, w: K. Gamber, La réforme liturgique en question, Editions Sainte-Madeleine, Le Barroux 1992, p. 7 n.
[3] J. Ratzinger, Moje życie. Wspomnienia z lata 1927-1977, tłum. W. Wiśniowski, Częstochowa 1998, s. 133; por. P. Milcarek, Historia mszy. Przewodnik po liturgii rzymskiej, Warszawa 2009, s. 378.
[4] „(…) nie jest rzeczą ani mądrą, ani godną pochwały wszystko i w każdy sposób cofać do starożytności. I tak, aby użyć przykładu, błądzi kto chce ołtarzom przywrócić pierwotny kształt stołu (…). Taki sposób myślenia i postępowania aż nadto przypomina ów zbytni i niezdrowy entuzjazm dla starożytności, wzbudzony przez nielegalny synod w Pistoi (…); Pius XII, Mediator Dei, r. V: „Postępu liturgii nie można uzależniać od prywatnej samowoli. Także starożytność nie stanowi jedynej normy”, w: AAS, XXXIX (1947) 521-596; wyd. polskie m.in.: „Wiadomości Diecezjalne” 28 (1960), s. 145-207.
[5] Por. J. Ratzinger, Duch Liturgii, tłum. E. Pieciul, Poznań 2002, s. 74; por. także: P. Milcarek, Historia mszy…, dz. cyt., s. 33; L. Bouyer, Architektura i liturgia, tłum. P. Wołdyga, Kraków 2008, s. 74-75 n. Tytuł oryginału: Architecture et liturgie, Les Éditions du Cerf, Paris 1991.
[6] Cyt. za: P. Milcarek, Historia mszy..., dz. cyt., s. 78-79.

środa, 19 stycznia 2011

"Duch liturgii" ciągle na czasie


[z redakcyjnego archiwum...]
Albumowe wydanie znanej publikacji kard. Ratzingera osadzone w scenerii Mszy (która znowu "po staremu się odprawia") sprawowanej w malowniczym klasztorze ojców benedyktynów, w związku z nieustającą dyskusją wokół kondycji współczesnej liturgii nie traci nic ze swej aktualności. 

Kardynał Joseph Ratzinger, Duch liturgii –  album, P. Milcarek i F. Łajszczak (Red.), wyd. Klub Książki Katolickiej, wym. 255x205 mm, ss. 248, Dębogóra 2008.
Epokowe dzieła zasługują na szczególną uwagę, zwłaszcza wówczas, gdy ich autor zostaje powołany przez Pana do piastowania w Kościele najwyższego urzędu – Namiestnika Chrystusowego na ziemi i następcy św. Piotra. Przyczynę wznowienia „Ducha liturgii” wydawcy wyjaśniają następująco:
„Kto chce zrozumieć myśl obecnego papieża Benedykta XVI, powinien poznać jego refleksje i troski dotyczące liturgii. Do kwestii godnego celebrowania ‘dzieła Bożego’ podchodzi On bowiem z zaangażowaniem właściwym zarówno dla nauczania Soboru Watykańskiego II (który nazwał liturgię ‘źródłem i szczytem’ życia Kościoła), jak i dla szczególnie bliskiego Ojcu Świętemu ducha benedyktyńskiego (zgodnie z którym niczego nie należy stawiać ponad kult Boży). Jest to również sprawa, którą od lat traktuje jako jeden z najbardziej nabrzmiałych problemów. ‘Jestem przekonany – pisał przed laty w swych wspomnieniach – że kryzys Kościoła, jaki obecnie przeżywamy, zależy w dużej mierze od rozkładu liturgii’… Dlatego potrzebujemy nowego ruchu odnowy liturgicznej, który przywróci do życia prawdziwe dziedzictwo Soboru Watykańskiego II”.[1]
 Nie sposób w kilku słowach streścić bogatej w treści książki byłego Prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Nie zamierzamy tego czynić z prostego powodu, że publikacja Kard. J. Ratzingera w ostatnich latach doczekała się wielu recenzji i podejmowanych na jej temat dyskusji. Stąd jedynie kilka uwag natury ogólnej i tych wyróżniających wznowioną publikację, wydaną w formie albumu w pięknym dla naszej diecezji czasie – wprost na zakończenie „Roku błogosławionego abpa A. J. Nowowiejskiego”.
Genialnie proste było założenie, przyjęte przez wydawcę: pozwolić, aby ten sam logos, który przemawia przez słowa książki, przemówił w niej obrazami liturgii. Potem doszedł pomysł Filipa Łajszczaka, współredaktora: niech to będzie liturgia benedyktynów z Fontgombault, miejsca wybranego przez Autora na dyskusję o jego książce w 2001 roku. Opat udzielił zgodę na zdjęcia – a mnisi pokornie znieśli to zupełnie wyjątkowe wkroczenie z aparatem do serca służby Bożej.[2] Wkroczył Paweł Kula, a więc ktoś z doskonałym wyczuciem tematu i ducha miejsca, no i genialny fotografik. Potem przyszło przymierzanie tekstu i obrazu – kamyczek do kamyczka w mozaice... I koniec końców – jest gotowa książka.[3]
Opactwo Matki Bożej w Fontgombault[4] należące do Kongregacji Solesmes w sposób szczególny przeniknięte jest duchem liturgii. By poznać historię tego tajemniczego miejsca musimy się cofnąć do roku 1948. Wówczas bowiem przybywa tu grupa mnichów z Solesmes. Benedyktyni wznoszą świątynię w stylu romańskim. Szybki rozwój nowej wspólnoty owocuje kilka lat później utworzeniem tam opactwa. Gdy nadszedł rok 1975 mnisi w duchu posłuszeństwa, choć niechętnie, przyjmują liturgię Mszy świętej według Mszału Pawła VI. Kiedy w 1984 roku pojawiła się częściowa możliwość powrotu do liturgii tradycyjnej mnisi uczynili to bez wahania. Cztery lata później, gdy Jan Paweł II ogłosił motu proprio Ecclesia Dei, w opactwie odprawia się do dziś jedynie Mszę świętą w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego. Do dziś również pielęgnuje się tam regułę świętego Benedykta, założyciela zakonu, jak i duchowość Sługi Bożego o. Prospera Guérangera, co wyraża się m.in. odmawianiem tradycyjnego oficjum brewiarzowego. Opactwo w Fontgombault wyróżnia się przez to od innych członków Kongregacji Solesmes, jak i całej konfederacji benedyktyńskiej.
Rozpoczynając temat liturgii w Sacrosanctum Concilium (4 XII 1963), wyciągnięto na światło dzienne bez wątpienia prymat Boga, priorytet tematu Bóg. Przede wszystkim właśnie Bóg: tak właśnie mówi nam początek Konstytucji o Liturgii. Kiedy spojrzenie na Boga nie jest na pierwszym miejscu, wszystkie inne rzeczy tracą swoją orientację. Słowa reguły benedyktyńskiej Ergo nihil Operi Dei praeponatur: Niech nic się nie przedkłada ponad Dzieło Boże (43, 3) – powtarza za Świętym, którego imię obrał, obecny Papież.[5]
„Przywrócić do życia dziedzictwo Vaticanum II” – oto hasło, które na pierwszy rzut oka nie wydaje się tak śmiałe, jak w rzeczywistości jest. Gdy bowiem wielu martwi się o to, by obmyślać wciąż nowe formy i szukać uderzających trików – Benedykt XVI zwraca od lat uwagę na to, że w praktyce reformowana liturgia bardzo oddaliła się od tego, co było rzeczywistym życzeniem ostatniego Soboru, zapisanym w jego dokumentach. Dlatego właśnie Papież zabiega o odnalezienie ciągłości między reformą liturgiczną i wielką tradycją liturgii, otwierając też szeroko możliwość korzystania z liturgii „trydenckiej”, sprzed reformy. Rozważania zawarte w książce „Duch liturgii” łączą głębię analizy teologicznej z bezpośredniością praktycznych rad, możliwych do zastosowania w każdej parafii. Rezygnacja z manipulowania rytem, nawyk odmawiania starożytnego Kanonu Rzymskiego, ponowne odkrycie wspólnej orientacji celebransa i wiernych (czyli celebracji versus Dominum, zwróconej ku krzyżowi), odkrycie modlitewnej ciszy, przywrócenie w niektórych częściach Mszy języka sakralnego, odtworzenie podstawowego repertuaru śpiewów gregoriańskich – to przecież te przykładowe środki przywracania sacrum, po które nie trzeba jeździć na drugi koniec świata, lecz można je mieć w swoim kościele.
„Liturgia musi zachować swą wielką ciągłość, swą ostateczną nienaruszalność, dzięki której rzeczywiście spotykam w niej tysiąclecia, a poprzez nie samą wieczność – wtedy wciągam się we wspólnotową uroczystość, która jest czymś innym niż program wymyślony przez jakąś komisję czy komitet organizacyjny”.[6] Oto jedno z największych wyzwań, przed którym stanął autor tych słów, odkąd stał się Biskupem Rzymu i Następcą świętego Piotra. Dobrze, byśmy razem z nim poczuli wagę tego zagadnienia, bo to wspólne dobro Kościoła, stawka naszego życia chrześcijańskiego. Właśnie temu lepszemu zrozumieniu intencji Papieża ma służyć obecne nowe wydanie „Ducha liturgii” – tym razem wyposażone w bogatą, zgoła albumową szatę graficzną. W swojej książce Benedykt XVI zauważa, że w liturgii bardziej niż „rubryki” (przepisy regulujące przebieg obrzędów) liczą się „nigryki” (czyli same teksty liturgiczne) – ale równocześnie wielokrotnie wraca zarówno do „obrazowości” kultu, jak i do jego wkorzeniania się w życie chrześcijańskich społeczności, wędrujących w swej doczesności na spotkanie Pana. Wydawcy liturgicznej książki Ojca Świętego pragnęli więc, aby obok tego, co „czarno na białym” podaje autor w druku, przemówiły też uchwycone w kadrze obrazy „dzieła Bożego”, której poświęcona jest książka. Są to zdjęcia zrobione w różnych latach w benedyktyńskim Opactwie Matki Bożej w Fontgombault. Świadczą one o „duchu liturgii” wcielonym w codziennym życiu licznej wspólnoty mnichów, prowadzących swe życie według Reguły Świętego Benedykta. Powiązanie tego miejsca z tekstem Ojca Świętego nie jest wyłącznie pomysłem wydawcy, ale ma uzasadnienie w dziejach „Ducha liturgii”, przypomnijmy jeszcze raz: to właśnie klasztor Fontgombault wybrał kard. Joseph Ratzinger w roku 2001 na miejsce sympozjum podsumowującego dyskusje wywołane jego książką. Tutaj celebrował uroczystą Mszę „trydencką” i tutaj mówił o teologii Ofiary. Jak sam podkreślił, miejsce to szczególnie szczęśliwie łączy radykalizm życia chrześcijańskiego, wierność tradycji i realizm – a wszystko to wewnątrz atmosfery benedyktyńskiego pokoju. Autor „Ducha liturgii”dziękował Opatowi Fontgombault właśnie za „ducha tego klasztoru”, który tchnie „pokojem Kościoła, pokojem naszego Pana”.7]
Albumowe wydanie „Ducha liturgii” przemawia do czytelnika wraz z obrazami dzieła Bożego[8]sprawowanego w codzienności – powszedniej i świątecznej – klasztoru, w którym liturgia dawnych wieków przynosi nowość łask, a wewnątrz bogactwa obrzędów realizuje się prostota pokornego mniszego życia, polegającego na „szukaniu Boga”. Klub Książki Katolickiej oddaje nowe wydanie „Ducha liturgii” do rąk polskich czytelników – duchownych i świeckich – z nadzieją, że rzeczywiście odpowie ono na katolickie pragnienie sentire cum Papa, prawdziwej solidarności z Ojcem Świętym.

A. Matyszewski


[1] J. Ratzinger, Moje życie, W. Wiśniewski (tłum.), Częstochowa 1998, s. 133; por. także: Od Wydawcy, w: tenże, Duch liturgii…, s. 6
[2] Redaktorzy albumu składają gorące podziękowanie Dom Antoine’owi Forgeot wraz z jego wspólnotą mniszą za zgodę na wykonanie zdjęć w samym miejscu odbywającej się liturgii oraz na upublicznienie obrazów z ich życia, i to tych najbliższych samemu sercu klasztoru. Dziękują tym bardziej, że jak dotąd nigdy jeszcze w tym opactwie nie udzielano zgody na fotografowanie liturgii z tak bliska – a ilustracje do książki Papieża są wyjątkiem od tej reguły, stojącej na straży intymności wspólnoty kontemplacyjnej; por. tamże, s. 8.
[4] Miejscowość gminna położona w regionie Centre, w departamencie Indre (Francja).
[5] Por. J. Ratzinger, Wstęp, w: Theologie der Liturgie. Die sakramentale Begründung christlicher Existenz, wyd. Verlag Herder 2008. „Liturgia Kościoła, pisze dalej Benedykt XVI, była dla mnie od samego dzieciństwa punktem centralnym mojego życia i stała się, pod wpływem szkoły teologicznej mistrzów takich jak Schmaus, Söhngen, Pascher i Guardini także punktem centralnym mojej pracy teologicznej. Jako kwestię szczegółową wybrałem teologię fundamentalną, ponieważ chciałem przede wszystkim zejść aż do dna pytania: dlaczego wierzymy? Ale w tym pytaniu zawierało się od początku inne dotyczące słusznej odpowiedzi, jaką powinno się dać Bogu, a co za tym idzie, także pytanie dotyczące kultu Bożego. Właśnie z tej perspektywy powinny być rozumiane moje prace o liturgii. Nie interesowały mnie problemy szczegółowe nauki liturgicznej, ale zawsze problem zakotwiczenia liturgii w fundamentalnym akcie naszej wiary i, co za tym idzie, miejsce liturgii w całej naszej ludzkiej egzystencji”; tamże.
[6] Tenże, Sól ziemi: chrześcijaństwo i Kościół katolicki na przełomie tysiącleci, G. Sowiński (tłum.), Kraków 2005, s. 151.
[7] Pewien pielgrzym do Fontgombault wyrażając się o rzeczywistości, jaką zastał wśród benedyktynów, zapisał następujące słowa: „Piękno liturgii rozpala miłość, monotonia życia ćwiczy wiarę, a cierpliwość i znoszenie trudności oczyszcza nadzieję. Prawda, dobro i piękno – sedno cywilizacji. Wiara, nadzieja i miłość – serce chrześcijaństwa”; http://pkaznowski.blogspot.com/2007/11/u-rda-gombolta.html
[8] Ktoś powiedział: to jest wydanie dla tych, którym nie chce się czytać, a wolą oglądać. Jedno nie wyklucza drugiego – ale to fakt, nowe wydanie „Ducha liturgii” jest „ikoniczne”. Można teraz rzec: Przyjdźcie i zobaczcie, venite et videte. Videte et gustate.

wtorek, 18 stycznia 2011

W odpowiedzi na felieton ks. Jarosława Tomaszewskiego "Gdzie ma stanąć krzyż?" Sprostowanie

Przed lekturą tekstu odsyłam Czytelników do felietonu ks. Jarosława Tomaszewskiego, Gdzie ma stanąć krzyż? („Gość Płocki” z dn. 19.12.2010 r. nr 50/96, s. VII). Zapoznanie się z nim wydaje się niezbędne dla zrozumienia sprostowania mojego autorstwa. Oddajmy więc na początku głos ks. Jarkowi:


"Gdzie  ma stanąć krzyż?

Zdumiewa mnie fakt, że spotkania dotyczące wiary, 
które organizujemy na płockich Podolszycach, stały się 
od początku areną doktrynalnych sporów. Ostatnio 
z przedstawicielami tradycjonalistów liturgicznych. Postęp 
w wierze zawsze wywołuje gorącą debatę, ale niepokoi mnie 
manipulowanie myśleniem Josepha Ratzingera. Płoccy 
tradycjonaliści publicznie powołują się na sformułowania, 
których papież nigdy nie powiedział: o tym, że szykowana 
jest dla Kościoła dekretowa bomba, która ma wysadzić 
liturgiczne zmiany Vaticanum II, że Ojciec Święty pogardliwie 
mówi lub pisze o dokonaniach ostatniego soboru, że każdy 
ksiądz powinien sprawować Mszę św. w starym rycie – inaczej 
grzeszy, że istotą nawrócenia człowieka jest zachowanie 
łacińskiej formy liturgicznych obrzędów. Cierpła mi skóra, gdy 
słuchałem tych wywodów. Sprawdziłem więc, co naprawdę 
mówi papież o stylu współczesnej liturgii.
Ojciec Święty nie jest zwolennikiem rytualnej rewolucji. 
Komentuje jedynie wypaczenia i braki reformy, 
a nie liturgię samą w sobie. W koncepcji Mszy św. wraca 
do jej początków, kiedy w pierwotnym chrześcijaństwie 
nie istniała dyskusja o tym, czy kapłan ma stać przodem, 
czy tyłem do ludu. Ukierunkowanie Eucharystii związane 
było z pojęciem uczty paschalnej u Żydów, podczas której 
każdy z jej uczestników spoczywał po tej samej stronie 
stołu. Świątynie chrześcijan, poza Bazyliką św. Piotra, były 
architektonicznie zorientowane, czyli zwrócone na wschód, 
ku Chrystusowi powstającemu z martwych jak wschodzące 
słońce. Prawne represje w kulcie eucharystycznym zostały 
zaprowadzone przez kardynałów na skutek nadużyć 
i rozruchów protestanckich w XVI wieku. Wówczas 
uformowano surową, odległą od prostych ludzi formę Mszy, 
zwanej popularnie trydencką. 
Odwrócenie księdza twarzą do ludu w XX wieku, zdaniem 
papieża, nastąpiło z powodu błędnego rozumienia 
uczty jako spotkania wiernych siedzących wokół stołu. 
W efekcie liturgia stała się wymownie klerykalna, 
bo zależna od duchowej sprawności i zdolności reżyserskich 
sprawującego ją księdza. Czy należy więc znów szarpać 
rytuałem, przebudować świątynie i odwrócić kapłana? Nic 
podobnego – konkluduje Ratzinger – ciągła rewolucja niweczy 
duchowy postęp człowieka. Należy jedynie na ołtarzach 
kościołów, między świecami, ustawić znak krzyża, ku któremu 
zwrócony będzie zarówno kapłan, jak i wszyscy wierni.
Moich dyskutantów odsyłam do III rozdziału papieskiej 
książki „Duch liturgii”. A sam z wiarą czekam, 
aż to proste rozwiązanie o krzyżu będzie wreszcie dostrzeżone 
w kościołach w naszej diecezji."
(...)
Księdzu Jarosławowi ku refleksji…
 Od lat z uwagą śledzę publikacje dotyczące liturgii, wśród nich czołowe miejsce zajmuje myśl kard. J. Ratzingera, obecnego papieża Benedykta XVI, szczerze zatroskanego o losy kultu Bożego sprawowanego w świątyniach katolickich. Dał temu wyraz m.in. w wyśmienitej książce pt. „Duch Liturgii”, którą wnikliwie przestudiowałem u początku moich studiów doktoranckich z liturgiki i do której po wielokroć chętnie wracam.

Nie jestem „płockim tradycjonalistą”, jak to określił ks. Jarosław, ale liturgistą, który z uwagą wsłuchuje się w głos Namiestnika Chrystusowego. Podobnie jak każdy kapłan winien jestem Następcy św. Piotra posłuszeństwo w sprawach wiary i doktryny, czego radosnym sercem staram się dochować.

 Nie wiem, jaką „dekretową bombę” przygotowywaną przez obecnego Papieża ma na myśli duszpasterz z parafii p.w. Świętego Krzyża w Płocku; być może tę, o której niedawno wspomniał kard. Antonio Cañizares Llovera, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, w wywiadzie udzielonym włoskiemu „Il Giornale”.[1] Nie przypominam sobie, abym ja lub kolega, z którym byliśmy na spotkaniu zorganizowanym przez ks. Jarosława w w/w parafii dnia 06.11.2010 r. mówił o „wysadzeniu w powietrze liturgicznych zmian Vaticanum II”. Ojciec Święty nigdy nie wypowiadał się „pogardliwie o dokonaniach ostatniego soboru”, wyrażał jedynie – w sposób bezpretensjonalny – głębokie zaniepokojenie zmianami, jakie dokonały się po zakończeniu obrad, m.in. w dziedzinie liturgii, którą pragnie odnowić zgodnie z jego [Soboru Watykańskiego II] nauczaniem, a zarazem w harmonii z liturgiczną tradycją Kościoła, czyli według propagowanej przez Papieża tzw. hermeneutyki ciągłości. Myślę, że jeśli Ks. Wikariusz prześledzi inne publikacje kard. Ratzingera/Benedykta XVI, poza trzecim rozdziałem „Ducha Liturgii”, z pewnością doceni wkład Ojca Świętego w realizowaną za jego pontyfikatu odnowę liturgii.[2]

Najboleśniejszą nieprawdą, którą wyartykułował ks. Tomaszewski w felietonie, a która nie mogła paść z naszych ust jest stwierdzenie, jakoby „płoccy tradycjonaliści” utrzymywali, „że każdy ksiądz powinien sprawować Mszę św. w starym rycie – inaczej grzeszy”. Podobnie słowa, „że istotą nawrócenia człowieka jest zachowanie łacińskiej formy liturgicznych obrzędów – sformułowania te w ustach kapłana, który powinien być świadkiem Prawdy, który powinien łączyć a nie dzielić wiernych na „tych i tamtych” brzmią bardzo niepokojąco.
Myli się Ksiądz Jarosław twierdząc, że Ojciec Święty nie komentuje liturgii „samej w sobie”. Już sam tytuł wiekopomnego dzieła prefekta Kongregacji Nauki Wiary wskazuje, że ma on na uwadze nie tylko zewnętrzny wymiar liturgii, ale sięga głębiej, ukazując jej ducha. Ponadto – początkowe zdanie pierwszej części książki („O istocie liturgii”) ukierunkowuje rozważania autora, stawiającego czytelnikom pytanie retoryczne: „Czym właściwie jest liturgia?” Postrzeganie obecnego Papieża jedynie jako „komentatora wypaczeń i braków reformy” jest nieporozumieniem i świadczy o braku umiejętności syntetycznego podejścia do myśli liturgicznej Ojca Świętego.
Zwrot „represje w kulcie eucharystycznym” nie należy do szczęśliwych i w kontekście przywróconej do łask przez Benedykta XVI mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, do której ks. Tomaszewski nawiązuje i nazywa „trydencką” (przez czterysta lat nikt tak o niej nie mówił) – dyskredytuje zarówno dawne obrzędy, które wykarmiły całe rzesze Świętych Pańskich ery nowożytnej, sprawujących je obecnie księży jak i kapłana, chyba właśnie „pogardliwie” wypowiadającego się o odnowie liturgii, której głównym motorniczym w Kościele Chrystusowym jest obecny Papież.
Zachęcam w tym miejscu, aby doczytać o historii formowania się rytu rzymskiego w stosownych dokumentach, wypowiedziach Magisterium i właściwych tematowi periodykach historyczno-liturgicznych. Gdyby ks. Jarosław zadał sobie trud choćby pobieżnego zapoznania się z materią przed „popełnieniem” felietonu, posiadłby wiedzę wystarczającą do zrozumienia, że tzw. msza trydencka nie powstała (nie została stworzona) na Soborze Trydenckim ani po nim, ale istniejący od stuleci w świecie katolickim obrzęd Mszy świętej został, na polecenie ojców Świętego Concilium, skodyfikowany pod kierunkiem św. Piusa V, obowiązując „po wszystkie czasy” (por. bullaQuo Primum Tempore z 14.07.1570 r.). Genezę Missale Romanum z 1570 r. w sposób kompetentny i naukowy przedstawia nasz rodzimy liturgista bł. abp Antoni Julian Nowowiejski w piątym tomie „Wykładu liturgii Kościoła katolickiego” zatytułowanego „Msza święta”.[3] Myślę, że ks. Jarosław wyświadczy radość Błogosławionemu Męczennikowi (mi można nie ufać, Jemu warto) zapoznając się z dziejami liturgii naszych Ojców.
Jakie to zdumiewające, że tej „surowej, odległej od prostych ludzi formie Mszy” Pasterz diecezji płockiej poświęca przeszło 1600 stron naukowego opracowania (pozostałe aspekty życia liturgicznego Kościoła opisując na kolejnych ok. 3500 stron)… We wprowadzeniu do swojej pracy stwierdza z pokorą:

"Należałoby na klęczkach pisać wykład obrzędów ofiary mszalnej, która przedstawia, wyraża i streszcza wszystką wielkość, piękność i wspaniałość religii Bożej. Ofiara Mszy świętej jest chwałą nieba, zbawieniem ziemi i czyśćca, postrachem piekła. W ofierze tej zawiera się wszystko, co najgodniejsze podziwu aniołów i ludzi. Ona jest skarbem wszystkich łask, zapewnieniem nieśmiertelności, przypieczętowaniem wszystkich dobrodziejstw, jakie Pan Bóg kiedykolwiek nam uczynił".[4]

Co sprawiło, że Biskup – Męczennik w tej „skomplikowanej” Mszy świętej potrafił dostrzec tak wiele? Czy kolejne pokolenia pionierów ruchu liturgicznego XIX i XX w. wychwalało mszę przed samymi sobą, czy raczej ze wszelkich sił starali się ukazać jej piękno i zbliżyć do przeciętnego, prostego człowieka?
Jeśli Ks. Wikariusza nie stać na szacunek dla dawnych i na nowo wskrzeszanych przez Głowę Kościoła Widzialnego rytów, to proszę o uszanowanie chrześcijańskiej Tradycji liturgicznej, o której wybitny prekursor XX-wiecznego ruchu odnowy liturgicznej Odo Casel OSB (niekwestionowany autorytet dla liturgistów „przedsoborowych, soborowych i posoborowych”) wypowiadał się następująco:
 "Nie jest żadnym „historyzmem”, jeśli Kościół pozostaje przy starych, przekazanych przez Tradycję formach Liturgii – przeciwnie – miłość do Tradycji wynika z samej jego istoty, z osobowości Kościoła, który w pewnym sensie ma udział w wieczności Boga – Człowieka. Kościół nie jest Kościołem dnia wczorajszego, który musiałby w nieustannej zmianie ciągle szukać czegoś nowego i to nowe oferować – Kościół posiada skarby, które nigdy się nie starzeją. Dlatego ceni sobie Tradycję. Ludzie, zachowujący się jak owady – „jednodniówki” często nie umieją uszanować tego, co stare – Kościół może poczekać. Nadejdą inne pokolenia, które podziękują mu za jego konserwatyzm".[5]
Kontynuując wywód Benedyktyna, proszę zwrócić uwagę, jak subtelnie odnosi się do historii formowania się liturgii rzymskiej w duchu Kościoła, przyozdabiając ją piękną teologią:

 "Jeśli więc Kościół naszych dni[6] sprawuje ściśle określoną Liturgię, to jest to skutek jego obiektywności i wierności Tradycji, które z kolei bazują na jego wiecznych wartościach. Głębsza obiektywność nie polega jednak na samym tylko trzymaniu się przekazanych form, lecz na źródle i początku Liturgii, wypływającej z ponadosobowego ducha Chrystusa i Kościoła. I jeśli naturalnie dyscyplina kościelna z lubością zachowuje i przekazuje dalej powstałe w chrześcijańskiej starożytności ryty i teksty, to czyni to w poczuciu, iż te właśnie najstarsze czasy w szczególnym stopniu tworzyły liturgię z ducha Kościoła".[7]

Czy tak trudno zrozumieć, co ma na myśli Ojciec Święty mówiąc o potrzebie hermeneutyki ciągłości w liturgii?
Zarzucił nam ks. Tomaszewski „manipulowanie myśleniem J. Ratzingera”, ale w zamian włożył w usta autora „Ducha Liturgii” słowa, których nigdy nie wypowiedział. Rozumiem, że to reprodukcja skonstruowana na potrzeby felietonu, aby nadać mu pikanterii.
Kardynał Prefekt nie mówi o „szarpaniu rytuałem” (wystarczająco mocno szarpano nim po Vaticanum II), a przepychanki w liturgii nie leżą w gestii pokojowo usposobionego papieża Benedykta. We wspomnianym fragmencie książki nie padają żadne pozostałe wymienione w felietonie sformułowania:[8] „przebudowa świątyń, odwracanie kapłana”. Co gorsza, kolejne zdanie przytoczone przez Wikarego z parafii p.w. Świętego Krzyża stanowczo sugeruje dosłowność cytatu z trzeciego rozdziału „Ducha Liturgii” (s. 77)[9]: „Nic podobnego – konkluduje Ratzinger – ciągła rewolucja niweczy duchowy postęp człowieka”. No właśnie – nic podobnego… Kardynał nie powiedział. Dosłowny cytat z tej strony brzmi: "Nic nie jest przecież tak szkodliwe dla liturgii, jak właśnie ciągłe jej 'robienie'" (…). Następne, wyrwane z kontekstu sformułowania również spłycają myśl Josepha Ratzingera; ks. Jarosław pisze: „Należy jedynie na ołtarzach kościołów, między świecami, ustawić znak krzyża, ku któremu zwrócony będzie zarówno kapłan, jak i wszyscy wierni”.[10] Jakież to wszystko proste – tu krzyż, tam chrzcielnica, a tam choinka. Przeciętny czytelnik, jeśli zada sobie trud i prześledzi słowa Kardynała zapisane choćby dwa akapity wcześniej, zrozumie, że kwestię ołtarza i kierunku modlitwy liturgicznej ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary nie sprowadza „jedynie” do krzyża na ołtarzu lub obok niego, ale apeluje o ponowne odkrywanie istoty, w której liturgia chrześcijańska wyraża swój obowiązujący kierunek.[11] Owszem, potrzeba obecności krzyża na ołtarzu jest ważna i oczywista, zwłaszcza w dobie walki z nim w naszym kraju. Wypadałoby jednak choćby słowem dać odpowiedź na proste pytanie – dlaczego ma stać tam, a nie obok ołtarza? Doceniam wiarę ks. Jarosława Tomaszewskiego w kwestii umieszczania krzyży na ołtarzach świątyń naszej diecezji. Pozwolę sobie jednak pozostać w tej materii realistą, wszak „katolik nie frajer”.

dr Adam Matyszewski
liturgista

[1] Por. Andrea Tornielli, Intervista con il prefetto del culto divino, Antonio Cañizares Llovera: Basta con la messa creativa, in chiesa silenzio e preghiera, w: „Il Giornale”, venerdì 24 dicembre 2010; streszczenie w: Bollettino Radio Giornale del 28/12/2010.
[2] Polecam lekturę „O duchu liturgii” R. Guardiniego (Kraków 1993) a zwłaszcza III rozdział książki, na której wzorował się kard. Ratzinger (zbieżność tytułów nie przypadkowa). Guardini szkicuje główne problemy liturgiczne, Ratzinger poszerza je i doprecyzowuje, nadając kształty bardziej konkretne.

[3] Zob. s. 133-253.
[4] A.J. Nowowiejski, Wykład liturgii Kościoła katolickiego, t. 5: Msza święta, Warszawa 2001, s. 1.
[5] O. Casel, Chrześcijańskie mysterium kultyczne, tłum. A.J. Znak, Oleśnica 1992, s. 114-115.
[6] Mowa o I połowie XX w.
[7] Tamże, s. 115.
[8] Chyba że ks. Tomaszewski korzystał z innego tłumaczenia. Pozostaje pytanie – z jakiego?
[9] Tłum. E. Pieciul, Poznań 2002, wyd. Klub Książki Katolickiej.
[10] Aby ten postulat mógł zostać spełniony (w sensie ścisłym) wszyscy uczestnicy liturgii musieliby zająć miejsce po tej samej stronie ołtarza, w przeciwnym razie celebrans będzie patrzył na krzyż od właściwej strony, pozostali będą przyglądać mu się od tyłu.
[11] J. Ratzinger, Duch Liturgii…, s. 76.